Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Siostra naszego Boga

Od 28 kwietnia Hanna Chrzanowska nie będzie już nazywana czcigodną służebnicą Bożą, ale błogosławioną Kościoła katolickiego.

To właśnie na ten dzień zaplanowano uroczystą beatyfikację krakowskiej pielęgniarki w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Opinia o jej świętości jest jednak starsza o co najmniej 45 lat. „Byłem na pogrzebie Hanny Chrzanowskiej i do dziś pamiętam: zgromadziły się tłumy i śpiewaliśmy nie »Wieczne odpoczywanie«, ale »Magnificat«. Już wtedy była atmosfera, że odchodzi do Ojca osoba nie tylko zasłużona, ale święta” – wspominał podczas jednej z homilii kard. Stanisław Dziwisz. Podobnie pogrzeb pielęgniarki zapamiętał ks. prof. Łukasz Kamykowski, dziś wykładowca Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. – Staliśmy na niewielkim trawniku przed kościołem – wspomina. Tłum czekał już na przybycie kard. Karola Wojtyły, który miał poprowadzić uroczystości pogrzebowe. – Pogoda była paskudna, ale nagle zaczęło się trochę przejaśniać, pojawiło się słońce – opowiada kapłan. Przyszła mu do głowy refleksja, że to Bóg potwierdza świętość H. Chrzanowskiej. – „Bo jak ona nie jest święta, to ja zupełnie nie rozumiem, co to znaczy być świętym” – już wtedy tak myślałem – mówi.

Dziękuje ci Kościół krakowski

Hanna Chrzanowska, urodzona w 1902 r. w rodzinie późniejszego profesora polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego Ignacego Chrzanowskiego i Marii ze Szlenkierów, od dzieciństwa chciała być pielęgniarką. Imponowała jej ciotka Zofia Szlenkierówna, która ufundowała w Warszawie szpital i poświęciła się pielęgniarstwu. W jej ślady poszła Hanna. Po ukończeniu szkoły pielęgniarskiej była w Krakowie m.in. instruktorką pielęgniarek i redaktorem „Pielęgniarki Polskiej”. W czasie wojny działała aktywnie w Polskim Komitecie Opiekuńczym. Po wojnie znów oddała się pielęgniarstwu, kładąc nacisk na tworzenie od podstaw pielęgniarstwa domowego i parafialnego. Wraz ze swoimi uczennicami chodziła do chorych, odnajdywanych nie tylko w mieszkaniach, lecz także na poddaszach, w piwnicach. „Z jednakową troską pochylała się nad analfabetką syfilityczką i arystokratką, z którą mogła prowadzić rozmowę w obcym języku” – przywołuje wypowiedź Heleny Matogi, krakowskiej pielęgniarki, uczennicy H. Chrzanowskiej i wicepostulatorki jej procesu beatyfikacyjnego, Paweł Zuchniewicz, autor książki „Siostra naszego Boga. Niezwykła historia Hanny Chrzanowskiej”. Hanna Chrzanowska zmarła w 1973 roku. „Dziękujemy ci, pani Hanno, że byłaś wśród nas, że byłaś taka, jaka byłaś. Dziękują ci za to opiekunki chorych, siostry zakonne, pielęgniarki, młodzież akademicka – cały Kościół krakowski. Dziękuję ci za to jako biskup Kościoła krakowskiego. Byłaś dla mnie ogromną pomocą i oparciem” – mówił nad jej trumną kard. Wojtyła.

W drodze na ołtarze

Proces beatyfikacyjny Hanny Chrzanowskiej rozpoczął się w roku 1998. 1 października 2015 r. Stolica Apostolska ogłosiła dekret o heroiczności jej cnót. Po zbadaniu okoliczności cudu za jej wstawiennictwem papież Franciszek 7 lipca 2017 r. zatwierdził dekret beatyfikacyjny. – Cud uzdrowienia za przyczyną H. Chrzanowskiej miał miejsce w 2001 r. w Krakowie. Ciężko zapadła na zdrowiu ponad 60-letnia Zofia Szlendak-Cholewińska, niegdysiejsza współpracownica H. Chrzanowskiej, która utraciła wiarę. Pękł jej tzw. naczyniak, do tego wystąpił wylew krwi do mózgu. Skutkiem był duży niedowład kończyn górnych i dolnych. A na dodatek w trakcie wylewu chora doznała zawału serca. Stan był bardzo ciężki. Diagnoza nie rokowała nadziei przeżycia – opowiada ks. dr Andrzej Scąber, referent ds. kanonizacyjnych archidiecezji krakowskiej. Ponieważ nie wchodziła już w grę operacja, pacjentkę wypisano z oddziału neurochirurgii i przeniesiono na oddział zachowawczy. Wiadomość o jej chorobie dotarła do osób modlących się co miesiąc w krakowskim kościele św. Mikołaja w intencji beatyfikacji H. Chrzanowskiej oraz w intencjach osób, które zawierzają jej swoje troski. Jedna z członkiń Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych zainicjowała nowennę w intencji chorej przez wstawiennictwo służebnicy Bożej. – Pewnej nocy pacjentce przyśniła się H. Chrzanowska i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Rano chora wstała, zaczęły jej wracać funkcje ruchowe. Przyszła do zdrowia. Zmarła 10 lat później, w wyniku chłoniaka – dodaje ks. Scąber. Cud uzdrowienia był dla Z. Szlendak-Cholewińskiej również początkiem procesu nawrócenia. Inicjatorkami procesu bea- tyfikacyjnego, jak wyjaśnia ks. Scąber, były krakowskie pielęgniarki, które nie wystraszyły się ogromu formalności. „Dla pełności obrazu, gdyby nie inicjatywa tych nieprzygotowanych pod każdym względem pielęgniarek, ich zapał, przekonanie o świętości życia ich nauczycielki, do sprawy by nie doszło. Beatyfikacja to będzie uroczystość pielęgniarek i ich podopiecznych, chorych, którym przez całe życie służyła przyszła błogosławiona” – mówił ks. Scąber podczas jednego ze spotkań poprzedzających uroczystość w Łagiewnikach. Wtedy także przypomniał o roli, jaką odegrał w procesie H. Chrzanowskiej kard. Dziwisz. Nie tylko mianował on w 2006 r. rzymskiego postulatora sprawy (został nim ks. prał. Mieczysław Niepsuj), ale także zapewnił pieniądze na kontynuowanie procesu. „Wspominałem o odpowiedzialności finansowej procesu. Chcę powiedzieć, że ten ciężar przejął na siebie osobiście kard. Dziwisz. Podkreślam słowo »osobiście«” – mówił ks. Scąber.

Ona ci pomoże

O tym, jak żywa jest pamięć o H. Chrzanowskiej, można było się przekonać podczas zorganizowanej 12 kwietnia na UPJPII konferencji „Siostra naszego Boga”. Nie chodzi jednak o zaproszonych prelegentów. Po nich głos zabrały bowiem osoby z publiczności. Krystyna Małyska wspominała czas, w którym opiekowała się swoją mamą po trzech udarach. – Byłam bardzo pogubiona. Musiałam zmierzyć się z tym wszystkim, a problemów było bardzo dużo – mówiła. Na pożegnalnej Mszy św. kard. Dziwisza w Łagiewnikach dostała obrazek H. Chrzanowskiej. – Rozdawały je siostry, pielęgniarki, i tak pięknie się o niej wyrażały: „nasza Hania” – opowiadała. Zwrócenie się do H. Chrzanowskiej doradziła jej też koleżanka, która powiedziała: „To była pielęgniarka, może ona ci pomoże”. – To jest niebywałe, jak ona mi pomogła przetrwać ten okres – opowiadała ze wzruszeniem K. Małyska. – Dwa tygodnie przed śmiercią mamy była Msza św. w jej intencji, o Boże miłosierdzie dla niej. W pierwszy piątek miesiąca świadomie się wyspowiadała, a w niedzielę dwa dni później zmarła. Jestem przekonana, że Hanna pomogła mi w pielęgnacji, w opiece, we wszystkim – zapewniała.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama