Nowy numer 33/2018 Archiwum

Płacenie za wchodzenie

Górale pokazali, że ojcowizna jest dla nich najdroższa. W wakacyjnym szczycie za wejście na Gubałówkę po ich prywatnych działkach trzeba uiścić 3 zł. Niby wszystko zgodnie z prawem, ale wizerunek Zakopanego po raz kolejny został mocno nadszarpnięty.

Zakopiański magistrat rozkłada ręce. „Jako miasto nie mamy wpływu na prowadzoną w tym miejscu działalność, gdyż jest to teren prywatny. Wyrażamy jednak ubolewanie, że właściciele terenu wybrali tak kontrowersyjny sposób zarobkowania, i stanowi utrudnienie dla turystów” – przyznają urzędnicy w specjalnym oświadczeniu. Wiktor Łukaszczyk, wiceburmistrz Zakopanego, dodaje wprost, że sytuacja ta bardzo źle wpływa na wizerunek miasta i dostępność bardzo popularnego miejsca. Samorządowcy zachęcają turystów, by wybierali alternatywne szlaki wiodące przez Gładkie lub Walową Górę. Są one równie ciekawe i atrakcyjne widokowo, a pozwolą uniknąć opłat. Dojście do nich z Krupówek zajmuje zaledwie kilka minut. – Te oznakowane trasy są dostępne od dawna, teraz pewnie będą bardziej oblegane. Turyści odkryją po prostu kolejne miejsca w naszym mieście – mówi Apoloniusz Rajwa, dziennikarz górski i ratownik tatrzański. Urząd Miasta przygotował mapkę dla turystów, na której widnieją bezpłatne trasy z centrum miasta na Gubałówkę.

Turyści narzekają

Turyści nie szczędzą słów krytyki wobec górali. – Szczyt sezonu, miasto jest bardzo drogie, a tu jeszcze takie niespodzianki – denerwuje się pani Danuta. Okazuje się, że za bilet muszą płacić także ci, którzy idą w kierunku centrum. – Schodziłem z góry i nagle zaczepiła mnie jakaś kobieta w kamizelce. Mówi, że to teren prywatny i każe płacić 3 zł za przejście. Zachowałem się dość niekulturalnie, ale bardzo się zdenerwowałem i ostatecznie nie zapłaciłem. Bo to jest tak, jakby człowiek dochodził na Giewont i nagle musiał wyciągać z portfela pieniądze za to, że po prostu tu jest – zżyma się pan Włodek ze Stargardu Szczecińskiego. Choć bywają i tacy, którzy rozumieją całą sytuację. – Wie pan, skoro to ich własność, to trzeba zapłacić. Przecież gdy parkujemy na czyimś polu, też płacimy – mówi pan Mirek z Gdańska.

Bez żadnych zniżek

Już od początku lipca czerwona tabliczka z napisem: „Teren prywatny – wejście płatne” wita turystów obok dolnej stacji kolejki na Gubałówkę, przy popularnej ścieżce spacerowej z lewej strony wagoników, patrząc od strony stacji PKL. W wakacje jest to trasa szczególnie uczęszczana. Każdy turysta, który zdecyduje się przejść, musi mieć bilet. Góralki w żółtych kamizelkach sprzedają je nieopodal napisu, że to teren prywatny. Nie ma żadnych zniżek, wszyscy płacą tak samo, czyli wspomniane 3 zł. Na bilecie można przeczytać, że został on wystawiony przez firmę Anny Gąsienicy-Byrcyn. – Otworzyłam działalność gospodarczą, która pozwala na pobieranie opłat za przejście po prywatnych gruntach. Wszystko zgodnie z prawem – zapewnia góralka. Tłumaczy od razu, że każdemu, kto nie chce zapłacić, wskazuje alternatywne trasy. – Jeśli chcą skorzystać ze skrótu przez nasze działki, muszą zapłacić. Nie mamy dochodów z naszych gruntów, są one zadeptane, zniszczone. Nie mamy też nic przeciwko turystom. Cieszymy się, że chodzą. Chcemy, żeby ich było jak najwięcej. Stwierdziliśmy, że skoro nie możemy zarobić zimą, to zarobimy coś latem – mówi Jadwiga Gąsienica-Byrcyn, która jest w opozycji do rodziny radnego Kacpra Gąsienicy-Byrcyna i opowiada się za otwarciem trasy narciarskiej z Gubałówki. Przypomnijmy, że kilka lat temu rodzina Byrcynów ogrodziła część trasy narciarskiej z Gubałówki. Od tej pory narciarze nie wrócili na tą znaną górę, położoną tak blisko centrum.

Wyborcza sprawa

– Sprawa może powrócić podczas zbliżających się wyborów samorządowych, ale czy ze skutecznym efektem? Tego nie można być pewnym, bo Zakopane to wyjątkowe miasto, gdzie niektórym trudno się porozumieć. Działa to, niestety, z wielką szkodą dla nas wszystkich – mówi A. Rajwa. Dodaje, że sprawa Gubałówki, także jej zagospodarowania na górze, ciągle wraca, i najwyższa pora, aby ją uporządkować. Do sprawy nie chcą się wtrącać Polskie Koleje Linowe, choć to one praktycznie mogą najwięcej skorzystać na opłatach wprowadzonych przez górali. Zdenerwowani turyści wolą dopłacić i wjechać na górę kolejką niż napychać kieszenie prywatnym właścicielom działek. – Spółka nie będzie komentować działań właścicieli gruntów – podkreśla Łukasz Chmielowski z PKL.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma