Nowy numer 3/2021 Archiwum

Zamordowani, bo byli Polakami

W Krakowie dyskutowano dziś o zbrodni na profesorach lwowskich sprzed 75 lat.

W sali im. Michała Bobrzyńskiego Collegium Maius UJ odbyła się konferencja "Sprawa mordu na profesorach lwowskich nadal jest otwarta", poświęcona rozstrzelaniu 4 lipca 1941 r. we Lwowie polskich wykładowców uczelni wyższych wraz z rodzinami.

Szczególnym świadectwem było wystąpienie ks. prof. Franciszka Longchamps de Bèrier, wykładowcy prawa rzymskiego na UJ. Wśród ofiar mordu we Lwowie było bowiem czworo przedstawicieli jego rodziny - prof. Roman Longchamps de Bèrier, rektor Uniwersytetu Jana Kazimierza, wraz z trzema młodymi synami.

- Zamordowano ich za to, że byli Polakami. Miarą okrucieństwa było nie tylko pozbawienie ich w 1941 r. życia, lecz również próba zatarcia pamięci, negacja ich tożsamości, wyrażona w spaleniu i zmieleniu szczątków w 2 lata później oraz rozsypaniu ich w Lesie Krzywczyckim - powiedział ks. Longchamps de Bèrier.

Profesorowie i ich rodziny zostali zamordowani przez Niemców. - Przez wiele lat cała uwaga była skierowana na pomysłodawcach i sprawcach zbrodni. Tymczasem od początku pojawiał się tu także cień ich pomocników. O ile niemieccy sprawcy zbrodni zostali policzeni i nazwani, to ich ukraińscy pomocnicy pozostają bezimienni - powiedział prof. Andrzej Zięba, historyk z UJ.

Według niego, ukraińskimi pomocnikami były m.in. osoby służące Niemcom za przewodników i tłumaczy. Działacze Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów brali prawdopodobnie również udział w sporządzaniu list proskrypcyjnych, na podstawie których aresztowano i mordowano profesorów oraz członków ich rodzin.

Wyjawienie i przypominanie prawdy o zbrodni sprzed 75 lat było przez dłuższy czas niewygodne. Rolę niemieckich sprawców poznano m.in. dzięki prof. Karolinie Lanckorońskiej. Gdy podczas wojny została aresztowana przez Niemców, przesłuchujący ją w Stanisławowie gestapowiec Hans Krüger, będąc pewnym, że nie wyjdzie żywa, przyznał się do udziału w rozstrzelaniu profesorów lwowskich. Gdy w 1966 r. w Niemczech rozpoczął się proces Krügera, prof. Lanckorońska zgłosiła się na świadka. Jej zgłoszenie długo pozostawało bez odpowiedzi. Gdy w końcu doszło do przesłuchania, to w rezultacie i tak nie wzięto go pod uwagę przez sąd.

Długo nie mogły się również ukazać "Wspomnienia wojenne" prof. Lanckorońskiej, przedstawiające m.in. niemieckie sprawstwo zbrodni we Lwowie. - Pani profesor wspominała w rozmowie ze mną, że książka początkowo miała być wydana po angielsku. Uznano jednak, że jest "antyrosyjska". Książka ukazała się ostatecznie w 2001 r. po polsku. Gdy w 2003 r. wydano ją po niemiecku, nie została dobrze przyjęta. Ostatnie słowa książki: "Sprawa mordu na profesorach lwowskich nadal jest otwarta" stały się mottem dzisiejszej konferencji - powiedziała dr Elżbieta Orman, edytor "Wspomnień wojennych".

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama