Nowy numer 43/2020 Archiwum

Będę słuchać rad

O drodze do kapłaństwa, oazowej duchowości i nadziei składanej w Bogu mówi bp Janusz Mastalski, nowy biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej.

Mówiąc o ewangelizacji w mediach społecznościowych, stawia też Ksiądz Biskup na modną ostatnio nową ewangelizację? Czy może ma Ksiądz Biskup nowe pomysły na dotarcie do tych, którzy jedną nogą są jeszcze w Kościele, ale drugą stoją już na jego obrzeżach? Wierzą, ale nie utożsamiają się ze wspólnotą.

Byłbym pyszny, gdybym miał pomysły wychodzące poza ramy tego, co Kościół już wymyślił, i co wielu biskupów wprowadza w swoich diecezjach. Chcę być biskupem nowej ewangelizacji, ale nie wiem jeszcze, jaki będzie miało to wymiar. Myślę, że powinna być ona dostosowana do wieku i osobowości osób ewangelizowanych. Powinna też mieć duży ładunek motywacyjny, zbliżając ludzi do odpowiedzi na pytania: „Dlaczego jestem przy Jezusie?”, „Dlaczego to On jest najlepszą i jedyną alternatywą dla współczesnego świata?”.

Na swoje biskupie zawołanie wybrał Ksiądz Biskup słowa: „Dominus spes mea” (łac. Pan nadzieją moją), zaczerpnięte z Psalmu 71. Symbol nadziei (kotwicę) obok gorejącego serca można też zauważyć w herbie Księdza Biskupa. Nie ma w tym przypadku?

Nadzieja towarzyszy mi od dzieciństwa. W wielu trudnych sytuacjach, gdy zawierzyłem je Bogu, Pan mnie podtrzymywał. Miewałem problemy zdrowotne i kiedy wydawało się, że diagnoza będzie bardzo zła, ostatecznie choroba znikała albo lekarskie przewidywania były błędne. Droga do tytułów naukowych też prosta nie była, momentami bywała nawet bardzo trudna. Zawsze szedłem wtedy do Matki Bożej Smętnej, Dobrodziejki Krakowa, której wizerunek znajduje się w kaplicy w bazylice oo. franciszkanów. Prosiłem Maryję, by wstawiła się za mną u Jezusa. I wstawiała się! Chcę więc pokazać drugiemu człowiekowi, że warto ufać Bogu.

Ci, którzy znają Księdza Biskupa, mówią, że nominację dostał człowiek modlitwy, który problemy rozwiązuje na kolanach, a rano, w seminaryjnej kaplicy, był zawsze pierwszy.

Czasem jakiś kleryk mnie wyprzedzał. (śmiech) Prawdą jest jednak, że dużo się modlę i w tę modlitwę wciągałem kleryków – z 50 mam nawet podpisane „kontrakty modlitewne”. Każdy z nich na obrazku napisał ułożoną przez siebie modlitwę. Jeden obrazek zachował dla siebie, a jeden dał mnie i tak modlimy się każdego dnia. A mówiąc bardziej prywatnie – czuję w sercu potrzebę, by Bogu często się narzucać i naprzykrzać i wierzę, że On to widzi. Wiem też, że w seminarium udało nam się wiele wyprosić. Nawet „cud nowotworowy” – jedna z mam nie jest już chora, guz przestał istnieć... Przed święceniami diakonatu z każdym klerykiem modliłem się też indywidualnie.

Dla nauczycieli, gdy zdał Ksiądz Biskup maturę, decyzja młodego Janusza Mastalskiego, by pójść do seminarium, była zaskoczeniem. Dla Księdza Biskupa było to wtedy oczywiste?

Absolutnie nie – marzyłem o Akademii Muzycznej albo o fizyce na Uniwersytecie Jagiellońskim (chodziłem do klasy matematyczno-fizycznej w X LO). Nie przewidywałem bycia księdzem, nawet o tym nie myślałem. Pewne sprawy poukładały się jednak tak, że zacząłem się jeszcze więcej modlić i na modlitwie przyszła myśl, którą odczytałem jako podpowiedź od Boga, co powinienem zrobić. Jako kleryk miałem kryzys, ale jako ksiądz już nie i nigdy, przez tych prawie 30 lat kapłaństwa, nie żałowałem wyboru. To było zawsze moje. Co prawda, chciałem być duszpasterzem, ale moi przełożeni zobaczyli, że mam zdolności naukowe i zdecydowali, abym temu właśnie się poświęcił. Nie przypuszczałem jednak, że będę doktorem i profesorem, ani tym bardziej biskupem. Rozmowa została przeprowadzona 18 grudnia 2018 roku.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama