Nowy numer 39/2020 Archiwum

14 kwietnia - Dzień Osób Bezdomnych

- Nigdy nie wiesz, jakie małe piekło nosi w sobie twój ubogi brat - mówi br. Piotr Kuczaj z krakowskiego Dzieła Pomocy św. Ojca Pio.

Zakonnik podkreśla, że 14 kwietnia, w którym od 1996 roku obchodzony jest Dzień Osób Bezdomnych, to doskonała okazja, by spróbować przełamać stereotypy na temat bezdomności.

Chodzi o przekonanie, że bezdomność to wybór (a przecież każdy chce mieć dom), wszyscy bezdomni to alkoholicy (alkohol może mieć związek z bezdomnością, ale nie musi), bezdomni nie pracują (nieprawda - nawet niektórzy stali mieszkańcy krakowskich placówek mają pracę) i są niewykształceni (tymczasem są wśród nich osoby z średnim, a nawet wyższym wykształceniem).

Pracownicy Dzieła Pomocy św. Ojca Pio o tym, jak krzywdzące są te obiegowe opinie, przekonują się codziennie. Dlatego przypominają, że "każda bezdomność to historia, za którą stoi człowiek". - Udzielając pomocy osobie bezdomnej, pomagamy czyjemuś ojcu, matce, bratu, warto o tym pamiętać - mówi Iwona Surmaj, kierownik działu socjalnego Dzieła.

Krakowska placówka prowadzi obecnie dwa centra kompleksowej pomocy. Działające w nich łaźnia i pralnia to jedyne miejsca w Krakowie, gdzie najubożsi mogą wziąć ciepły prysznic czy wyprać swoje ubrania. Czasem taka wizyta staje się początkiem drogi do zmiany - terapii, znalezienia pracy, wynajęcie pokoju. - W Dziele prowadzimy osoby bez domu metodą "małych kroków". Chodzi o proste rzeczy: gdy ktoś przychodzi do łaźni, proszę, aby od razu zapisał się na kolejną kąpiel i dotrzymał terminu. Mówię, że czekam na niego i będę się cieszył, kiedy go znów zobaczę - mówi br. Piotr

Dzięki takiej metodzie na życiową prostą udało się wyjść między innymi pani Dominice. Miała rodzinę, skończone studia, wysokie stanowiska w pracy. Wszystko runęło, kiedy zostawił ją mąż. Wpadła w depresję, potem w alkoholizm. - Bez nadziei, bez wsparcia najbliższych trafiłam na melinę, gdzie nie było prądu ani normalnej łazienki. I tak przez kilka lat trwałam w letargu - były dni, kiedy tylko piłam i patrzyłam w okno. Marzyłam, by się stamtąd wyrwać, nie miałam jednak pojęcia dokąd pójść, jakie podjąć kroki - opowiada dzisiaj.

W końcu trafiła na terapię odwykową (dopiero druga była skuteczna), do przytuliska, a następnie do Dzieła Pomocy św. Ojca Pio. Tu otrzymała miejsce w pokoju wspieranym. - Pamiętam, jak po pierwszej nocy spędzonej w nowym miejscu do pokoju wpadło słońce. Wstałam, zrobiłam sobie kawę. Zaczęłam szykować się do pracy. Jak normalny człowiek. Z kranu popłynęła ciepła woda. I wtedy poczułam się naprawdę szczęśliwa - opowiada pani Dominika.

Życie pana Stanisława załamało się w 2007 roku, kiedy zmarła jego mama. - Miałem wtedy 47 lat, a matka była mi najbliższą osobą. Mieszkaliśmy razem i to ja się nią opiekowałem. Po jej śmierci, mówiąc wprost, "popłynąłem". Przez alkohol straciłem pracę, wkrótce potem dostałem eksmisję. Wylądowałem na ulicy - wspomina.

Znalazł schronienie w noclegowni, ale i tam sięgał po alkohol. Kiedy został przyłapany, dostał dwumiesięczny zakaz pobytu. To był czas świąt. - Wtedy coś we mnie drgnęło. Pomyślałem: "nie może być tak, że ja święta spędzam na ulicy". Zacząłem powoli się podnosić. Rok temu trafiłem do Dzieła - opowiada pan Stanisław.

Teraz od roku nie pije, uczestniczy w zajęciach Centrum Integracji Społecznej. - Dziś jestem zatrudniony jako pracownik gospodarczy, a "po robocie" wracam do prowadzonego przez Dzieło mieszkania chronionego. Dawni znajomi nie dowierzają w moją przemianę, a ja patrzę w przód, bo przecież, jak wyszło jedno, to następne też się kiedyś uda - mówi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama