Józef Wierzba, ojciec Grzegorza, opowiada, jak ta drobna i z pozoru krucha kobieta, która „przypadkiem” wkroczyła w życie jego rodziny, znalazła w sobie siłę, by pomagać aż do końca. – Stała się naszą przyjaciółką i choć syn już nie żyje, pozostała nią. Dla Grzesia przez te wszystkie lata była pocieszeniem, jasnym promykiem i światłem nadziei. W pełni zasłużyła na tytuł Miłosiernej Samarytanki – zapewnia pan Józef.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








