Nowy numer 39/2020 Archiwum

Katedra mieszczańska

Nikt przed Leszkiem Mazanem nie przedstawił historii i teraźniejszości kościoła Mariackiego w taki sposób.

Ksiądz dr Dariusz Raś, proboszcz bazyliki, napisał we wstępie: „Autor nie ucieka się do pogłębionej analizy historycznej źródeł czy trendów artystycznych, lecz – zaglądając do zakamarków historii krakowskiej Notre Dame – odnajduje mało znane fakty, legendy, ciekawostki, opowiastki, podania, bajki i cytaty dotyczące naszego kościoła i pisze o nich, używając własnej, niepowtarzalnej wykładni”. Leszek Mazan, wytrawny dziennikarz z kilkudziesięcioletnim stażem, autor kilkudziesięciu książek, w tym wielu na temat Krakowa, stworzył interesującą opowieść o świątyni, której bramę „przez setki lat przekraczali możni tego świata – cesarze, królowie, prezydenci, hetmani, bohaterowie narodowi – i setki zwykłych ludzi, szukających nadziei, niosących przed ołtarze prośby, obietnice i podziękowania”.

Zaczął, oczywiście, od XIII-wiecznego początku, gdy powstał pierwszy kościół, nieprzypominający tego, który możemy oglądać teraz. „Któregoś wczesnego wiosennego poranka A.D. 1221 (niektórzy uczeni mężowie twierdzą, że nawet trzy lata wcześniej) na lekkim wzniesieniu krakowskiej, podmiejskiej bagnistej łąki kilku mężczyzn wbiło w ziemię drewniany słup, a potem uważnie śledziło kierunek wskazany przez jego cień. Kościół, który mieli wybudować, miał stanąć precyzyjnie na tak zwanej Świętej linii Wschód–Zachód: jego prezbiterium i ołtarz główny miały zostać skierowane dokładnie na wschód, w stronę Jerozolimy” – rozpoczyna L. Mazan opowieść o „katedrze mieszczańskiej”, jak nazywano niegdyś główny kościół Krakowa, świątynię pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Autor książki tytuł zaczerpnął z poematu Wincentego Pola „Wit Stwosz”: „Jest tam w Krakowie kościół Maryi Panny /Największy pono w Rzeczypospolitej /Gwiazdy obsiadły kościelne błękity /A z wieży hejnał o zorzy porannej /Niesie tę wielką chwałę Matki Boskiej /Na góry, lasy, na pola i wioski”. Autor opisuje nie tylko XIV-wieczny korpus kościoła z dwiema wieżami nierównej wysokości czy XV-wieczny ołtarz główny dłuta Wita Stwosza, ową „Biblię z lipowego drzewa”, jak go określił w swoim poemacie K.I. Gałczyński. Zwraca także uwagę na polichromię Jana Matejki z końca XIX wieku.

Przypomina także, że kościół Mariacki posiada, co rzadkie, „dwa stanowiska bojowe” kaznodziejstwa, czyli ambony. Starsza z nich, wykonana w stylu barokowym, pochodzi z II połowy XVII wieku, drugą zaś wykonał w 1899 roku po mistrzowsku w stylu neogotyckim rzeźbiarz i snycerz z Radziszowa Wit Wisz. Leszek Mazan przypomniał również, że zmierzający do kościoła przez plac Mariacki stąpają po dawnym cmentarzu, który do końca XVIII wieku okalał świątynię. Zwrócił także uwagę na... dźwięki. Nie tylko świeckiego hejnału, odgrywanego co godzinę z wieży Hejnalicy, lecz przede wszystkim organów (w kościele Mariackim są aż trzy takie instrumenty) oraz niezwykłej „orkiestry maryjnej” w postaci dzwonów umieszczonych na niższej wieży kościoła. Dzwonią tam ulane ze spiżu: „Mieszczański”, „Mały”, „Tenebrat” i „Półzygmunt”. „Wszystkie cztery dzwony tworzą największy w Europie, unikalny średniowieczny zbiór dzwonów, uważany za najznakomitszy zespół tego typu, przewyższający nawet analogiczny na praskich Hradczanach” – napisał autor opowieści o krakowskiej farze.


Leszek Mazan, „Jest tam w Krakowie kościół Maryi Panny... Opowieść”, Kraków 2017, Anabasis, ss. 328.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama