Nowy numer 27/2020 Archiwum

Z dobrego rocznika

Gdy w 1951 roku 12-letni uczeń z Zembrzyc Bronek Fidelus był z wycieczką szkolną po raz pierwszy w krakowskim kościele Mariackim, nie przypuszczał, że zostanie kiedyś księdzem, a tym bardziej że będzie wieloletnim proboszczem tej słynnej świątyni. Życie płynie szybko i niegdysiejszy uczestnik wycieczki skończy wkrótce 80 lat.

Odnowiono m.in. fasadę świątyni, naścienne malowidła Jana Matejki, które pokrywała warstwa brudu zniekształcająca kolorystykę, prezbiterium ufundowane przez sławnego Mikołaja Wierzynka, witraże – zarówno te średniowieczne, jak i te nowsze, projektu Mehoffera i Wyspiańskiego. Konserwowano i oczyszczano z kurzu ołtarz Wita Stwosza. Wiele zabiegów wymagało odnowienie stalli w prezbiterium, bo zaatakowały je drewnojady. Zmieniono wreszcie pokrycie dachu świątyni. W 1997 r. ożyły także dzwony mariackie. – W czasie procesji rezurekcyjnej wieloletnie milczenie przerwały: dzwon zwany Tenebrat, odlany w latach 1386–1390 przez ludwisarza Jana Weygela z Nowej Wsi Spiskiej, i tzw. Półzygmunt, odlany w 1438 r. przez krakowskiego ludwisarza Jana Freudentala. W kościele Mariackim jest w sumie 6 dzwonów. Przez kilkadziesiąt lat uważano, że ich rozkołysanie może zagrozić stabilności murów. Badania wykazały, że tak jednak nie jest – wyjaśnia Jarosław Kazubowski, krakowski historyk sztuki i publicysta.

Hojne wspieranie z funduszów parafialnych działalności duszpasterskiej oraz imponującej odnowy świątyni nie byłoby możliwe bez rzutkości gospodarczej ks. Fidelusa. Uregulował stany prawne nieruchomości parafialnych, które zaczęły przynosić dochody. W jednej z gruntownie wyremontowanych kamienic przy ul. Mikołajskiej mieści się hotel parafialny „Wit Stwosz”. – Staraliśmy się zdobywać pieniądze wszelkimi, także niekonwencjonalnymi sposobami. Przed laty spore kontrowersje wzbudziła powieszona na czas remontu na okalającym kościół rusztowaniu reklama jednego z towarzystw emerytalnych. Dostaliśmy za nią 400 tys. zł. Czyli tyle, ile ze składek wiernych niewielkiej ludnościowo parafii moglibyśmy zebrać w 4 lata. Jak mógłbym wyciągać takie kwoty od parafian, niedysponujących przecież wielkim majątkiem, a jednocześnie rezygnować z możliwości ich zarobienia w sposób nikomu i niczemu nieuwłaczający? – mówi ks. Fidelus. Dochód z reklamy zasilił fundusz remontowy parafii. Mało znanym dowodem hojności parafii mariackiej jest ufundowanie przez nią dwóch świątyń w Afryce (Kamerun i Tanzania) oraz dwóch kościołów na terenie Krakowa (Redemptor Hominis oraz św. Jacka). – Bogu dziękuję, że miałem takiego poprzednika, który wciąż jest zaangażowany w życie parafii, odprawia Msze św. w bazylice i spowiada tu – mówi ks. dr Dariusz Raś, obecny archiprezbiter bazyliki Mariackiej.

Czas na modlitwę i hobby

Po przejściu w grudniu 2011 r. na emeryturę ks. Fidelus rzeczywiście nie przestał być czynny. Był m.in. wikariuszem generalnym archidiecezji krakowskiej, obecnie przewodniczy zaś archidiecezjalnej Komisji ds. Regulacji Granic Parafii i Budownictwa Sakralnego. Znajduje także czas na kibicowanie piłkarzom oraz wędkowanie. Od wielu lat jest kapelanem krakowskiej Wisły. – Zostałem nim przypadkowo. W latach 80. przyszedł do mnie prezes Wisły Ludwik Miętta-Mikołajewicz, by się dowiedzieć, czy nie dałoby się sprowadzić na mecze piłkarskie kleryków, którzy – siedząc na trybunach – zachęcaliby swoim przykładem do dobrego kibicowania. Nie doszło ostatecznie do tego, bo ustaliliśmy, że to księża w trakcie katechezy powinni wspominać młodym chłopakom, czym jest kulturalne kibicowanie, bez burd. Niemniej zapoczątkowało to bliskie stosunki z klubem – mówi ks. Fidelus.

Jego następca w parafii Mariackiej jest z kolei kapelanem konkurencyjnej Cracovii. W trakcie Wielkich Derbów Krakowa nie dochodzi jednak między nimi do bijatyki na tym tle. – Przyjaźnimy się także na gruncie sportowym. Obstając za swoją drużyną, życzymy sobie wzajemnie zwycięstw przede wszystkim z innymi drużynami, tak jak w przypadku niedawnego zwycięstwa Wisły 4:0 w meczu z Legią Warszawa – mówi kapelan Wisły. Co czuje u progu osiemdziesiątki? – Dziękuję Panu Bogu za zdrowie. Cieszę się, że nadal mogę Mu służyć, odprawiając Msze św. i spowiadając. No i dobrze, że mam wciąż czas i ochotę na wędkowanie. W maju jadę na ryby do Drawska Pomorskiego. Szczupaki czekają – mówi jubilat.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama