GN 28/2018 Archiwum

Bóg daje różne dary

– Święty Józef jest mi bardzo bliski – zapewnia Stanisław Walicki, a jego żona Justyna śmieje się, że rola Maryi nie jest dla niej nowością, bo „etatową” Matką Bożą była od zawsze i przy różnych okazjach.

Gdy w połowie grudnia dostali propozycję nie do odrzucenia, by 6 stycznia 2018 r. poprowadzić 5. Skawiński Orszak Trzech Króli, byli jednak mocno zaskoczeni. Także dlatego, że nigdy wcześniej, z różnych powodów, w orszaku nie uczestniczyli. Dla organizatorów nie miało to znaczenia – ważniejsze było to, że Justyna i Staszek spełniają warunki stawiane orszakowej Świętej Rodzinie, a więc starają się żyć w bliskiej przyjaźni z Bogiem i mają małego synka, za którego nieustannie Mu dziękują.

Sielanka i krzyż

– Pomyśleliśmy więc, że to wyjątkowa i niepowtarzalna okazja do dania świadectwa wiary, a potem przyszła też refleksja, że jesteśmy to winni św. Józefowi i Maryi, którzy mają nas w swojej opiece – przekonują. – Potwierdzamy, że św. Józef działa szybko i skutecznie. Gdy szukaliśmy mieszkania, długo nic nie pojawiało się na horyzoncie. W końcu ktoś podpowiedział, żebym zaczął odmawiać Litanię do św. Józefa. Sprawy nabrały tempa, mieszkanie się znalazło – opowiada Staszek.

Na przygotowanie się do roli nie mieli zbyt wiele czasu, ale i to problemem nie było. Młode małżeństwo (z 2,5-letnim stażem) duchowo formuje się w Domowym Kościele, więc lektura Pisma Świętego i modlitwa to dla nich chleb powszedni. Poza tym o świętość trzeba walczyć każdego dnia, a nie tylko od „wielkiego dzwonu”.

– Ona polega na podążaniu za Bogiem, życiu w Jego obecności, odkrywaniu Jego prowadzenia w zwykłej prozie codzienności – mówi Staszek, a Justyna żartuje, że świętość to dla nich nawet nie cel, ale „skutek uboczny” życia na serio z Panem Bogiem. – Osiągnąć można ją poprzez wierność wybranej drodze, każdego dnia – zarówno modląc się, jak i robiąc mężowi śniadanie do pracy, gotując obiad dla rodziny, a nawet przewijając dziecko. Przecież to wszystko robiła też Matka Boża – tłumaczy.

Tak jasne poglądy na sprawy wiary mieli prawie zawsze – tylko przez moment otarli się o młodzieńczy bunt, a będąc na studiach, oboje trafili do Ziemi Boga – wspólnoty prowadzonej przez salezjanów, która daje solidny kręgosłup moralny. Tam się poznali, choć mijali się przez 6 lat, by w końcu odkryć, że są sobie pisani. Z kolei po ślubie szybko zrozumieli, że życie w przyjaźni z Bogiem nie zawsze oznacza sielankę, ale czasem także krzyż i cierpienie.

Nie musimy się bać

– Dwa lata temu, w Boże Narodzenie, ogłosiliśmy całej rodzinie radosną nowinę, że spodziewamy się dziecka. Niestety, po świętach okazało się, że jego serce nie bije już od dwóch tygodni – wspominają. – Bez wiary w Boga sami pewnie byśmy tego nie ogarnęli – przyznaje Justyna. Na szczęście mieli obok siebie mądrego kapłana, który podpowiedział, że Bóg daje nam różne dary – niektóre na dłużej, inne na krócej, a zadaniem dla każdego człowieka jest to, by czasem umieć Mu je szybko oddać. – To było uzdrawiające, choć trudne, gdy żegnając nasze maleńkie dziecko, oddawaliśmy je Bogu. Wierzymy jednak, że ono jest już u Niego i że kiedyś się spotkamy – mówią małżonkowie.

Niedługo później pojawił się Szymon. Ciąża od początku była trudna, a ostatnie trzy miesiące Justyna musiała już tylko leżeć. I znów z pomocą przyszły modlitwa, trudne rozmowy z Bogiem i przeżywanie Adwentu 2016 r. razem z Maryją. Tak bardzo na serio (choć udział w Roratach był wykluczony) i aż do bólu. A że Justyna przed laty wiele razy grała Jej postać – czy to w jasełkach, czy podczas skawińskiej Drogi Krzyżowej – to przyjaźń z Matką Bożą jeszcze bardziej się zacieśniła.

Z pomocą przyszła jeszcze jedna święta. – Należę do Stowarzyszenia Przyjaciół św. Joanny Beretty-Molli. Dla mnie to taka święta z sąsiedztwa, która nie spędziła życia, leżąc tylko krzyżem, ale czerpała z tego życia pełnymi garściami. W ten sposób naprawdę da się dojść do nieba – przekonuje Justyna i przytula 10-miesięcznego syna.

Razem z mężem zapewnia również, że gdy wiara jest na pierwszym miejscu, wszystko inne automatycznie ustawia się we właściwym porządku. – To, co mamy, zawdzięczamy Bogu, który – przychodząc do nas w sakramencie małżeństwa – obiecał, że zawsze przy nas będzie. Wierzymy więc, że jest, rządzi i pomaga – także wtedy, gdy po ludzku patrząc, nie wszystko układa się tak, jak byśmy chcieli. Ale nie musimy się bać ani liczyć tylko na siebie, bo wiele spraw nie od nas zależy – tłumaczą.


Obszerne relacje z orszaków, które 6 stycznia przemaszerują przez różne zakątki naszej diecezji, będziemy zamieszczać na bieżąco na krakow.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma