Nowy numer 3/2021 Archiwum

No i jest w końcu wygodne łóżko

Tylko w Krakowie aż 723 rodziny zostały obdarowane prezentami.

Do skromnego mieszkania, które w starej kamienicy w centrum miasta zajmują pani Kasia (38 lat) i jej dwie córeczki – 8-letnie Agnieszka i Paulina – wolontariusze SuperW wnieśli pięknie zapakowane paczki. Pudełko po pudełku dziewczynki sprawdzały, co w nich jest. Puchate koce z bajkowymi wzorami, książki, malowanki, lalki Barbie, a nawet perfumy dla małych dam i mnóstwo słodyczy...

Siostry zaniemówiły. W paczkach (w sumie było ich aż 19!) kryły się też rzeczy nieco bardziej przyziemne, ale niezwykle potrzebne: ubrania, buty, żywność, obrusy, blender, a nawet... nowa pralka. – Spełniły się wszystkie nasze marzenia. Cieszę się, że są jeszcze ludzie, którzy chcą się podzielić tym, co mają, z tymi, którzy nagle znaleźli się w trudnej sytuacji. Bardzo dziękuję – mówiła pani Kasia, która ma nadzieję, że za rok o tej porze jej życie będzie już wyglądało inaczej. By tak się stało, uczestniczy właśnie w szkoleniu, które pozwoli jej podjąć pracę. W tej chwili utrzymuje się jeszcze z zasiłków, a po odliczeniu kosztów utrzymania mieszkania na życie miesięcznie pozostaje im zaledwie 300 zł na osobę. – Kłopoty pani Kasi zaczęły się, gdy rodzinę niespodziewanie opuścił mąż, zostawiając żonę i córeczki bez wsparcia. Radzą sobie jak mogą, ale w jednym pokoju, ogrzewanym piecykiem na butlę gazową, łatwo nie jest – tłumaczyli wolontariusze. Łzy wzruszenia pojawiły się też na twarzy pani Anny (66 lat), która – choć jest bardzo chora (walczy z nowotworem, ma cukrzycę i nadciśnienie) – samodzielnie opiekuje się niepełnosprawnym 43-letnim synem. W tej rodzinie najbardziej brakowało ubrań na zimę i ciepłej pościeli, jednak wśród prezentów znalazła się także nowa kuchenka. Wszystkie marzenia krakowianki postanowiła spełnić rodzina mieszkająca w... Warszawie. Z kolei studenci Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie najpierw skrzyknęli się we własnym gronie, a potem postarali się o wsparcie samorządu studenckiego i ich Szlachetna Paczka zaczęła nabierać gigantycznych rozmiarów. Ostatecznie znalazła się w niej nawet wersalka, bo pewna schorowana pani najbardziej na świecie marzyła o tym, by mieć w końcu wygodne łóżko. Podczas tzw. weekendu cudów, który trwał 10 i 11 grudnia, paczki dotarły do prawie 19 tys. rodzin w całej Polsce, a łączna wartość wszystkich prezentów wyniosła aż 47 mln zł. Natomiast statystyczna wartość jednej paczki to ok. 2,5 tys. zł. W pomoc dla jednej rodziny włączyło się średnio 35 osób, a żeby wszystko udało się jak trzeba, w tegoroczną Paczkę zaangażowanych było ponad 11 tys. wolontariuszy i 645 liderów. Jak zauważył ks. Jacek „Wiosna” Stryczek, pomysłodawca akcji, w tym roku pomocy w postaci Szlachetnej Paczki potrzebowało mniej rodzin niż dotychczas. Nie ma on wątpliwości, że przyczynił się do tego program 500+, który zmienił sytuację w kraju. – Do Paczki zostało zgłoszonych o wiele mniej rodzin wielodzietnych (tylko 900), a te, które biorą udział w naszej akcji, potrzebują wsparcia głównie ze względu na choroby lub inne sytuacje losowe – tłumaczy. Poważnymi problemami w społeczeństwie są nadal utrudniony start w dorosłość oraz zadłużenie wielu rodzin spowodowane przez tzw. chwilówki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama