Nowy numer 39/2020 Archiwum

Spalał się, budując

Dla nich 1 kwietnia jest symboliczny. 90 lat temu, po latach formacji, studiów i pracy za granicą, przybył na stałe do kraju, osiadając w Krakowie, pierwszy w zgromadzeniu kapłan Polak.

Rodzinnymi stronami ks. Kazimierza Wiechecia (1896–1950), ojca sercańskiej rodziny w Polsce, były podkrakowskie Pychowice, a parafią – kościół św. Józefa w Podgórzu. Był czwartym z sześciorga dzieci zwykłej rodziny zajmującej się głównie pracą na roli.

– Gdy miał zaledwie 5 lat, zmarł jego ojciec, dlatego chrzestny z żoną wzięli go do Krakowa i tutaj zaczął edukację. W gimnazjum poszczęściło mu się, bo spotkał wybitnego krakowskiego katechetę, ks. Mateusza Jeża, który miał nosa w rozeznawaniu powołania u młodych ludzi – mówi ks. Andrzej Sawulski SCJ. Żywo interesował się on też kultem Serca Jezusowego i poznał już pierwszych holenderskich sercanów, których założyciel, ks. Jan Dehon, wysłał do Krakowa na naukę języka (w związku z fundacją fińską), a także po to, by szukali kandydatów do zgromadzenia. To właśnie ks. Jeż udzielił im gościny, a swoich gimnazjalistów zachęcał do wstąpienia w szeregi sercanów. W efekcie 14-letni Kazio pojechał w 1910 r. do Belgii i związał się z sercanami. – Prawdopodobnie to właśnie tam doszło do spotkania Kazimierza Wiechecia z założycielem sercanów, który coraz częściej w tym okresie patrzył w stronę Polski, widząc tutaj możliwość rozwoju zgromadzenia – opowiada ks. Sawulski. Wkrótce po otrzymaniu święceń (25 lipca 1920 r. w Bolonii) ks. Wiecheć w sierpniu przyjechał do Krakowa, by szukać nowych powołań, ale też miejsca, gdzie mógłby powstać pierwszy dom sercanów. Powrócił tu jednak dopiero 1 kwietnia 1928 roku. Osiadł początkowo wraz z napływającymi stopniowo konfratrami przy ul. św. Marka, a potem przy ul. Koszykarskiej. Jednocześnie w 1929 r. załatwiał w urzędach pozwolenie na budowę oraz plany domu i kościoła przy ul. Saskiej na terenie Płaszowa. Po pokonaniu wielu trudności zaczął gromadzić materiał. Piasek i żwir wożono furmankami znad Wisły, a kamienie z Podgórza. Cegłę, dla zmniejszenia wydatków, wypalano i suszono we własnym zakresie. W nocy przed złodziejami wszystkiego pilnował br. Paschalis. Pomagali płaszowiacy, murarze z Jadownik, ks. Mateusz Jeż i znana krakowska kwiaciarka Rozalia Warzechowa, podpisująca weksle ks. Wiecheciowi, który dwoił się i troił, by na czas zdobyć pieniądze. 30 kwietnia 1931 r. we wznoszonym domu przy ul. Saskiej pojawili się pierwsi mieszkańcy. – Nie mieli jeszcze wygód, jedynie cztery otynkowane pokoje, do których wchodzili oknem przez rusztowania. Nie mieli ogrzewania ani porządnych mebli – wspomina ks. Sawulski. W całej archidiecezji krakowskiej pracuje obecnie kilkudziesięciu sercanów, w tym jedenastu w Krakowie. – Nasz sercański konfrater śp. kard. Stanisław Nagy powiedział kiedyś o ks. Wiecheciu, że „był człowiekiem, który spalał się przy budowie płaszowskiego domu i tworzenia zrębów prowincji. Pozostanie na zawsze w pamięci jako pierwszy fundator, pełen bohaterstwa i oddania sprawie zgromadzenia” – zaznacza ks. Stanisław Mieszczak SCJ, wybitny liturgista, przełożony domu sercanów w Krakowie. – Dzieło duchowe, które zbudował, nie tylko trwa, ale rozwija się w archidiecezji – zarówno jeżeli chodzi o szerzenie kultu Serca Pana Jezusa, jak i rozmaite przejawy duszpasterstwa oraz formowanie nowych sercanów w seminarium w Stadnikach. Nasz kościół w krakowskim Płaszowie jest także ośrodkiem coraz żywszego kultu Matki Bożej Płaszowskiej, jak zwiemy znajdujący się tam obraz – dodaje ks. Mieszczak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama