Nowy numer 42/2019 Archiwum

Po modlitwie trzeba iść do ludzi

Skoro nasza założycielka – służebnica Boża matka Franciszka Lechner – 150 lat temu nazwała zgromadzenie: Córki Bożej Miłości, to znaczy, że musiała doświadczyć tej miłości Boga i była w Nim prawdziwie zakochana – przekonuje s. Teresa Blandyna Wala FDC.

Matka Franciszka, zakładając zakon, miała tylko krzyż, dwa lichtarze z domu rodzinnego, figurę Matki Bożej i mały, wynajęty pokoik. – Wierzyła, że przy Bożej pomocy zdoła zgromadzić wokół siebie kobiety, które będą chciały razem z nią realizować Bożą miłość w wymiarze opieki nad dziewczętami zagrożonymi moralnie, przyjeżdżającymi do Wiednia bez żadnego przygotowania do życia w wielkim mieście. Taką właśnie potrzebę czasu widziała – dodaje s. Teresa, przełożona prowincji polskiej zgromadzenia, którego sercem jest krakowski dom prowincjalny przy ul. Pędzichów 16. To zarazem oaza spokoju i miejsce tętniące życiem, bo choć za klauzurą panuje modlitewna cisza, to w murach klasztoru mieszczą się też przedszkole i bursa dla studentek. Tam zawsze jest gwarno i radośnie.

W klasztorze jak w rodzinie

W przedszkolu, w czterech oddziałach, świat poznaje obecnie ponad 100 dzieci. Pod opieką sióstr czują się jak w domu. – Rodzice wielu z nich kiedyś byli naszymi przedszkolakami i teraz, po latach, to właśnie tu chcieli zapisać swoje pociechy. Pocztą pantoflową przekazują też pozytywne opinie znajomym – cenią zarówno dobrą opiekę, jak i sposób wychowania dzieci. Chętnie uczestniczą również w życiu religijnym – opowiada s. Agnieszka, jedna z wychowawczyń. Córki Bożej Miłości starają się więc, by dzieci, zamiast spędzać czas przed komputerem, przede wszystkim bawiły się ze sobą i uczyły budowania prawdziwych relacji, które kiedyś przecież im się przydadzą. – Rodzice cieszą się też, że proponujemy dzieciom dużo ciekawych zajęć: taniec, balet, grę w szachy, języki obce, kombinatorykę, wyjścia do teatru, groty solnej, na basen – wylicza s. Paula Danuta Kasprzykowska, od 13 lat dyrektor przedszkola, któremu nieprzypadkowo patronuje św. Jan Paweł II. Kardynał Karol Wojtyła był bowiem zaprzyjaźniony z Córkami Bożej Miłości – często odwiedzał zgromadzenie i uczestniczył w różnych uroczystościach.

– W domu prowadzonym przez nasze siostry umieścił nawet swoją ciocię, gdy wymagała opieki. Mówi się też, że mama K. Wojtyły chodziła do naszej szkoły. Papież opowiadał o tym znajomemu karmelicie, ale niestety nie możemy udowodnić tego faktu, bo podczas wojny zaginęła część archiwalnej szkolnej dokumentacji – ubolewa matka prowincjalna. W bursie mieszkają natomiast 44 studentki różnych krakowskich uczelni, które tego miejsca nie zamieniłyby na żadne inne, a już na pewno nie na akademik. – Początkowo lekko obawiałam się, że w bursie zakonnej może być sporo zasad do przestrzegania, a okazało się, że jest tu po domowemu. Są więc reguły, ale bardzo przyjazne, mamy też obowiązki, a miejsce ma swój niepowtarzalny klimat i dobre warunki do nauki. Są również kaplica, w której można się pomodlić, oraz figura Matki Bożej, która zawsze na nas czeka – mówi Alisa, studentka V roku stosunków międzynarodowych na UJ. – Wracając po zajęciach (i nie tylko) do bursy, wiem, że ktoś tu na mnie czeka i nie jestem sama. Siostry szanują to, że jesteśmy dorosłe, a jednocześnie są cały czas dla nas, troszczą się i, jeśli trzeba, pomagają – dodaje Monika, studentka V roku technologii chemicznej na Politechnice Krakowskiej. Zapewnia, że gdy za kilka chwil skończy studia, będzie tęskniła za siostrami.

– Nam też będzie tęskno – uśmiecha się s. Justyna Krzyżan, archiwistka zgromadzenia odpowiedzialna za prowadzenie bursy. Zdradza, że mieszkając pod jednym dachem ze studentkami, nauczyła się nawet rozpoznawać, która nadchodzi, po odgłosie kroków. – O dziewczyny dbamy, jak tylko się da, także o rozwój ich ducha, ale na zasadzie dobrowolności, i bardzo się cieszę, gdy mówią, że to najlepsza bursa w Krakowie. Cenią też fakt, że od dwóch lat mają swoje klucze do bramy i nie muszą wracać o godz. 22 czy 23. Do tej zmiany podeszły bardzo odpowiedzialnie – opowiada s. Justyna.

Sprowokowała Boga

Zarówno s. Teresę, jak i s. Justynę przy wyborze zgromadzenia najmocniej ujęła postać założycielki. – Siostry mieszkały w mojej rodzinnej miejscowości, ale przez długi czas zupełnie mnie to nie interesowało. W końcu jedna z nich zaproponowała, żebym zagrała Maryję w jasełkach, a potem wszystko szybko się potoczyło – wspomina siostra prowincjalna. Bliscy początkowo nie akceptowali wyboru jej życiowej drogi, dlatego przyszła zakonnica musiała wykorzystać okazję i uciekła z domu. – W zakonie jestem już 58 lat – mówi szczęśliwa s. Teresa. Siostra Justyna miała natomiast przyjaciółkę, która gromadziła foldery różnych zakonów. – Gdy poczułam głos powołania, przyciągnęła mnie postać matki Franciszki – jej chęć oddania się Bogu i służby dzieciom, młodzieży oraz ubogim. A gdy przyjechałam do zgromadzenia i po raz pierwszy weszłam do kaplicy, poczułam, że tu zostaję, że to jest właśnie moje miejsce – opowiada. Będąc archiwistką, s. Justyna sporo czasu poświęca na studiowanie zakonnych kronik.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL