Nowy numer 37/2018 Archiwum

Żył wśród świętych

4 lutego w Krakowie, w 98. roku życia, zmarł najstarszy polski dominikanin. Nie tylko sam był postacią nietuzinkową, ale też miał szczęście do spotkań z ludźmi niezwykłymi.

Ojciec Reginald (Stanisław) Wiśniowski urodził się 12 listopada 1920 r. w Czortkowie. Był chyba ostatnim z żyjących do niedawna, którzy poznali bliżej m.in. o. Michała Czartoryskiego, ogłoszonego później błogosławionym wśród 108 męczenników II wojny światowej. To właśnie o. Michał przyjmował młodego Stanisława do nowicjatu zakonnego. Było to 29 lipca 1939 r. w Krakowie. „Kiedy przekroczyli furtę nowicjacką, oznajmił mu, że od tej chwili nie ma już pana Wiśniowskiego, jest brat Reginald. Wspólnie uklękli przed obrazem Matki Bożej Różańcowej i odmówili »Pod Twoją obronę« oraz »Zdrowaś Mario«. Magister pouczył, że tak należy postępować zawsze, ilekroć wychodzi się lub powraca do klasztoru. Zaprowadził go do wyznaczonej mu celi, a następnie pokazał mu nowicjacką kaplicę. »Tu jest Najświętszy Sakrament – powiedział. – On stanowi centrum naszego życia«” – wspominał o. Maurycy L. Niedziela OP, autor biografii o. Czartoryskiego.

Zamiast Chin – Ukraina

Ojciec Reginald w Krakowie poznał także innego wybitnego polskiego dominikanina – o. Jacka Woronieckiego (1878–1949), autora m.in. „Katolickiej etyki wychowawczej”. „Zetknąłem się w swoim życiu z trzema osobami, które trafiły lub trafią na ołtarze. Pierwszą był mój magister nowicjatu bł. o. Michał Czartoryski, drugą kierownik studiów o. Jacek Woroniecki, dziś kandydat na ołtarze. Trzecią – św. Ojciec Pio, z którym spotkałem się w San Giovanni Rotondo w latach 60. Gdy po Mszy św. zaprowadzono nas do zakrystii, ktoś wskazał na mnie i powiedział: padre polacco. Wtedy o. Pio położył mi rękę na głowie i pobłogosławił. Szybko powstała legenda, że chciałem się u niego wyspowiadać, a o. Pio miał spojrzeć na mnie i odpowiedzieć: »On przecież nie ma żadnych grzechów«. Ale to nieprawda” – wspominał w 2007 r. w rozmowie z Pawłem Stachnikiem z „Dziennika Polskiego”. W rzeczywistości o. Pio tymi słowami zwrócił się do o. Dolindo Ruotolo i było to kilka lat wcześniej. Ojciec Reginald na kapłana został wyświęcony 17 czerwca 1945 r. w Krakowie (wraz z Albertem Krąpcem, późniejszym filozofem i rektorem KUL) przez kolejnego niezwykłego człowieka – bp. Michała Godlewskiego (1872–1956), wybitnego historyka Kościoła, wykładowcę Akademii Duchownej w Petersburgu, a potem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Co ciekawe, o. Wiśniowski czuł w sercu powołanie misyjne – chciał jechać do Chin. Nie udało mu się to jednak ani w młodości, ani pod koniec lat 80. XX w. – W rezultacie pojechał w swoje rodzinne strony, należące obecnie do państwa ukraińskiego. Opowiadał mi o swojej pracy w Czortkowie, gdzie pracował od sierpnia 1989 do 1996 r. Jako proboszcz parafii św. Stanisława doprowadził m.in. w 1991 r. do ponownego pogrzebu „męczenników czortkowskich” – 8 dominikanów zamordowanych przez Sowietów w lipcu 1941 r. Był duszpasterzem z krwi i kości. Czortkowscy Polacy katolicy mają mu duszpastersko wiele do zawdzięczenia – mówi Maciej Wojciechowski, krakowski reżyser filmów dokumentalnych o Kresach Wschodnich.

Łóżko biorę po tobie

Dla wielu osób o. Reginald był przewodnikiem duchowym. – Tak było na przykład z moją mamą Łucją Mazurkiewicz- -Herzową. Przyjeżdżała do Krakowa, by wraz z gronem swoich znajomych spotykać się z nim na rekolekcjach i spotkaniach duchowych. Jedno z takich spotkań odbyło się niezapomnianego 16 października 1978 r. Studiowałam wówczas romanistykę w Krakowie. Mama zabrała mnie na to spotkanie. Wraz z o. Reginaldem dziękowaliśmy wówczas modlitewnie za wybór Karola Wojtyły na papieża – wspomina Dobromiła Salik z Katowic, redaktor GN. Jak dodaje, swoje wskazówki o. Reginald przekazywał jej mamie również w listach, a gdy ta zmarła w 1980 r., o. Reginald „przejął” duchowo Dobromiłę, a z czasem także jej rodzinę. Nie sposób też nie wspomnieć, że o. Wiśniowski był szczególnym propagatorem Krucjaty Różańca Rodzinnego, zainicjowanej na początku II wojny światowej przez o. Patryka Peytona. W ramach tej krucjaty poszczególne rodziny zobowiązywały się odmawiać codziennie przynajmniej jedną dziesiątkę Różańca. Ojciec Wiśniowski w krakowskim klasztorze dominikanów przy ul. Stolarskiej mieszkał najdłużej – wpierw do 1950 r., a potem od 1996 r. do śmierci. Współbracia często podkreślali jego poczucie humoru, przytaczając m.in. anegdoty o wizycie przy łożu umierającego w klasztorze brata Piotra. „– Wygodne łóżko? – pytał go o. Reginald. – Wygodne – dyszy współbrat. – A nie uwiera w plecy? – Nie, nie uwiera, dziękuję. – A materac nie za twardy? – Nie, wszystko jest w porządku. – To dobrze, bo biorę po tobie!” – tak zapisali ów dialog Krzysztof Pałys OP i Szymon Popławski OP w książce „Zapach pomarańczy”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma