GN 28/2018 Archiwum

Miasto potrzebuje tego miejsca

– O ile psychiatria i sam szpital zmieniły się ogromnie, o tyle w społeczeństwie pozostały pewien dystans i tendencja do odrzucenia człowieka, który chorował psychicznie – mówi Krystyna Rożnowska, autorka książki o szpitalu psychiatrycznym w Kobierzynie. W roku 2017 placówka świętowała 100 lat istnienia.

Powstający na początku XX w. Zakład dla Nerwowo i Umysłowo Chorych w Kobierzynie pod Krakowem miał być nowoczesny, funkcjonalny i piękny. Wybudowany został jako samowystarczalne miasto-ogród. W ogromnym parku, na obszarze 52 ha, wybudowano szpital składający się z 15 oddziałów oraz z ponad 40 budynków administracyjnych, gospodarczych, mieszkalnych. Placówka posiadała m.in. własne gospodarstwo rolne, piekarnię, pralnię, elektrociepłownię, warsztaty techniczne i warsztaty terapii zajęciowej, a także budynek teatralny, boisko, kaplicę i cmentarz. Plan budowy uchwalił w 1907 roku galicyjski Sejm Krajowy. Kompleks oddano do użytku 10 lat później. Przez okrągły wiek zmieniło się wiele, począwszy od tego, że szpital nie znajduje się już „pod Krakowem”, ale jest częścią miasta, które od tamtej pory znacznie się rozrosło. Jak podkreśla Maciej Bóbr, rzecznik Szpitala Specjalistycznego im. dr. Józefa Babińskiego w Krakowie, jubileusz miał być okazją do przełamania negatywnych stereotypów, które wciąż ciążą na placówce. W ramach obchodów 100-lecia odbywały się konferencje naukowe, spacery z przewodnikiem po obiektach szpitala, a także m.in. meeting lekkoatletyczny osób dotkniętych zaburzeniami psychicznymi, Festiwal Sztuki Bezpretensjonalnej „Sami z Siebie” czy spotkanie psychiatrów zrzeszonych w Polsko-Niemieckim Towarzystwie Zdrowia Psychicznego.

To była wioska obłąkanych

W 100-lecie szpitala ukazała się też wydana przez WAM książka „Można oszaleć. Osobliwy świat szpitala psychiatrycznego”. Autorka – krakowska dziennikarka K. Rożnowska – wspomina, że jej przygoda ze szpitalem im. dr. Józefa Babińskiego zaczęła się jeszcze w latach 80., kiedy jako reporterka „Gazety Krakowskiej” szukała tam tematów mających być odskocznią od polityki. – Pojechałam do Kobierzyna (tak się wtedy mówiło o tym szpitalu), żeby nie zwariować – żartuje dzisiaj. – Chciałam poznać to tajemnicze miejsce, o którym ludzie mówili z lękiem, dowiedzieć się, jak tam naprawdę jest. Przyznaje, że choć oprócz studiów historycznych miała za sobą dwuletnią szkołę pielęgniarską, doświadczenie kontaktu z pacjentami było dla niej trudne. – Warunki były tam wtedy straszne. Uważam, że żaden uczciwy człowiek po zobaczeniu tego, co tam się działo, nie powinien spokojnie spać w nocy – opowiada. Jak mówi, zobaczyła wtedy, że koło Krakowa istnieje, jak napisał przed II wojną światową dziennikarz „Ilustrowanego Kuriera Codziennego”, „wioska obłąkanych” – skupisko biednych, nie tylko chorych psychicznie, ale też uzależnionych, bezdomnych, nieradzących sobie w życiu ludzi. – Zostali tam zamknięci, niektórzy na wiele lat, a liczni do śmierci, w zniszczonych i przepełnionych budynkach. Przebywało wówczas w tym szpitalu ponad 2 tys. pacjentów (dziś miejsc jest ok. 800). W jednej sali było zgromadzonych nawet po kilkudziesięciu chorych. Wielu spało na siennikach, które na dzień odstawiali pod ściany. Ponieważ brakowało miejsca, niektórzy jedli, siedząc na podłodze. Trafiłam wtedy do pomieszczenia, w którym przebywało od rana do nocy ok. 30–40 osób. One przez lata nie wychodziły na zewnątrz, nawet do parku okalającego budynki szpitala – opowiada K. Rożnowska. – Nie było tam co prawda głodu, bo szpital miał własną piekarnię, masarnię, gospodarstwo, ale warunki pobytu pacjentów – tłok, ich ubrania, wyposażenie sal – były upokarzające, odbierały im ludzką godność – dodaje. Autorka książki przyznaje, że wtedy w szpitalu jako reporter miała właściwie nieograniczone pole działania. – Na każdy oddział można było się wkręcić, posiedzieć, pogadać z chorymi – wspomina. – Okazało się, że jest tam wielu ciekawych ludzi, także osób wykształconych, artystów. Ich przeszłość i wewnętrzny świat mnie intrygowały, poruszały, czasem nawet zachwycały – mówi.

Życie kwitnie

Teraz Szpital im. Babińskiego jest zupełnie inny. Od 2012 roku dyrektorem jest Stanisław Kracik, wcześniej burmistrz Niepołomic, poseł na Sejm i wojewoda małopolski. To właśnie w podkrakowskiej gminie nabrał doświadczenia w rewitalizacji zabytków i przywracania funkcjonalności starym obiektom. „Skupiam się na inwestycjach i remontach, bo na tym się znam, od leczenia jest moja zastępczyni. Mnie natomiast uskrzydla przywracanie tym secesyjnym willom uroku i elegancji. To znamienne, że już przed wiekiem opracowano tak piękne projekty architektoniczne z myślą o chorych psychicznie i zrealizowano je mimo ówczesnej biedy, mimo zaborów” – mówił o swojej pracy w rozmowie z K. Rożnowską. Sama autorka przyznaje, że kiedy 3 lata temu ponownie pojechała do szpitala im. Babińskiego, odkryła, że zmieniło się w nim właściwie wszystko – organizacja i metody leczenia, warunki pobytu chorych, bo kolejne obiekty zostały wyremontowane, inny jest też personel, zmienił się stosunek do pacjentów. Szpital nie jest już tak przepełniony, m.in. dzięki rozwinięciu leczenia środowiskowego w miejscu zamieszkania chorych oraz lepszym rezultatom terapii. Leczeniu farmakologicznemu towarzyszą psychoterapia, muzykoterapia, chorzy piszą wiersze i rozprawiają o poezji, malują, wykonują przedmioty artystyczne i codziennego użytku, trenują sporty, czytają (szpital ma własną bibliotekę), oglądają filmy i dyskutują o nich.

– W tym szpitalu kwitnie życie, w miejscowym teatrze odbywają się różne imprezy i spotkania, pacjenci spędzają dużo czasu w Centrum Terapii Zajęciowej – opowiada K. Rożnowska. – Odbywają się też ciekawe wydarzenia artystyczne i sportowe, na które zostają zaproszone osoby z zewnątrz. Bo rzecz w tym, by nie izolować chorych od świata poza tym krótkim okresem, gdy są w ostrej psychozie. Oni przecież leczą się z nadzieją, że wrócą do nas, do normalnego życia – podkreśla. Jak mówi, zmiana myślenia o pacjentach szpitala psychiatrycznego jest tym ważniejsza, że choroba psychiczna w dzisiejszych czasach może dotknąć każdego. Nie ma jednak złudzeń, że wszystko jest już dobrze. – O ile psychiatria i sam szpital zmieniły się ogromnie, o tyle w społeczeństwie pozostały pewien dystans i tendencja do odrzucenia człowieka, który chorował psychicznie – przyznaje reporterka.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma