Matka Franciszka, zakładając zakon, miała tylko krzyż, dwa lichtarze z domu rodzinnego, figurę Matki Bożej i mały, wynajęty pokoik. – Wierzyła, że przy Bożej pomocy zdoła zgromadzić wokół siebie kobiety, które będą chciały razem z nią realizować Bożą miłość w wymiarze opieki nad dziewczętami zagrożonymi moralnie, przyjeżdżającymi do Wiednia bez żadnego przygotowania do życia w wielkim mieście. Taką właśnie potrzebę czasu widziała – dodaje s. Teresa, przełożona prowincji polskiej zgromadzenia, którego sercem jest krakowski dom prowincjalny przy ul. Pędzichów 16. To zarazem oaza spokoju i miejsce tętniące życiem, bo choć za klauzurą panuje modlitewna cisza, to w murach klasztoru mieszczą się też przedszkole i bursa dla studentek. Tam zawsze jest gwarno i radośnie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








