Nowy numer 25/2018 Archiwum

Biskup to nie szeryf

O pierwszym roku posługi jako metropolita krakowski i najważniejszych wydarzeniach 2018 roku mówi abp Marek Jędraszewski.

Miłosz Kluba: Jeszcze przed ingresem Księdza Arcybiskupa do katedry wawelskiej wyliczano różne wyzwania, przed którymi stanie nowy biskup krakowski. Co się sprawdziło?

abp Marek Jędraszewski: Nie do końca śledziłem różne wypowiedzi medialne i próby pisania dla mnie scenariusza określającego to, co powinienem, a czego nie powinienem robić w Krakowie. Za bardzo się tym nie przejmowałem. Uważałem, że najważniejsze jest, żebym, przybywszy na miejsce, sam ocenił sytuację i sam znajdował stosowne rozwiązania.

Pojawiało się oczekiwanie, że Ksiądz Arcybiskup zajmie się m.in. obecnością ks. Kazimierza Sowy w mediach i jego politycznym zaangażowaniem. Ostatecznie sprawa skończyła się bez większego rozgłosu.

Rzeczywiście, niektórzy oczekiwali ode mnie, żebym stał się inkwizytorem czy szeryfem od porządkowania pewnych spraw, żebym pojawiał się – zwłaszcza wobec księży – jako ktoś, kto nie jest dla nich ojcem. Patrzyli na mnie bardziej właśnie w kategorii szeryfa, a nie biskupa, który ma bardzo określone zadania wobec swojego księdza. Zdawałem sobie sprawę i ciągle mam świadomość, tego, że ks. Sowa jest księdzem archidiecezji krakowskiej i że ja, jako biskup, jestem odpowiedzialny także za jego kapłaństwo. Odbyłem z nim wiele rozmów. To było szukanie rozwiązania, które najbardziej będzie służyło temu, żeby on odnalazł siebie jako ksiądz. I żeby nie było to w sytuacji wyraźnego konfliktu, ku radości niektórych mediów. To, o czym pan mówi, wskazuje, że w dużej mierze udało się rozwiązać tę trudną sprawę. Ks. Sowa jest nadal księdzem krakowskim, ma bardzo jasno określony swój status. Natomiast – zgodnie ze swoją prośbą i za zgodą metropolity warszawskiego kard. Kazimierza Nycza – może pracować w Warszawie, ale pod jednym warunkiem – żeby jego działalność w mediach była maksymalnie wyciszona. Zasadniczo to się na razie udaje i oby tak dalej było. Przede wszystkim chodzi bowiem o to, żeby ks. Sowa odnalazł to, do czego został powołany przez Chrystusa, a więc służbę w Kościele i dla Kościoła, i żeby tę służbę wypełniał zgodnie z przyrzeczeniami, które złożył w momencie przyjmowania świeceń.

Więcej kontrowersji wzbudziły za to niedawne wypowiedzi bp. Tadeusza Pieronka. Ten temat pojawił się m.in. podczas Dialogów u św. Anny. Widać zainteresowanie diecezjan.

Życie diecezji to nie tylko medialne scenariusze, zwłaszcza pisane przez kogoś z zewnątrz. To także wrażliwość ludzi, która dochodzi do głosu m.in. podczas Dialogów. Okazuje się, że stały się one wspaniałą okazją do rozmowy na różne tematy, które nie tylko ludzi interesują, ale niekiedy również bolą. Czasem pojawiały się pytania, które w jakiejś mierze stawiały mnie pod ścianą i na które musiałem odpowiedzieć. Nie wolno mi przecież udawać, że pewnych problemów po prostu nie ma. Z drugiej strony zdawałem sobie sprawę, że jestem odpowiedzialny za jedność Kościoła. Pojawiała się na Dialogach kwestia ks. Sowy, były pytania o sprawę bp. Pieronka. W tym drugim przypadku jest to dla mnie o tyle trudne, że bp Pieronek podlega Stolicy Apostolskiej, ja nie mam nad nim jurysdykcji. Mogę tylko wyrażać pewien ból, że on zachowuje się, jakby nie chciał zrozumieć wrażliwości nie tylko zdecydowanej większości księży, ale także ludzi świeckich, którym zależy, żeby to, co się mówi o Kościele i o tych, którzy są odpowiedzialni za jego życie, o episkopacie, było nacechowane wielkim szacunkiem i taktem.

Wracając do spotkań w kolegiacie św. Anny – jaką rolę te comiesięczne rozmowy odgrywają w życiu diecezji?

Na Dialogi przychodzą osoby z różnych środowisk i należące do różnych generacji. To nie jest spotkanie tylko ze studentami, chociaż odbywa się w kolegiacie akademickiej. Teraz, podczas opłatków, które mam z różnymi grupami – czy to zawodowymi, czy duszpasterskimi – wiele osób mówi, że przychodzą na Dialogi do kościoła św. Anny lub śledzą relacje z nich w internecie. Jest to dla nich bardzo ważne. Dialogi stają się dla nich okazją, aby pogłębić swoją wiedzę na temat doktryny Kościoła i – co jest nawet ważniejsze – aby pogłębić swoją identyfikację z Kościołem, swoją miłość do niego. Ponadto liczby uczestników Dialogów nie można ograniczyć tylko do osób, które fizycznie znajdują się w kolegiacie św. Anny. Dzięki mediom informacje o nich rozchodzą się bardzo daleko. Dostałem ostatnio wiadomość, że nawet w Stanach Zjednoczonych są osoby, które śledzą te spotkania. Fakt ten wskazuje na zasięg szczególnej katechizacji, jaką są Dialogi.

Teraz będą się one odbywały także w innych kościołach.

To była sugestia m.in. młodych ludzi. A to dlatego, że spotkania u św. Anny odbywają się późnym wieczorem, a dla osób mieszkających w dalszych dzielnicach miasta przyjazd do kolegiaty – zwłaszcza jesienią czy w zimie – jest dużym problemem. Wyjście poza centrum, m.in. do Nowej Huty, będzie, jak sądzę, bardzo ważnym doświadczeniem Kościoła. Nie tylko dla mnie jako biskupa, który spotyka się z wiernymi, ale także dla tych, którzy będą mieli szansę – być może po raz pierwszy – postawienia biskupowi ważnego dla siebie pytania i usłyszenia na nie odpowiedzi.

Jakie jeszcze plany – może marzenia – ma Ksiądz Arcybiskup na najbliższe miesiące? Które z wydarzeń czekających nas w 2018 roku są dla Księdza Arcybiskupa najważniejsze?

Są dwie rzeczy, na które kładę nacisk i które powinny być właściwie przeżyte. Najpierw to, co będzie się składało na obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Trzeba przypominać, jak Kościół przysłużył się Polsce poprzez swoich wybitnych synów i córki – czy to w czasach zaborów, czy też po 1918 roku. To jeden nurt. Drugi to obchody 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża. Nie chciałbym, żeby ta druga rocznica została niejako przyćmiona przez pierwszą. Przeciwnie – chodzi o to, żeby pokazać rolę kard. Wojtyły jako kolejny etap wielkiej, bardzo znaczącej obecności Kościoła w życiu narodu, tym razem na tym etapie jego dziejów, kiedy po zakończeniu II wojny światowej znalazł się on pod rządami komunistów sterowanych z Moskwy. Przypominanie 40. rocznicy wyboru Jana Pa- wła II Wielkiego powinno stać się ważnym elementem formacji ludzi, zwłaszcza młodych. Jej obchody nie mogą być sprowadzone do jednego tylko wydarzenia związanego z datą 16 października 1978 roku. Mówię o tym dość często, zwłaszcza podczas spotkań z duszpasterzami młodzieży licealnej i akademickiej.

Ważną datą będzie też 28 kwietnia, kiedy odbędzie się beatyfikacja Hanny Chrzanowskiej.

To wydarzenie także musi odbić się dużym echem w pracy duszpasterskiej archidiecezji krakowskiej. Po pierwsze dlatego, że chodzi o postać bardzo mocno związaną z kard. Wojtyłą, inspirującą go w sprawach służby zdrowia. Po wtóre – jest to postać, której wymowa jest ważna zwłaszcza teraz, kiedy toczy się wielka batalia o życie człowieka – zwłaszcza nienarodzonego, chorego czy też znajdującego się w stanie terminalnym. Hanna Chrzanowska całym swoim życiem pokazywała, jak przy człowieku, którego życie jest zagrożone, trzeba wiernie, wręcz heroicznie trwać. Jej postawa była – i jest – wspaniałą odpowiedzią na to, co św. Jan Paweł II nie bez powodu często nazywał cywilizacją śmierci.

To plany. A marzenia?

Osobiście nie jestem człowiekiem wielkich marzeń. Dla mnie kojarzą się one z czymś, co ze swej definicji jest mało realne. Wolę stawiać sobie konkretne zadania, na które trzeba szukać adekwatnej odpowiedzi w dłuższej lub krótszej perspektywie. Po roku pracy pasterskiej w archidiecezji krakowskiej takie zadania niewątpliwie się krystalizują. Jednym z najważniejszych jest problem młodzieży, zwłaszcza katechizowanej. Dzieci niemal w 100 proc. uczestniczą w zajęciach z religii. Jednak już w wyższych klasach licealnych, głównie w samym Krakowie, rodzi się sytuacja bardzo niepokojąca, ponieważ niemała liczba młodych rezygnuje z katechezy. Dla wielu, którzy otrzymują sakrament bierzmowania, problemem staje się później rzecz tak podstawowa, jak uczestnictwo w niedzielnej Mszy św. To się przekłada na duszpasterstwa akademickie, które stają się mniej lub bardziej elitarne. Z drugiej strony pojawiają się też znaki nadziei. Zostałem niedawno poproszony o wywiad dla rozgłośni radiowej działającej w miasteczku studenckim AGH. Uderzyła mnie postawa młodych ludzi, którzy obsługują działające tam radio studenckie. Czuło się, że są to „nasi”, że oni się wcale nie chowają ze swoją wiarą, z poczuciem tego, kim są. Co więcej, próbują dać wyraz swoim przekonaniom chociażby przez prowadzenie tego radia, przez to, że mnie do siebie zaprosili, że mogłem z nimi dość długo rozmawiać na antenie.

Trochę zmieniając temat – po przeprowadzce do Krakowa ma Ksiądz Arcybiskup dużo bliżej w Tatry niż z Poznania czy Łodzi. Udało się z tego skorzystać?

Prawdę powiedziawszy, raz udało mi się – poza wakacjami – „uciec” do Zakopanego. Było to dosłownie w pierwszych dniach po ingresie. Potem nastał już prawdziwy szlaban. Na krótki spacer udało mi się wyjść w czerwcu ub. roku między zakończeniem posiedzenia Konferencji Episkopatu Polski w Zakopanem a poświęceniem kościoła w Nowym Targu. Zupełnie prywatnie poszedłem wtedy w góry, przez Kalatówki na Halę Kondratową. Tam sobie usiadłem na ławeczce przy schronisku, a jakieś panie pytają: „Czy ksiądz jest stąd?”. Odpowiedziałem, że owszem, jestem stąd, ale do niedawna byłem gdzie indziej. „W Łodzi?”. „Tak”. „No, to dobrze nam się wydawało, że to ksiądz arcybiskup. Bo my też z Łodzi”. Nie mogły uwierzyć, że mogę być w górach sam, w stroju turystycznym, siedzieć z nimi na ławeczce i zwyczajnie rozmawiać. Okazuje się więc, że z Łodzi – a jeszcze bardziej z Poznania – łatwiej było przyjechać w góry. Wtedy też mało kto rozpoznawał mnie na szlaku. Teraz to się już skończyło.


milosz.kluba@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma