Nowy numer 33/2018 Archiwum

Jezus przyszedł taki mały

Na ścianie pracowni Pauliny Krajewskiej wisi kilkanaście obrazów. Są nieduże, a przedstawione na nich sceny to czasem miniatury. Nie ma też złotego tła. I nic na nich nie jest przypadkowe.

Mieszkanie na jednym z krakowskich osiedli. Niedaleko od centrum miasta. Okna wychodzą na spokojną i cichą przestrzeń między blokami, wypełnioną uliczkami, chodnikami i drzewami. Paulina Krajewska co kilka chwil wstaje, przechodzi do pracowni w drugim pokoju, opowiada... – Czasami ten sam temat, ta sama scena, na różnych ikonach wyglądają zupełnie inaczej – mówi. Pokazuje dwie, przedstawiające ewangeliczną burzę na jeziorze. Obrazy mają niewielki format, a główna scena jest wręcz miniaturowa. Na pierwszej obok śpiącego w łodzi Jezusa widać apostołów. – Sama przechodziłam wtedy przez życiową burzę – wspomina moment powstania ikony. – Najważniejszy jest śpiący Jezus. Patrząc na niego, można zrozumieć, że nawet w czasie sztormu nie można panikować, tylko należy uspokoić się, zawierzyć mu, nawet przespać tę burzę... – tłumaczy. Na drugiej ikonie apostołów nie ma. Jest za to światło, przebijające spomiędzy chmur. – Kiedyś w czasie deszczu zobaczyłam coś takiego i zrozumiałam, że właśnie tego brakuje tej ikonie. Światła z góry – wyjaśnia Paulina Krajewska. Bo praca nad ikoną trwa do samego końca. Wszystko może się zmienić. Można coś domalować, można też wymazać. – Czasem szoruję po niej aż do skutku. O, ta miała mieć zupełnie inne tło – mówi artystka, wskazując na kolejną z wiszących w jej pracowni ikon.

Ewangelia z dnia

Paulina Krajewska przyznaje, że wschodnie ikony fascynowały ją już, kiedy była nastolatką. Malowała kopie znanych dzieł. Zanim jednak do nich wróciła, już odnajdując własny styl, wychodząc poza tradycyjny kanon, minęły lata. Po liceum plastycznym były studia na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, a po nich praca w agencji reklamowej. – To był przede wszystkim sposób na utrzymanie się, ale nie tylko. Byłam zmęczona edukacją artystyczną. Malowanie, coś, co powinno być radością, stało się w ciągu tych lat przedmiotem na zaliczenie. Nie było w tym radości, świeżości. Reklama ponownie rozbudziła moją wyobraźnię – wspomina. Malowała także pejzaże, zajmowała się grafiką. Za ilustracje do książki „Opowieści Dengbeżów. Baśnie i bajki kurdyjskie” otrzymała wyróżnienie w konkursie „Książka Roku”. Współtworzyła projekty okładek do książek ks. Andrzeja Muszali – „Jak modlił się Jezus”, „Modlitwa w ciszy”. Do ikon wróciła pięć lat temu, ale droga do nich zaczęła się jeszcze kilka lat wcześniej. – Najpierw było nawrócenie, potem ikony – mówi Paulina Krajewska. Nawrócenie zaś przyszło... w trakcie Modlitwy Jezusowej – polegającej na powtarzaniu słów „Panie, Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem”, związanej z wschodnią tradycją chrześcijaństwa. Po długim czasie poszła do spowiedzi. Pokuta – lektura pisma „Miłujcie się”. Tam przeczytała o rekolekcjach ignacjańskich. Zafascynowała ją medytacja, podczas której czyta się fragment Pisma Świętego i przez pół godziny próbuje się wyobrazić sobie przedstawioną scenę, znaleźć się w opisanej sytuacji, być w niej. – Od tej pory codziennie czytam fragment Ewangelii z danego dnia i go w ten sposób rozważam. Po pięciu latach doprowadziło mnie to do pisania ikon – mówi artystka. – Nie wiem, czy zawsze będą się tym zajmować. To nie jest najważniejsze. Ja się tak „uczepiłam” Jezusa – to Jego zasługa – i po prostu nie chciałabym go zgubić.

Nie można przejść obojętnie

Na początku to była odskocznia, odpoczynek, wyciszenie. Dziś Paulina Krajewska swój czas poświęca głównie ikonom. – Czasem ludzie pytają, czemu nie maluję już pejzaży. Świat sam w sobie jest piękny. Zaczęłam łapać się na tym, że nie jestem w stanie przelać zachwytu nim na płótno – mówi. Swoje ikony po raz pierwszy zaprezentowała szerszej publiczności w zeszłym roku. W czerwcu i lipcu można je było oglądać w krakowskim Muzeum Archidiecezjalnym Kardynała Karola Wojtyły. Pod koniec roku trafiły one natomiast na wystawę w znajdującej się tuż obok Rynku Głównego galerii New Era Art. Ekspozycja nosiła tytuł „Światło, w którym tkwi tajemnica”. Ikony Pauliny Krajewskiej cały czas można zobaczyć także w internecie – na jej blogu: milczenie-ikony.blogspot.com. Ksiądz Andrzej Nowobilski, dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego, przy okazji pierwszej z wystaw podkreślał, że nawiązują one nie tylko do wschodnich ikon, ale także do średniowiecznych miniatur. – Fascynacja ikoną w pewnym sensie stała się inspiracją powstania miniaturowych dzieł, ale nie stanowią one kopii starych mistrzów czy też współczesnych artystów, takich jak J. Nowosielski czy T. Stankiewicz – przekonywał ks. Nowobilski. – Paulina Krajewska stworzyła własną formę artystycznego obrazu, który powoduje, że nie można przejść obok nich, nie zatrzymując się choćby na moment. – W ikonach fascynowało mnie to, że artysta jest tylko pośrednikiem. Ważniejszy jest odbiorca. Dla mnie najistotniejsze jest, żeby coś zaistniało między tym, co jest przedstawione, a osobą, która na to patrzy; żeby widz chodził później z tym obrazem, żeby się przybliżał do Boga – wyjaśnia Paulina Krajewska. – Dla mnie to była i jest wielka tajemnica.

Obraz, który ma działać

Ikony krakowskiej artystki faktycznie odbiegają od tych znanych z kościołów. Są, co prawda, zgodnie z tradycją, malowane na deskach, farbami z pigmentu i kurzego jajka. Nie ma w nich jednak (poza nielicznymi wyjątkami) tak charakterystycznego dla ikon złota. – Ono jest piękne, ale mnie wydaje się zimne. W końcu to metal – wyjaśnia Paulina Krajewska. – Poza tym Jezus zszedł na ziemię, a na ziemi tego złota nie ma zbyt wiele. Tajemnica wcielenia to jeden z najważniejszych kluczy do zrozumienia jej twórczości. – Jezus przyszedł taki mały, że zmieściłby się w dłoni – i tylko taki mógł zostać przyjęty przez ludzi, zbliżyć się do nas. Tak bardzo tego chciał, że stał się całkiem bezbronny – opowiada Paulina Krajewska. Ale fascynacja tym, co małe, nie kończy się na uniżeniu Syna Bożego. – Kto jest wierny w małych rzeczach, to i w wielkich; w słabości jest nasza siła; kiedy człowiek jest mały, to Bóg może być wielki – wylicza artystka. Stąd m.in. nieduży format jej ikon i miniaturowość malowanych scen. Czy za każdym z pozoru technicznym detalem kryje się warstwa duchowa? – Nie wiem. Może tylko ja nie potrafię inaczej o tym mówić. Na pewno za każdą z ikon kryje się Pismo Święte – odpowiada. Obrazom towarzyszą biblijne cytaty, a ich autorce – sfatygowany egzemplarz Pisma Świętego, leżący na stole, przy którym pracuje. Okno pracowni wychodzi na głośniejszą stronę Krakowa, widać jedną z najbardziej ruchliwych ulic miasta, słychać tramwaje. Obok, na ścianie pracowni, w dwóch rzędach wiszą gotowe ikony. Sceny staro- i nowotestamentowe, wizerunki Maryi, Jezusa. Teraz „na warsztacie” jest Abraham i moment, w którym usłyszał on zapowiedź licznego potomstwa. – Dopiero zaczynam go malować, choć noszę w sobie tę scenę od jakichś trzech miesięcy – mówi Paulina Krajewska. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma