Nowy numer 3/2021 Archiwum

Wiem, że on nas słyszy

– 21 lutego 2016 r. świat zawalił się po raz pierwszy. Drugi raz stało się to 18 maja. Czas stanął wtedy w miejscu – mówi Magda Zabagło, która walczy o powrót męża ze świata snu.

Dramatu nic nie zwiastowało – 36-letni dziś Mariusz był zdrowym, postawnym mężczyzną. Gdy rok temu był z żoną i córkami na Podhalu, zjadł kwaśnicę. Kilka miesięcy później, gdy wydawało się, że wraca do zdrowia, wyrzucał sobie, że gdyby nie ta zupa, to może wszystko byłoby dobrze. Lekarze mówią jednak, że jeśli nie wtedy, to trzustka odezwałaby się przy innej okazji.

Ćwiczyć, nie histeryzować!

Tamtego dnia brzuch rozbolał Mariusza tak bardzo, że trafił na SOR w Nowym Targu. Lekarz zdiagnozował tylko niestrawność, dał leki rozkurczające i odesłał do domu, mówiąc, że ból przejdzie. Tak się nie stało. Wezwana karetka zawiozła go ponownie do szpitala w Nowym Targu – tym razem padła już właściwa diagnoza: ostre zapalenie trzustki. Mariusz nie chciał tam zostać i poprosił żonę, by zawiozła go do szpitala w Proszowicach (jest bliżej domu w podkrakowskiej gminie Kocmyrzów-Luborzyca). Niestety, mimo podania leków, mężczyzna słabł z każdą chwilą i po tygodniu, niewydolny oddechowo, znalazł się na intensywnej terapii. Tak zaczęła się jego pierwsza walka o życie, która trwała 6 tygodni. W końcu lekarze zdecydowali o wybudzeniu go ze śpiączki farmakologicznej. Mariusz wszystko pamiętał, rozmawiał, marzył o powrocie do domu, lecz – ze względu na zanik mięśni – nie mógł się ruszać. Z OIOM trafił na chirurgię, gdzie miał na trochę zostać. Po kilku tygodniach, gdy miało iść ku lepszemu, znów nastąpiło pogorszenie – Mariusz tracił siły i coraz trudniej było mu oddychać. – Z weekendu 14 i 15 maja pamiętam wszystko – z młodszą córką spędziłam u męża dużo czasu. Bawił się z Julką, cieszył, że tak urosła i mówi „tata”. Cały czas jednak kaszlał i ciężko oddychał. Zgłaszałam to lekarzom, ale traktowali Mariusza jak zdrowego pacjenta i mówili, żeby nie histeryzować, tylko skupić się na rehabilitacji, bo dopóki mąż jest leżący, to płuca są słabe – wspomina Magdalena. 18 maja o godz. 6.40 rano „histeria” zamieniła się w drugą walkę o życie.

Jeszcze nie ma siły

Mariusz zaczął się krztusić – wydzielina z płuc zatkała mu gardło i nie mógł złapać powietrza. Serce stanęło. Po reanimacji 3 tygodnie był w śpiączce, a w międzyczasie przeszedł operację usunięcia torbieli po zapaleniu trzustki. – Dopiero wtedy dowiedziałam się, że 1 maja mąż miał konsultację pulmonologiczną, która wykazała całkowitą niewydolność oddechową. Bronchoskopia pokazała z kolei zwężenie tchawicy, ale lekarze to zignorowali – mówi żona Mariusza. – Gdy zapadła decyzja o ponownym wybudzaniu ze śpiączki, przeżyliśmy kolejny dramat – mąż się nie wybudzał, nie mówił i nie ruszał się. Lekarze zalecili intensywną, wielobodźcową rehabilitację, ale nie ma takiego ośrodka dla dorosłych jak „Budzik”, który byłby refundowany przez NFZ. Proponowano nam więc ZOL, ale tam mąż by się nie obudził – opowiada Magda. Czarę goryczy przelała sugestia, by zastanowiła się, czy chce zabrać męża do domu, bo może sobie nie poradzić. A ona chciała i z całego serca walczyła o męża, wyszukując w internecie różne możliwości pomocy – w ten sposób trafiła np. do prof. Wojciecha Maksymowicza, który w Olsztynie otwiera specjalistyczną klinikę dla dorosłych. Dzięki wsparciu fundacji Ewy Błaszczyk wszczepił już 15 pacjentom stymulatory mózgu. Mariusz czeka w kolejce na badania. – 24 listopada, po 9 miesiącach w szpitalu, zabrałam go domu, żeby odżył i pobył z rodziną. W szpitalu, słysząc nasze głosy, płakał. W domu zaczął się uśmiechać, otwiera oczy, porusza brwiami, próbuje ruszać ustami. Wiem, że nas słyszy, ale jeszcze nie ma siły, by do nas wrócić – przekonuje żona. Od 2 stycznia Mariusz jest rehabilitowany w Polskim Centrum Rehabilitacji Funkcjonalnej „Votum” w Krakowie, jednak 4-tygodniowy pobyt kosztuje 20 tys. zł, a miesiąc to tylko maleńki krok na drodze do sukcesu. – Gdyby nie pieniądze, które zebraliśmy we wrześniu podczas koncertu charytatywnego, nie byłoby szans nawet na te 4 tygodnie. Cały czas ludzie dobrej woli pomagają nam też poprzez profil Mariusza na Facebooku („Mariusz Zabagło – szansa na wybudzenie”), a także na: www.zrzutka.pl. Wspierają nas również Fundacja „Kawałek nieba” i Caritas akcją „Wspólnie możemy obudzić Mariusza!” – opowiada Magda, dodając, że dzięki temu mąż ma już materac przeciwodleżynowy i sterowane elektrycznie łóżko. Trzeba jednak kupić specjalistyczny wózek, a później pionizator i inne rzeczy. – Ważne jest też to, żeby mąż nie spędził ani jednego dnia bez dodatkowej rehabilitacji (ale i ona sporo kosztuje), która zapobiegła przykurczom mięśni. Mariusz zawsze miał dobre serce i pomagał innym, jak tylko mógł, także w swojej pracy. Dziś to on potrzebuje pomocy – prosi jego żona, a dwie córki – 12-letnia Natalka i 2-letnia Julka – nieustannie czekają, aż tata się obudzi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama