Nowy numer 39/2020 Archiwum

Jak przyjaciel Helenki został biskupem

Biskupią nominację dla ks. Franciszka Ślusarczyka wyprosiła Helenka Kmieć - jest o tym przekonany wujek zamordowanej w Boliwii wolontariuszki bp Jan Zając.

Biskup nominat z Łagiewnik był prawą ręką bp. Zająca, kiedy ten pełnił funkcję kustosza sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Wspominając ten czas, hierarcha podkreśla, że ks. Ślusarczyk angażuje się całym sobą we wszystko, co robi.

- Jak pracuje, to zawsze na 100 procent. Jest niezwykle skrupulatny, słowny i odpowiedzialny. Nie oszczędza siebie i potrafi do końca wykorzystać czas i własne talenty - mówi emerytowany biskup pomocniczy.

Lata współpracy zaowocowały przyjaźnią kapłanów. Wspierają się, odwiedzają razem swoje rodziny. W ten sposób ks. Ślusarczyk poznał małą Helenkę Kmieć.

- Miała wtedy 4 lata, kiedy - patrząc bystro to na mnie, to na niego - stwierdziła, że to ks. Franciszek jest prawdziwym księdzem, a wujek to wujek - wspomina ze śmiechem bp Zając.

To właśnie z ks. Ślusarczykiem przekazali rodzicom dziewczyny informację o jej tragicznej śmierci w Boliwii. Na jej pogrzebie nowy biskup wygłosił poruszającą homilię. Dziś bp Zając jest przekonany, że to Helenka wyprosiła w niebie "prawdziwemu księdzu" nominację biskupią.

- Po śmierci Helenki poprosiłem go, by zbierał świadectwa o jej życiu. Zaangażował się w to, o czym świadczą jego publikacje i wypowiedzi. W dniu nominacji powiedział, że musi jechać na jej grób, bo to owoc jej wstawiennictwa - dodał.

Świeccy współpracownicy ks. Ślusarczyka przyznają, że jest on dobrym człowiekiem. - To ktoś, kto rozsiewa dobro, pokój i radość. Jego zawołaniem biskupim mają być słowa: "Bóg jest miłością". On całym sobą mówi to ludziom - uważa rzecznik łagiewnickiego sanktuarium Małgorzata Pabis.

Jej zdaniem, ukochanym przez ks. Franciszka miejscem służby jest konfesjonał. - Kiedy tylko ma czas, spowiada ludzi. Pilnuje też tego, żeby zawsze w konfesjonałach w naszej bazylice byli księża, bo on wie, że to jest największy dar miłosierdzia - opowiada.

Zaprzyjaźniony z kustoszem Łagiewnik bp Damian Muskus OFM widzi w nim bratnią duszę franciszkańską.

- W swoim sposobie bycia, patrzeniu na świat, w relacjach z ludźmi i Panem Bogiem jest jak brat mniejszy. Sam zresztą kiedyś powiedział, że dzięki św. Faustynie i Biedaczynie z Asyżu pokój, dobro i miłosierdzie idą razem - przypomina.

Według niego, Franciszkowa wizja świata, jego umiłowanie Miłości i ewangeliczny radykalizm są dla ks. Franciszka spójne z łagiewnickim orędziem miłosierdzia. - Widzi te związki tak, jak widział je kard. Franciszek Macharski. Myślę, że w posłudze biskupiej może być jego godnym kontynuatorem - uważa krakowski biskup pomocniczy.

Najbliższy współpracownik biskupa nominata, wicerektor sanktuarium ks. Aleksander Wójtowicz, dodaje, jakby na potwierdzenie tych słów, że ks. Ślusarczyk mawia sam o sobie: "taka biedaczyna, taki Franciszek piccolo".

- Gdy przyjechał z kurii po ogłoszeniu nominacji, spotkał się z pracownikami naszego Domu Duszpasterskiego i z wielką pokorą i radością powiedział: "Pan Bóg ma jednak poczucie humoru" - opowiada ks. Wójtowicz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama