Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Kapłan z otwartymi oczami

Zmarłego 18 lat temu w opinii świętości zakonnika już za życia zasypywano prośbami o modlitwę. Wierni zwracają się do niego o wstawiennictwo u Boga także teraz. Przez ponad 6 lat badano opinie o świętości o. Rudolfa Warzechy, karmelity bosego z Wadowic. Obecnie rozpatrzą je w Rzymie.

Ojciec Rudolf urodził się 14 listopada 1919 r. w Bachowicach koło Zatora. Do zakonu wstąpił w 1935 r., a w 1944 r. w klasztorze w Czernej przyjął święcenia kapłańskie. Przez wiele lat swojej posługi w Czernej, Krakowie i Wadowicach wychował duchowo wielu młodych karmelitów oraz z wielkim oddaniem prowadził apostolstwo chorych. Miał swój udział w modlitewnych prośbach do o. Rafała Kalinowskiego, których owocem było cudowne uzdrowienie chorego chłopca. Ojca Rudolfa, który zmarł 27 lutego 1999 r. w wadowickim klasztorze karmelitów Na Górce, dobrze znał i cenił Ojciec Święty Jan Paweł II. Gdy był jeszcze wikarym w krakowskim kościele św. Floriana, zaprosił o. Rudolfa na rekolekcje dla chorych. Łączył go z nim m.in. szczególny sentyment do szkaplerza karmelitańskiego. – Uczył nie tyle słowem, co przykładem własnego życia. Nazywano go „kapłanem z otwartymi oczami”, bo chociaż zwykle miał je spuszczone, nigdy nie przeoczył człowieka w potrzebie – twierdzi o. Szczepan Praśkiewicz OCD, karmelita bosy z Wadowic, wychowanek sługi Bożego i postulator w jego procesie beatyfikacyjnym, który na szczeblu diecezjalnym rozpoczął się w Krakowie w styczniu 2011 r. i zakończył 11 czerwca br. w Wadowicach.

W klasztorze karmelitów pozostały po nim rozmaite pamiątki, eksponowane częściowo w minimuzeum urządzonym w kaplicy karmelitańskiego sanktuarium św. Józefa. Pozostała jednak również pamięć o tym, co czynił dobrego. Podobnie jak za życia proszono go często o modlitwę, tak i po śmierci wiele osób przychodzi na jego wadowicki grób, prosząc o wsparcie duchowe. Pamiętają go również w rodzinnych Bachowicach i Spytkowicach, gdzie został ochrzczony. „Poznałam go w 1981 r. w szpitalu, który znajdował się niedaleko klasztoru. Byłam ujęta jego łatwością nawiązywania kontaktów z dziećmi. Skutecznie pocieszał zarówno maluchy, jak i ich matki. Prowadził do kaplicy na dającą ulgę modlitwę. Bardzo mnie dowartościowywał – jako lekarkę, jak i matkę czwórki dzieci. Dbał o mój rozwój duchowy” – wspominała wadowicka lekarka Władysława Misiarz.

Od kilku lat wraz ze Stanisławą Warzechą, bratanicą zakonnika, która jako kilkuletnia dziewczynka była świadkiem jego prymicji, kieruje Stowarzyszeniem Przyjaciół o. Rudolfa Warzechy. Członkowie stowarzyszenia starają się przybliżać postać swojego patrona innym ludziom: gromadzą dokumenty, świadectwa, listy, fotografie związane z o. Rudolfem, organizują spotkania modlitewne w rocznicę urodzin, święceń kapłańskich i śmierci karmelity. Ojca Rudolfa wspomina w modlitwie 35-letni wadowiczanin Aleksander Roman. W styczniu 1989 r., gdy miał 7 lat, został potrącony na ulicy przez samochód. Był nieprzytomny przez kilka dni, a lekarze – ze względu na złamanie podstawy czaszki, krwiaki i inne poważne uszkodzenia głowy – nie dawali mu szans na przeżycie. Jego mama Iwona poprosiła o. Rudolfa o modlitwę w intencji uzdrowienia syna. Zakonnik wybrał pośrednictwo o. Rafała Kalinowskiego. Przez 9 dni modlił się w celi, gdzie niegdyś mieszkał ten święty, w intencji uzdrowienia chłopca. Po modlitwach o. Rudolfa i rodziny oraz po dotknięciu relikwiami o. Rafała Olek odzyskał przytomność i rychło zaczął zdrowieć. Lekarze byli zdumieni tym przypadkiem. Jego dokładne zbadanie pozwoliło uznać wydarzenie za cud uzdrowienia, który posłużył do ukończenia procesu kanonizacyjnego o. Rafała Kalinowskiego. Współbracia zakonni nie mieli wątpliwości, że o. Warzecha miał również niemały modlitewny udział w uzdrowieniu Olka.

– Nie uciekał przed chorymi, nieszczęśliwymi, konającymi, ale wręcz ich poszukiwał. Odwiedzał ich w domach i w szpitalach. Był zawsze przez nich wyczekiwany – mówi o. Praśkiewicz. – Zajmowanie się procesem ukazywania świętości o. Rudolfa traktuję jako częściową spłatę długu wdzięczności wobec niego. Był moim wychowawcą w nowicjacie w latach 1977 i 1978. Wryły mi się w pamięć dwa porzekadła, które nam często powtarzał: „Salus animarum suprema lex” (Zbawienie dusz jest najwyższym prawem) i „Karmelita bez modlitwy to jak wódz przegranej bitwy”. Sądzę, że o. Rudolf był wodzem wygranej bitwy – dodaje postulator procesu beatyfikacyjnego. Przykład o. Rudolfa zaowocował powołaniami kapłańskimi w najbliższej rodzinie. Jego bratanek ks. Wojciech Warzecha jest proboszczem w Węgrzcach, ks. Mariusz Susek jest dyrektorem Katolickiego Gimnazjum Ruchu Światło–Życie im. ks. Franciszka Blachnickiego w Krakowie, a ks. Sławomir Młodzik duszpasterzuje w diecezji gliwickiej. – Ujmował mnie tym, że więcej słuchał, niż mówił. Swoją pełną pokory postawą kapłańską potrafił pokazać Boga, Jego dobro i miłość. Moj tata wspomina, że gdy w ostatnim dniu życia o. Rudolfa zapraszał go na moje święcenia kapłańskie, ten odpowiedział: „Jeśli nie będę osobiście, to pobłogosławię z nieba”. To błogosławieństwo odczuwam przez cały czas mojej dotychczasowej drogi kapłańskiej – mówi ks. Susek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama