Nowy numer 38/2021 Archiwum

Istotą sztuki jest dusza

Pędzel i paletę zamienił na szary habit. Przestał malować twarz Chrystusa, lecz dostrzegł ją w człowieku cierpiącym i opuszczonym. Niemal wszystkie zachowane obrazy Adama Chmielowskiego – św. Brata Alberta – oraz pamiątki po nim można zobaczyć na wystawie w krakowskim Muzeum Archidiecezjalnym.

Wywierał na nas wpływ ogromny

Na wystawie w tej samej sali pokazano również m.in. obraz „Szara godzina”, o którym znający osobiście artystę Henryk Sienkiewicz napisał, że „ma istotnie w sobie coś mistycznego, co jest właściwym tej porze”. Dla krakowian zaskoczeniem może być natomiast obraz „Park krakowski”, pokazujący ten znacznie okrojony kawał zieleni w okolicy dzisiejszego pl. Inwalidów w swojej dawnej, nieco dzikiej krasie. W drugiej sali pokazano m.in. „Opuszczoną plebanię”, jeden z ostatnich obrazów malarza, obrazki powstańcze, będące świadectwem udziału Chmielowskiego w powstaniu styczniowym, okupionego utratą nogi, impresjonistyczną „Amazonkę (Portret Wandy Dwernickiej)” oraz pejzaże: m.in. „Czarnokozińce” i „Nad rzeką”, dające znawcom okazję do porównań tych pejzaży z twórczością Jeana Corota. Symbolicznym nawiązaniem do twórczości malarskiej Adama Chmielowskiego są na wystawie należące niegdyś do niego paleta i kaseta na farby. Postać świętego malarza przypominają również jego portrety namalowane przez zaprzyjaźnionego Leona Wyczółkowskiego oraz inne pamiątki po nim, m.in. proteza nogi, drewniana prycza, na której spał, okulary, kołek służący jako zapinka do płaszcza, dokumenty. Wyczółkowski do śmierci przechowywał z czcią obraz Chmielowskiego „Roraty”, który również można zobaczyć na wystawie. „Wywierał na nas wpływ ogromny. Był najpierwszym wśród nas kulturą, wiedzą, charakterem, a kto wie, czy i nie talentem. Jego zdanie, jego sąd w sprawach sztuki był bodaj miarodajniejszym dla nas niż opinia profesorów” – wspominał przyjaciela niedługo przed śmiercią w 1936 roku. Tę opinię podzielali inni koledzy malarze, m.in. ze studiów monachijskich. „Adam był z nas wszystkich najmędrszy jako malarz” – nie miał wątpliwości Antoni Piotrowski. „Patrzcie, jedną grudką farby on więcej namaluje niż my, którzy tak ciężko pracując, nie czynimy nic dla sztuki” – twierdził Stanisław Witkiewicz, dodając, że „Adam Chmielowski miał nadzwyczajny talent kolorystyczny”. „Czy nie wpłynął on na moje wykształcenie się jako człowieka, jako artysty? Czy bez niego byłbym tym zupełnie, czym jestem?” – pytał Maksymilian Gierymski. Pod wielkim wrażeniem jego świątobliwości byli również Jacek Malczewski i Józef Chełmoński. „Chełmoński miał kult dla Brata Alberta, odwiedzał go w Zakopanem, uważał go za świętego i przebaczył mu nawet, że przestał malować” – opowiadała krakowska malarka Pia Górska. Brata Alberta nawet po porzuceniu malarstwa korciło czasem, by chwycić za pędzel. „Mój brat Konstanty opowiedział raz zdarzenie o Bracie Albercie, które wzruszyło Chełmońskiego. Zakonnik podróżował po Małopolsce i zatrzymał się w przydrożnym zajeździe, ażeby wypocząć. Gospodarz widywał często albertynów, przyjął go więc uprzejmie i zaprosił do izby, w której stał duży, drewniany stół. Na krześle leżała paleta z farbami i pędzle” – wspominała P. Górska. Zakonnik, zobaczywszy wtedy narzędzia malarskie, nie mógł się powstrzymać – bezwiednie wziął pędzel w dłoń, zanurzył w farbie i zaczął – ku zgrozie gospodarza – malować po stole. Wystawę, której towarzyszy katalog wydany w formie albumowej, można oglądać do 30 marca 2017 r. w siedzibie Muzeum Archidiecezjalnego przy ul. Kanoniczej 19–21 w Krakowie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama