Nowy numer 33/2019 Archiwum

Z flagą przy plecaku

W 100 dni pokonał ponad 3600 km, z czego przeszedł 1200 km, 2200 km przejechał rowerem, a kajakiem przepłynął 220 km. W ten sposób Marcin Wierzbiak uczcił 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

ireneusz.okarmus@gosc.pl Na pomysł, by wyruszyć w niezwykłą podróż wzdłuż granic naszej ojczyzny, ten 22-letni chłopak z Zubrzycy Dolnej na Orawie wpadł... 3 dni przed spakowaniem plecaka – w środę 1 sierpnia. Usłyszał bowiem o Rejsie Niepodległości dookoła świata i pomyślał, że zrobi coś na miarę swoich możliwości – zamieni cały świat na całą Polskę, którą okrąży w 100 dni. Gdy spojrzał w kalendarz, okazało się, że 11 listopada przypada dokładnie za 103 dni. Nie miał więc wiele czasu do namysłu, a że pracował wtedy nieopodal Lichenia, następnego dnia pojechał do sanktuarium i padł na kolana. Prosił, by Maryja pobłogosławiła jego pomysł i otoczyła go opieką. Wiedział przecież, że może nie być łatwo, ale wierząc, że ma wsparcie Mamy, czuł, że wszystko musi się udać. Kolejne dwa dni poświęcił na obmyślanie trasy, a w sobotę 4 sierpnia powiedział rodzinie, co zamierza zrobić.

W podziękowaniu za wolność

– Mama prawie zawału dostała. Myślała, że żartuję, i początkowo nie chciała mi uwierzyć. Tata ze spokojem oświadczył natomiast, że mam swoje lata, więc mogę zrobić to, co uważam za słuszne. Braci akurat nie było w domu, więc nie wybijali mi pomysłu z głowy, a babcia się rozpłakała i powiedziała, że codziennie będzie wyglądać przez okno, czy już wracam. Odpowiedziałem, żeby zrobiła to za 100 dni. Wszyscy myśleli, że wrócę po tygodniu. Dopiero kiedy nie wracałem, zrozumieli, że naprawdę zamierzam okrążyć Polskę – śmieje się. Młody Orawianin zaskakuje dojrzałością i odpowiedzialnością, a ludzi zjednuje sobie pogodnym usposobieniem, skromnością i hartem ducha. – W drodze nauczyłem się kilku ważnych rzeczy: by nigdy nie oceniać ludzi po wyglądzie i aby zawsze w siebie wierzyć, jak również tego, że warto mieć marzenia i nie bać się ich realizacji – przekonuje.

Faktem jest jednak, że nie każdy mógłby sobie pozwolić na tak długi urlop w pracy. Marcin ma ten komfort, że pracuje w firmie rodzinnej, której szefem jest jego ojciec. A ten, postawiony poniekąd przed faktem dokonanym, wiedział, że trzeba pomóc synowi osiągnąć upragniony cel. – Zawsze mówiliśmy z żoną naszym dzieciom, że jeśli się czegoś podejmują, to nie mogą się wycofać, tylko muszą być wierne. Marcin ma twardy charakter – jeśli coś powie, dotrzymuje słowa. Wiedziałem więc, że tak będzie i tym razem – zaznacza Ignacy Wierzbiak, tata Marcina. Nie ukrywa też, że w pierwszej chwili, słysząc o planach syna, przeżył szok, jednak uspokoiło go to, że pomysł został przemodlony w Licheniu. – Wyprawę postanowił zaś rozpocząć od Mszy św. w parafialnym kościele. Po niej odprowadziłem go na przełęcz Krowiarki, pobłogosławiłem i dałem różaniec na drogę. Później mówił, że ma tyle czasu, iż modli się za wszystkich z rodziny i znajomych. Modlitwa dodawała mu też sił, zwłaszcza w te dni, gdy było szczególnie ciężko. Zawsze wchodził też do spotkanych kościołów, a w niedziele uczestniczył w Mszy św. – opowiada I. Wierzbiak.

Z przełęczy Marcin wyruszył (na rozgrzewkę) na Babią Górę, a pierwszą noc spędził pod jej szczytem. O świcie ruszył w drogę. Jej pierwsza część była najtrudniejsza, bo przez Żywiecczyznę aż do Zgorzelca szedł dokładnie wzdłuż granicy Polski, wspinając się często po skałach. – Gdy odwiedziliśmy go po raz pierwszy, był zmęczony, dokuczyły mu bąble na stopach i stracił już kilka kilogramów. Ani przez moment nie myślał jednak o przerwaniu wyprawy – zaznacza jego tata. Inaczej być nie mogło, bo dla Marcina ta wyprawa nie była tylko przygodą. – Zbyt wiele krwi zostało przelanej, żeby zapomnieć i nie doceniać bohaterstwa i poświęcenia tych, którzy za Polskę walczyli. Na marsz niepodległości ruszyłem w podziękowaniu za wolność, w której możemy żyć ja, moja rodzina i wszyscy Polacy – podkreśla.

Ojczyzna to mój dom

Słowo „patriotyzm” oznacza dla Marcina konieczność pielęgnowania narodowych tradycji i dbania o wszystko, co wiąże się z Polską – na miarę własnych możliwości. – Mój pradziadek walczył w obu wojnach światowych, przeżył obóz koncentracyjny. Od dziecka dużo o tym słyszałem. Kiedy więc mówię „ojczyzna”, myślę: „Polska, dom, tradycja, Bóg”. To największe dla mnie wartości. Uważam również, że nie wolno wstydzić się swojego pochodzenia ani poglądów opartych na chrześcijaństwie. Bóg miał przecież wielką zasługę w tym, że Polska zmartwychwstała po 123 latach niewoli – podkreśla M. Wierzbiak. Idąc, szukał więc śladów wojen i odzyskania niepodległości. I znajdował – bunkry, okopy, groby oraz różne pomniki. Zawsze zatrzymywał się w takich miejscach, by pomodlić się za poległych w obronie ojczyzny. – Najwięcej było ich przy granicy z Niemcami, choć i po wschodniej stronie ich nie brakowało – mówi i dodaje, że patriotyczny wymiar swojej wędrówki podkreślał, mając przy plecaku flagę naszego kraju i flagę Polski Walczącej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL