Nowy numer 28/2018 Archiwum

Cudów było wiele

Na koncie ma ok. 7 tys. wykonanych operacji, jednak – jak mówi – nie to jest najważniejsze. – Liczy się to, ile wiedzy i umiejętności przekazałem swoim wychowankom – przekonuje prof. dr hab. n. med. Janusz Skalski.

Gdy w 1975 r. rozpoczynał pracę stażysty, nie śniło mu się, że z biegiem lat jego nazwisko będzie znane w Polsce i za granicą, a kolejne sukcesy sprawią, że dla młodych kardiochirurgów nauka zawodu pod okiem „profesora od cudów” (jak nazwały go media) będzie powodem do dumy. – Dziękuję losowi, że dał mi takich współpracowników, na czele z Tomaszem Mroczkiem i Jackiem Kołczem, profesorami UJ, o których wiem, że będą moimi godnymi następcami i przerosną mnie o głowę – mówi prof. Skalski, od 2007 r. kierownik Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu.

Miałem być ortopedą

O tym, że pójdzie na medycynę, wiedział już w szkole podstawowej, gdy podziwiał ojca lekarza, który u pacjentów wypracował sobie zasłużone uznanie. Wyboru kardiochirurgii jako specjalizacji jednak nie planował. – Podobała mi się chirurgia, więc po studiach przyszedłem do prof. Jana Grochowskiego, szefa kliniki chirurgii dziecięcej w Polsko-Amerykańskim Instytucie Pediatrii w Prokocimiu, pytając o pracę na ortopedii, ale wolnych miejsc nie było. Profesor powiedział natomiast, że będzie powstawał oddział kardiochirurgii, więc jeśli chcę, może mnie tam przyjąć. Decyzję podjąłem natychmiast – wspomina profesor. Początki łatwe nie były, bo ta gałąź medycyny w Polsce dopiero raczkowała – na każdym kroku widać było, jak wielka przepaść dzieli nasz kraj od Stanów Zjednoczonych, gdzie maleńkie serca ratowali mistrzowie skalpela, m.in. prof. William Norwood. – Gdy przyjeżdżał do Krakowa, patrzyliśmy na niego jak na geniusza, a ja myślałem, że nigdy nie będę dobry w tym fachu – uśmiecha się prof. Skalski. Lata ciężkiej pracy wielu lekarzy, tworzących od podstaw prokocimski ośrodek, zaczęły w końcu przynosić owoce. W 1990 r. młody dr Skalski postanowił jednak opuścić Kraków i na Śląsku, u prof. Zbigniewa Religi, jeszcze bardziej rozwinąć skrzydła. – To on nauczył mnie samodzielności, której i ja oczekuję od swoich asystentów. Marzę, by jeszcze kilku z nich zdobyło profesurę – mówi. W 2007 r. wrócił pod Wawel, gdzie maleńkim pacjentom oddał się już bez reszty. Prawie na dzień dobry, gdy w wakacje brakowało krwi niezbędnej do operacji, bez wahania oddał własną krew, po czym... przez 6 godzin naprawiał chore serce małego Bartka.

Nowości się nie boję

Później pod opiekę prof. Skalskiego zaczęły trafiać dzieci z najtrudniejszymi wadami serca i w najcięższym stanie. Bohaterką mediów stała się na przykład Zuzia, o której życie profesor walczył bardzo długo, a sukces przepłacił własnym zdrowiem – w listopadzie 2010 r., na kilka chwil przed operacją dziewczynki, z rozległym zawałem sam trafił do szpitala. Wszystkich skomplikowanych historii, które stały się udziałem profesora, nie da się policzyć, trudno jednak nie wspomnieć 5-letniej Wiktorii i 2-letniego Adasia. Dziewczynka urodziła się z bardzo skomplikowaną wadą serca i wielu lekarzy bezradnie rozkładało ręce. Gdy była już umierająca, zespół profesora, który nowości się nie boi, podjął się karkołomnej, pionierskiej operacji, ratującej dziecku życie. Losy Adasia, który do Prokocimia trafił w stanie głębokiej hipotermii (był już prawie zamarznięty), śledziły natomiast media z różnych zakątków globu. Gdy i w tym przypadku okazało się, że niemożliwe stało się możliwe, a chłopiec po ponad dwóch miesiącach został wypisany do domu, profesor w blasku fleszy powiedział, że to cud. – Cudów wykonanych we współpracy z Bogiem było wiele i żadnego nie chcę stawiać na pierwszym miejscu – mówi prof. Skalski i szybko dodaje, że jest przede wszystkim człowiekiem i, jak każdy, popełnia błędy, do których ma odwagę się przyznać. Porażki bolały, gdyby jednak je rozpamiętywał, bałby się przystąpić do kolejnej operacji. – A ja przed emeryturą mam jeszcze ważny cel: chcę, aby w klinice rocznie wykonywanych było ponad 500 zabiegów, bo mamy ku temu możliwości, ale brakuje pieniędzy – podkreśla profesor, który w ostatnich latach stał się także mistrzem w operowaniu dzieci z HLHS – zespołem niedorozwoju lewego serca. Śmiertelność dzieci z tym schorzeniem jest w jego klinice najniższa w Europie. 5 czerwca profesor odbierze tytuł Honorowego Obywatela Krakowa. Został mu on przyznany w uznaniu zasług w ratowaniu najmniejszych pacjentów. Decyzję podjęła Rada Miasta z inicjatywy historyk sztuki Jolanty Janus i wirtuoza skrzypiec Roberta Kabary. Drugie honorowe obywatelstwo zostało przyznane Biserce Rajčić, serbskiej tłumaczce literatury polskiej.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma