Nowy numer 33/2018 Archiwum

Ona mnie zafascynowała

– Nie chciałyśmy, aby naszym patronem był jakiś odległy w czasie bohater albo ktoś bardzo znany – z rzeczywistości czy książek. Chciałyśmy natomiast, by był to ktoś bliski i realny, żyjący niedawno, w naszych czasach – mówi Magdalena Idkowiak o Helenie Kmieć.

We wrześniu ubie- głego roku w Trze- bini działalność rozpoczęła powołana przez salwatorianów Fundacja im. Heleny Kmieć, która chce nie tylko zbierać zdjęcia czy świadectwa jej dotyczące, ale przede wszystkim wspierać placówki misyjne opiekujące się dziećmi i młodzieżą.

Historia Heleny – choć tragiczna – nie odstrasza także potencjalnych wolontariuszy Wolontariatu Misyjnego „Salvator”, do którego należała. Wręcz przeciwnie.

Żywy pomnik zamordowanej 24 stycznia 2017 r. w boliwijskiej Cochabambie misjonarce chce też zbudować 1 Głogowska Drużyna Harcerek „Agat”.

Kwiatek dla Helenki

– Na razie dopiero się rozkręcamy, ale jedno jest pewne: chcemy być przedłużeniem rąk Helen (tak ją nazywaliśmy), by nieść ludziom Boga, miłość i dobro tak, jak to ona robiła – zapewnia Marta Trawińska, odpowiedzialna za działalność fundacji.

Helenę poznała wiosną 2012 r., podczas spotkania Wolontariatu Misyjnego „Salvator”, przygotowującego do wyjazdu na misje. Potem razem pojechały do Galgahévíz na Węgrzech, gdzie prowadziły ponad dwutygodniową półkolonię dla dzieci przy salwatoriańskiej parafii. Helena szybko dała się poznać jako osoba niezwykle towarzyska, żyjąca dla innych ludzi i bardzo skromna. – Stała się dla nas wskazówką, co to znaczy być świętym – bliskim, a nie odległym i niedostępnym – uważa jej koleżanka.

Rok temu śmierć Heleny postawiła wolontariat przed bardzo trudnym pytaniem: „Dlaczego tak musiało się stać?”. Po ludzku patrząc, nie dało się na nie odpowiedzieć, dlatego trzeba było oddać to Bogu. – Dużo się modliliśmy, dzieliliśmy świadectwami i zaczęły pojawiać się pierwsze iskierki dobra. W końcu stwierdziłam, że jestem winna Helence kontynuację dzieła, które rozpoczęła, żeby ona wciąż żyła w sercach i pamięci ludzi – mówi Marta Trawińska.

Wiele osób, gdy usłyszało o dramatycznych wydarzeniach w Boliwii, postanowiło wynieść z tej tragedii jakieś dobro. W efekcie na konto wolontariatu, ku zaskoczeniu salwatorianów, zaczęły wpływać datki – małe i duże, od znanych i zupełnie obcych ludzi. Łączyło je hasło: „Kwiatek dla Helenki”. Wszystkie wpłaty zostały przekazane siostrom w Boliwii, gdzie Helenka miała pracować. Dla prowincjała salwatorianów i jego współbraci była to inspiracja do tego, by iść dalej, nie zatrzymując się na śmierci, ale pokazując życie Helen, aby ono inspirowało innych do działania.

Na krańce świata

Wkrótce zaczęły się przygotowania do założenia Fundacji im. Heleny Kmieć (www.helenakmiec.pl). Instytucja uzyskała akceptację rodziców Helenki i wciąż stawia pierwsze kroki. Na początek szuka ludzi, którzy zechcą podzielić się wspomnieniem o wolontariuszce, jak również fotografiami i filmami, na których można ją zobaczyć.

Ciekawą inicjatywą jest też próba stworzenia interaktywnej mapy modlitwy, na której zaznaczane będą miejsca, gdzie odbywają się Msze św., czuwania czy inne inicjatywy w intencji śp. Heleny Kmieć (można je zgłaszać pod adresem: fundacja@helenakmiec.pl). – Chcemy, by każdy mógł poczuć się częścią fundacji i aby ona rozrastała się na całą Polskę i świat – podkreśla Marta Trawińska.

Najważniejsza jest jednak działalność misyjna organizacji, bo – jak przypominają jej członkowie – Helena chciała nieść Ewangelię na krańce świata i być tam, gdzie są bieda, bezdomność, choroby, utrudniony dostęp do edukacji. 24 stycznia, w pierwszą rocznicę jej śmierci, podczas modlitewnego czuwania w Warszawie zainaugurowany został specjalny program stypendialny, który opieką chce objąć (na razie) dzieci z Boliwii, Zambii i Filipin.

– W Manili na Filipinach chcemy pomóc dzieciom ze slumsów. Marzymy też, by w Zambii, na wyspie, gdzie pracuje obecnie kapłan, który przyjmował Helenę do wolontariatu, powstała szkoła. Na razie dzieci nie potrafią tam czytać ani pisać. Z kolei w Boliwii pierwszą naszą stypendystkę wytypowały siostry służebniczki dębickie, u których miała pracować Helenka – opowiada M. Trawińska.

Możemy się od niej uczyć

Piękne życie Heleny stało się również inspiracją dla 1 Głogowskiej Drużyny Harcerek „Agat”, które z okazji swojego 20-lecia wybrały ją za patronkę i ją chcą naśladować. – O Helence usłyszałam rok temu. Jej piękne życie i tragiczna śmierć zrobiły na mnie duże wrażenie. Ta dziewczyna po prostu mnie zafascynowała i bardzo chciałam, żeby to właśnie ona została naszą patronką. Może uczyć nas, a zwłaszcza najmłodsze harcerki, dobroci i służby Bogu oraz drugiemu człowiekowi – wyjaśnia Magdalena Idkowiak, drużynowa-wędrowniczka.

Po wielu rozmowach odbytych w drużynie i z przełożonymi kandydatura Heleny Kmieć została przegłosowana. – Nie chciałyśmy, aby naszym patronem był jakiś odległy w czasie bohater albo ktoś bardzo znany, z rzeczywistości czy książek. Chciałyśmy natomiast, by był to ktoś bliski i realny, żyjący niedawno, w naszych czasach. Helenka spełniała to kryterium, a – co ważne – w Libiążu są jej bliscy i przyjaciele, którzy mogą o niej opowiadać – zaznacza M. Idkowiak.

Niedawno, podczas zimowiska spędzanego w Krakowie, harcerki odwiedziły Libiąż, gdzie m.in. spotkały się z ks. Pawłem Królem, który znał Helenę. Dziewczęta modliły się przy jej grobie oraz w parafialnym kościele św. Barbary.

Przygoda i spełnienie marzeń

Niedługo po śmierci Heleny Kmieć w lutym 2017 r. w Krakowie odbyło się ogólnopolskie spotkanie Wolontariatu Misyjnego „Salvator”. To w ramach tej organizacji Helena Kmieć wyjechała do Boliwii, by w Cochabambie pomagać w pracy z dziećmi. Jak wspomina ks. Mirosław Stanek, salwatorianin, dyrektor WMS, wśród wolontariuszy czuć było atmosferę żalu, ale połączonego z silną motywacją do działania. – Czuliśmy ból, ale to nie była rozpacz – mówi ks. Mirosław. – To było nasze największe spotkanie w historii. Przyjechało ok. 130 osób.

Jak opowiada ks. Stanek, w pierwszych godzinach po usłyszeniu wiadomości o zamordowaniu wolontariuszki ogarnęła go myśl – także przełożonych zgromadzenia – by na jakiś czas zawiesić działanie wolontariatu. – Zaraz jednak pojawiła się reakcja wolontariuszy, którzy mówili, że nie wolno nam czegoś takiego zrobić. Wręcz przeciwnie – trzeba to dzieło kontynuować i rozwijać, bo tego chciałaby Helena – mówi kapłan.

Co sprawiło, że postać Heleny stała się tak inspirująca? – Ona była osobą bardzo skromną, nie narzucała się swoją osobowością, a z drugiej strony w jakiś sposób zawsze była w centrum. Jest na pewno wzorem takiej pracy, która może nie jest widoczna na co dzień, ale jest bardzo ważna dla wolontariatu – wspomina ks. M. Stanek.

Poznać i lepiej służyć

Być może dlatego historia Heleny Kmieć działa jak świadectwo, że warto się zaangażować i wyjechać na misje. – Przychodziło i przychodzi wiele nowych osób, a część tych, którzy kiedyś zrezygnowali, wraca – mówi ks. Mirosław Stanek.

Salwatoriański wolontariat umożliwia podróże zarówno do krajów europejskich (i to zwykle od nich zaczynają swoją przygodę wolontariusze), jak i do Afryki czy Azji. Wyjazdy mają też różną długość – od dwutygodniowych, aż po pobyty półroczne czy roczne.

Jak mówi ks. Stanek, to propozycja przede wszystkim dla tych, którzy chcą zrobić coś dobrego, podzielić się swoją wiarą, a są wytrwali. – To jest także przygoda. Pomagając, można dotknąć kultury innych krajów, rzeczywistości, której nie da się doświadczyć, wyjeżdżając z biurem podróży i śpiąc w hotelu. To trudne, ale warto w ten sposób poznawać świat – podkreśla prezes WMS.

Helena Kmieć do Wolontariatu Misyjnego Salvator w Trzebini dołączyła w 2012 roku. Zanim 8 stycznia 2017 roku wyjechała do Cochabamby, posługiwała na placówkach w Rumunii, na Węgrzech i w Zambii. To miał być jej najdłuższy pobyt na misjach.

W wywiadzie, którego udzieliła we wrześniu 2016 r. do okolicznościowego wydawnictwa z okazji 25-lecia Szkoły Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców w Libiążu (była jej absolwentką), mówiła: „Marzył mi się dłuższy wyjazd, w czasie którego mogłabym głębiej wejść w rzeczywistość, w której się znajdę, nawiązać bliższe relacje z ludźmi, poznać ich potrzeby i dzięki temu móc lepiej im służyć”. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma