Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pracowity czas dla ratowników TOPR

O dużym szczęściu może mówić turysta, który wczoraj spadł 100 m, schodząc z Rysów.

Do wypadku doszło w niedzielę 17 lutego tuż przed godz. 16. Jak się okazało, pochodzący z Ukrainy turysta wspinał się, nie mając raków ani czekana. Poślizgnął się na stromym terenie i, spadając, mocno się potłukł. Ratownicy TOPR po udzieleniu mu pierwszej pomocy przetransportowali go śmigłowcem do szpitala.

Chwilę później do centrali nadeszło kolejne zgłoszenie - tym razem na Drodze pod Reglami 65-letnia kobieta upadła i doznała urazu barku. Ratownicy przekazali ją załodze karetki pogotowia.

Cały miniony tydzień, jak również poprzedni obfitowały w wypadki, w których niezbędna była pomoc TOPR. W sumie w tym czasie było aż 19 interwencji. Na przykład w sobotę 16 lutego o pomoc poprosił narciarz, który - wędrując na nartach śladowych - w masywie Magury Witowskiej zabłądził, a szukając drogi powrotu, osłabł (po przebytej chorobie) i nie był w stanie samodzielnie iść. Mniej więcej w tym samym czasie wędrujący w masywie Koziego Wierchu turysta doznał urazu statu skokowego i nie był w stanie samodzielnie zejść do Pięciu Stawów.

Dużo wezwań dotyczyło też problemów z układem oddechowo-krążeniowym, i to zarówno u turystów młodych, jak i nieco starszych. Wielu z nich przeceniało też swoje umiejętności i możliwości, nie dostosowując ich do warunków panujących w Tatrach. W efekcie, znajdując się w stromym i trudnym terenie, docierali do miejsc, w których nie byli w stanie już ani zawrócić, ani iść dalej. Problemem był też brak podstawowego wyposażenia (raki, czekan). Nieustannie też turyści zdają się brać udział w swoistym plebiscycie na najbardziej absurdalny pomysł towarzyszący wyprawie w góry. Tak, jak pewien mężczyzna, który, chcąc szybciej znaleźć się w Dolinie Starej Roboty, zaczął zjeżdżać po stromych śniegach na jabłuszku, mając na nogach raki. Doprowadziło to, rzecz jasna, do poważnego urazu stawu skokowego.

Ratownicy TOPR przypominają, że w Tatrach obowiązuje obecnie drugi stopień zagrożenia lawinowego. Oznacza to, że pokrywa śnieżna jest umiarkowanie związana na niektórych stromych stokach, a wyzwolenie lawiny jest możliwe zwłaszcza przy dużym obciążeniu dodatkowym. Lawiny mogą też schodzić samorzutnie.

Problem w tym, że turyści "dwójkę" często lekceważą, uważając, że przy takich warunkach mogą iść wszędzie. A to właśnie wtedy dochodzi do największej liczby zdarzeń.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama