Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Do nieba szczytami Alp

„I umilkł mroźny wiatr nad Alpami. Biały puch przykrył serca trzy. A piękno wasze trwa między wami. Choć smutne są nasze dni” – niesie się śpiew w tatrzański las. Przypomina o Kubie, Ani i drugim Kubie.

Mama – pani Danuta – otwiera pomarańczowe kartonowe pudełko, w którym ma wszystkie pamiątki po Jakubie Marku. Zaglądamy do niego razem: wycinki z gazet, zdjęcia, wydrukowane maile od przyjaciół ze wspomnieniami o Kubie, materiały z przygotowania do wyprawy w Alpy – mapy, lista potrzebnych przedmiotów etc. Wyciągamy płytki z fotografiami i po raz pierwszy oglądamy razem zdjęcia z akcji ratunkowej. Łzy cisną się do oczu. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Michał, Krzysztof, Kuba, Ania i drugi Kuba byli na lodowcu Bionnasey pod Mont Blanc. 10 lat temu na początku lipca rozpoczęli zdobywanie szczytu, pogoda – jak to bywa w górach – pogorszyła się, postanowili więc wrócić. Niestety, zeszła lawina.

Wyruszyli po pomoc

Michał i Krzysztof wyruszyli po pomoc, ale warunki nie były najlepsze. Z najbliższego schroniska, do którego członkowie wyprawy dotarli po kilku godzinach, ratownicy próbowali wyjść na pomoc pozostałym, jednak warunki atmosferyczne to uniemożliwiały. Helikopter startował kilka razy. Temperatura na lodowcu sięgała wtedy 20 stopni poniżej zera, a wiatr wiał z prędkością 100 km/h. Szanse na przeżycie malały z minuty na minutę. I tak Bóg przed członkami wyprawy na Mont Blanc otworzył bramy nieba. „Kubuś, tam w Alpach pokazałeś świadectwo prawdziwej miłości. Dziękuję Ci, że zostałeś z moją Aneczką” – pisze Agnieszka, koleżanka członków wyprawy na Mont Blanc. Chłopcy zostali z Anią, bo po lawinie nie mogła się poruszać, bardzo bolała ją noga. Nie chciała, aby chłopcy ją nieśli. – Miałam ich dwóch, Jakuba i Marka, bo nigdy nie mogłam zapamiętać, które jest imię, a które jest nazwisko. I zawsze widziałam go uśmiechniętego i zadawałam pytanie: „Jak się ma Kuba, jak się ma Marek?” – wspomina swojego studenta dr Ewa Malata z Instytutu Geologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Społeczność uczelni pamięta o swoim zdolnym studencie. Rodzice co roku znajdują bukiet kwiatów na jego nowotarskim grobie, dość charakterystycznym, bo jest weń wbity biały czekan. Były nawet konkurs uczelniany „Góry oczami geologa” i wystawa poświęcona członkom wyprawy na Mont Blanc. Kuba studiował także budownictwo lądowe. O swoim uczniu pamiętają też w nowotarskim Liceum im. Seweryna Goszczyńskiego. Co roku organizowane są memoriały w siatkówce, w której radził sobie doskonale.

Bezimienni święci

– Gdy byliśmy na cmentarzu przy kościółku św. Anny, Mszę św. odprawiał ks. Paweł Kubani, kiedyś wikary w parafii NSPJ. Mówił o bezimiennych świętych. Przytaczał wiele przykładów. Nagle zaczął opowiadać historię Kuby. To było niesamowite. Potem podszedł do nas i razem modliliśmy się na grobie syna i dziękowaliśmy z mężem za jego piękne życie, choć tak krótkie – wspomina pani Danuta. Kuba należał do Ruchu Światło–Życie w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa, był ministrantem, a potem lektorem. Krzyż animatorski odbierał z rąk kard. Franciszka Macharskiego w Kalwarii Zebrzydowskiej. Wspólnie z kolegami ubrali na uroczystość stroje góralskie. Kard. Franciszek pamiętał dobrze Kubę, po jego śmierci zadzwonił z kondolencjami do rodziców. Młodym spod Mont Blanc poświęcona jest tablica pamiątkowa na symbolicznym cmentarzu ludzi gór przy sanktuarium na Wiktorówkach w Tatrach. To tam w lipcu przychodzą zawsze rodzice, przyjaciele, znajomi Kuby Marka. Po Mszy św. w tatrzański las roznosi się niezwykła pieśń, ułożona na cześć górskich wędrowców. „Kubusiu z Nowego Targu! I Ty, Anulo z Będzina. I Ty, Kubusiu ze Stronia, szczytami Alp idziecie do nieba” – brzmi jej początek. „I umilkł mroźny wiatr nad Alpami. Biały puch przykrył serca trzy. A piękno wasze trwa między wami. Choć smutne są nasze dni” – słychać kolejne fragmenty, które ściskają serca pielgrzymów w tatrzańskim sanktuarium. Powoli zamykamy pudełko z pamiątkami po Kubie, który miał wszystko dokładnie zaplanowane. Jeszcze lista potrzebnych rzeczy na wyprawę. Czytamy o trzech parach specjalnych skarpet i dopisek Kuby: „jedna na sobie”. Śmiejemy się. Taki właśnie był Kuba, uśmiech nie znikał z jego twarzy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama