Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Pamiętam te chwile z detalami

– To była najważniejsza oaza w moim życiu – mówi o rekolekcjach w Krzeszowie w 1979 roku arcybiskup nominat.

Patrząc na czarno-białe zdjęcie z II stopnia Oazy Nowego Życia, biskup Grzegorz Ryś wylicza kolejnych uczestników, którzy później zostali kapłanami. – A to jest najważniejszy ksiądz – mówi, wskazując postać nieżyjącego już ks. Janusza Nanowskiego, moderatora. Bp Ryś mówił o nim także, kiedy w sali Okna Papieskiego dziękował swoim współpracownikom z krakowskiej kurii. – On pierwszy powiedział, że będę księdzem. Z tym, że nie powiedział tego mnie – wspominał ze wzruszeniem nowy metropolita łódzki.

W 1979 roku przyszły biskup przeżywał II stopień oazy po raz pierwszy. Potem, jak wspomina, wracał na te rekolekcje już jako animator i ksiądz. – Tak mnie ten drugi stopień zauroczył. On jest streszczeniem kerygmatu – dziś bym tak powiedział, wtedy nawet nie używałem takich słów – mówi arcybiskup nominat. – To są piękne rekolekcje – podkreśla, przypominając, że motywami przewodnimi tego etapu formacji oazowej są Pascha (odczytywana w perspektywie Nowego Testamentu i zmartwychwstania) oraz liturgia. Tu znów wraca wspomnienie o ks. Nanowskim. – Miałem notatki ze szkoły liturgii, którą on prowadził na tych rekolekcjach. Muszę powiedzieć, że niewiele więcej się potem dowiedziałem w seminarium, gdy chodzi o rozumienie liturgii – przyznaje abp Ryś.

Rekolekcje w Krzeszowie zapamiętał także przez – jak sam mówi – intensywność i spontaniczność modlitwy, która łączyła oazową wspólnotę. Opowiada m.in. o tym, jak po powrocie z górskiej wycieczki poszli się krótko pomodlić. – Modlitwa, która tam wtedy wybuchła, trwała dobrze ponad godzinę. Nikt nie chciał wychodzić – opowiada. – Następnego dnia, a może dwa dni później, mieliśmy kolejną wycieczkę, i to „stanową” – dziewczyny poszły z siostrami, a my z ks. Januszem. Przegonił nas wtedy ostro. Byli sami chłopcy, to można było poszaleć, a on przecież chodził po górach wyśmienicie. Wróciliśmy późno po wyczerpującej trasie, a gdy weszliśmy do kościoła, było kolejne półtorej godziny – opowiada. Później dowiedział się od ks. Nanowskiego, że gdy uczestnicy wyjechali, moderator i animatorzy poszli się pomodlić pod grotę Matki Bożej (widoczna na zdjęciu wyżej). – Wszyscy się popłakali. To było tak mocne doświadczenie wiary – opowiada nowy biskup łódzki. – To jest prawie 40 lat, a ja te momenty pamiętam z detalami – podkreśla.

Nie chodzi tylko o doświadczenia duchowe. – Oaza była pewnym wydarzeniem całościowym – mówi biskup. Wspomina „pogodne wieczory”, na których młodzi uczyli się kulturalnej, bezalkoholowej zabawy i radości, oraz wieczory poważne, w czasie których mówiono m.in. o patriotyzmie. – Bardzo ważne są też relacje. 15 dni to jest dużo czasu, wystarczająco nawet, żeby się zakochać – uśmiecha się bp Ryś. Przypomina wyjścia w góry, mecz oaza kontra miejscowi, kuligi, narty (w czasie zimowych rekolekcji), a nawet wzniecony przez oazowiczów pożar. – Po kuligu koledzy powywieszali przemoczone koszule na piecu kaflowym, a jeden z nas wyjął wkładki z butów i położył na wkładzie elektrycznym do pieca. Gdzieś tak o 2.00 w nocy te wkładki się zapaliły, a od nich zajęły się te wszystkie koszule. Wietrzyliśmy ten osmolony pokój do rana – wspomina biskup.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama