Nowy numer 25/2018 Archiwum

Spłacam swój dług

Siedem lat temu pan Jerzy Kozek poważnie zachorował. Zdrowie odzyskał pół roku później, w niezwykłych okolicznościach. – Stał się cud – mówi jego żona Regina.

Zaczęło się niewinnie – wiosną 2011 r. tryskający do tej pory energią pan Jerzy nagle zaczął źle się czuć i tracić siły. Gdy wkrótce nie mógł już poruszać rękami, a problemem stało się utrzymanie głowy w pionie, sprawa stała się bardzo poważna. Trafił do szpitala, ale lekarze tylko bezradnie rozłożyli ręce i nie potrafili powiedzieć, co się dzieje. W końcu córka, widząc, że ojciec nie jest w stanie nawet się ogolić, zdecydowała, że zawiezie go na zabiegi rehabilitacyjne, by ktoś wymyślił, jak mu pomóc. Dobrze zrobiła, bo to właśnie tam padło podejrzenie, że być może jest to miastenia – autoimmunologiczna choroba atakująca i niszcząca mięśnie. Objawy się zgadzały: panu Jerzemu powieki same opadały, poruszanie stało się prawdziwym wyzwaniem, a głowę trzeba było podtrzymywać, żeby mógł jeść.

Prosiłem o pomoc

– Wylądowałem u neurologa, który natychmiast skierował mnie do Szpitala Uniwersyteckiego. Diagnoza została potwierdzona – wspomina.

Przepisane leki nieco poprawiły sytuację, ale dobrze nie było i w pewnym momencie znów znalazł się w szpitalu, bo nie mógł już swobodnie oddychać. – Zawsze byłem głęboko wierzący, więc w chorobie zacząłem się modlić jeszcze więcej, prosząc Boga o pomoc – opowiada, a pani Regina dodaje, że choć mąż wyzdrowiał, to modlitewnych nawyków nie zmienił. Każdego dnia wciąż odmawia cały Różaniec – każdą dziesiątkę w innej intencji. Wspólnie z żoną codziennie odmawia też Koronkę do Miłosierdzia Bożego, bo chorując zawierzył się w opiekę Jezusowi Miłosiernemu.

– Wszystko to działo się na przełomie kwietnia i maja, czyli w czasie beatyfikacji Jana Pawła II. Do „Gościa Niedzielnego” była wtedy dołączona litania do nowego błogosławionego, więc zacząłem ją odmawiać, prosząc Apostoła Bożego Miłosierdzia o wstawiennictwo – mówi pan Jerzy.

Przez kilka miesięcy nic się jednak nie zmieniało. Przełom nastąpił w listopadzie, gdy w Krzywaczce, gdzie mieszka, trwała peregrynacja obrazu „Jezu, ufam Tobie” oraz relikwii św. s. Faustyny i bł. Jana Pawła II. – Nasz proboszcz ks. Zbigniew Drobny poprosił, żebym na tę uroczystą Mszę św. przygotował modlitwę wiernych, a tuż przed Eucharystią zaproponował, żeby odczytała ją moja żona, a mnie przydzielił jedną z lekcji. Zgodziłem się, choć nie miałem siły – opowiada J. Kozek.

Zdenerwowany usiadł w bocznej ławce, na wprost obrazu Jana Pawła II. – Głowa mi opadała, więc prosiłem go o pomoc – mówi pan Jerzy. – I wtedy stał się cud – dodaje, ocierając łzy, pani Regina. Jej mąż podszedł do ambonki i mocnym głosem odczytał lekcję, a w sercu poczuł głęboki spokój. Objawy choroby już nie wróciły, za to on wrócił do pracy i dawnej aktywności. Leków już nie bierze. Szybko też poczuł pragnienie, by w konkretny sposób odpowiedzieć na Boże miłosierdzie, którego doświadczył, a najlepszym na to sposobem było dawać miłosierdzie potrzebującym go ludziom.

Polakom z Donbasu

Okazja nadarzyła się w 2014 r., gdy w Donbasie wybuchła wojna, a pan Jerzy zobaczył w telewizji apel o pomoc dla uciekających stamtąd ludzi. – Pomyślałem, że przecież w Krzywaczce stoi i niszczeje nieużywany od trzech lat budynek powstały pod nowe przedszkole. W nim mogłyby zamieszkać rodziny z Ukrainy! – opowiada.

Pomysłem podzielił się z proboszczem, a ten poszedł skonsultować go z sołtysem i burmistrzem. W efekcie w lutym 2015 r. odbyło się pierwsze wiejskie zebranie, podczas którego 70 osób zagłosowało za oddaniem budynku na rzecz Fundacji „Pomoc Polakom z Donbasu”. Pan Jerzy mocno zaangażował się w sprawę, jednak – ze względów formalnych – akt notarialny został podpisany dopiero w styczniu 2017 r. Budynek został wtedy przekazany za symboliczną kwotę nieco ponad 3 tys. zł i można było rozpocząć upragniony remont, by za jakiś czas mogły się do niego wprowadzić rodziny mające polskie korzenie (i przyznane już polskie obywatelstwo). Problem w tym, że choć sprawa jest ważna, nie zyskała wsparcia instytucji, które zostały zaproszone do współpracy. Żeby więc wykonać wszystkie niezbędne prace, potrzeba jeszcze prawie 280 tys. zł (szczegóły można znaleźć na www.polacydonbasu.org.pl).

– Robimy, co tylko się da, wie- rząc, że jeśli ta idea jest Boża, pieniądze się znajdą. Bóg kiedyś już nam pobłogosławił i okazał miłosierdzie, bo 25 lat temu zakładaliśmy hurtownię artykułów religijnych „Źródło”, nie mając wiele. Działa do dziś, bo Jemu ją oddaliśmy na chwałę – zapewniają Regina i Jerzy, którzy za kilka dni będą obchodzić 48. rocznicę ślubu. To już szósta część cyklu o ludziach, którzy zawierzyli się Bożemu miłosierdziu. Na kolejne historie Czytelników czekamy pod adresem: monika.lacka@gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma