Nowy numer 42/2019 Archiwum

Życie zawsze wygrywało

Aniela i Franciszek Jaroszowie z Zębu koło Poronina są małżeństwem od 70 lat. Wychowali 8 dzieci, mają 26 wnuków oraz 46 prawnuków. – Wszystko to Stwórca nam dał – mówią seniorzy.

Gdy okazało się, że na świat ma przyjść ostatnie z dzieci, pani Aniela miała już 42 lata. Jednocześnie cieszyła się i martwiła, bo młoda już nie była, a rzeczywistość była trudna. – Niebiosa powiedziały jednak, że tak ma być. Pewnej nocy przyśnił mi się ksiądz, który podawał mi Pana Jezusa. Życie. Ono zawsze u nas wygrywało. Po tym śnie wiedziałam już, że mam się tylko cieszyć, bo Bóg, dając dziecko, obiecał, że wszystko będzie dobrze – wspomina, nie kryjąc wzruszenia, pani Aniela. Zapewnia, że do dziś dziękuje za wszystkie dzieci. Zwłaszcza za najmłodszą córkę Danutę, bo to właśnie ona na co dzień opiekuje się rodzicami i mieszka teraz z nimi wraz ze swoją rodziną.

Baranek z masła i oscypek

Starsze dzieci – dwie córki (Maria i Czesława) i dwóch synów (Jan i Władysław) – też są u rodziców tak często, jak tylko się da. – Najstarszy z nas, Stanisław, od wielu lat mieszka z rodziną w USA. Tydzień po Wielkanocy przyjedzie w odwiedziny. Niestety, dwaj bracia (Mieczysław i Wojciech) już nie żyją – tłumaczy Maria Jarząbek, najstarsza córka. Dodaje, że do świąt każdy przygotowuje się w swoim domu, z dziećmi i wnukami, które od małego uczą się podhalańskich zwyczajów, m.in. robienia palm (w Zębie te najpiękniejsze, misternie zdobione, przygotowuje koło gospodyń, do którego należy już nawet Angelika, żona jednego z wnuków państwa Jaroszów) i pisanek.

Do wielkanocnego śniadania też każdy zasiądzie u siebie, a dopiero później zaczną się świąteczne wizyty w tej kilkudziesięcioosobowej, wielopokoleniowej rodzinie. – Innej możliwości nie ma, bo wszyscy naraz byśmy się tu pod jednym dachem nie pomieścili – śmieje się Danuta Tylka. Opowiada też, że – zgodnie z tradycją – na świątecznym stole muszą się znaleźć jajka przygotowane na wiele sposobów, chrzan, baranki robione z masła, różnego rodzaju wędliny, no i oscypek, którego nie może też zabraknąć w koszyku niesionym do poświęcenia w Wielką Sobotę.

Serca te same zostały

Gdy państwo Aniela i Franciszek pobierali się, on miał 22 lata, ona – 18 i pół. Dziś, pomimo słusznego wieku, dobrze pamiętają czasy młodości i dzień ślubu, do którego jechali w śnieżnej zawiei. – To jakby wczoraj było, gdy podawaliśmy sobie ręce w kościele św. Anny tu, w Zębie. I choć starość swój ślad na nas odcisnęła, to przecież serca te same zostały – zamyślają się. Nie mają też problemu z imionami i wiekiem całej familii.

– Różnica między naszym najstarszym synem a najmłodszym prawnukiem, który urodził się trzy miesiące temu, 28 stycznia, wynosi aż 70 lat. Z kolei różnica między naszymi dziećmi to 25 lat – mówi pani Aniela. Swojego męża zna od zawsze, bo ich domy dzieliły tylko płot i mała ścieżka. Nawet nazwisko mieli to samo, choć nie łączyło ich żadne pokrewieństwo. Młody i bardzo przystojny Franciszek był pewien, że piękna sąsiadka ma być jego żoną i nikomu nie pozwalał się do niej zbliżyć. – A wielu próbowało...Tak jak kiedyś o mnie dbał, tak i dziś o mnie myśli: kawę zrobi, herbatę poda, gdy mnie już sił brakuje. On jeszcze dużo spaceruje, w zimie odśnieżał podwórko, a do niedawna nawet krowy Jagódki doglądał. Ja już, niestety, chodzić nie mogę – nawet do kościoła, ale ksiądz proboszcz zawsze w pierwszy piątek przychodzi do mnie z Panem Jezusem – opowiada A. Jarosz. Oboje zgodnie przyznają też, że dobrze jest im spędzać każdy dzień razem, a przepis na udane małżeństwo mają prosty: trzeba się kochać, szanować i żyć w zgodzie.

– I jeszcze trzeba mieć dobrze w głowie poukładane! – przekonuje pan Franciszek. Senior rodu zawsze dużo pracował, nawet na Śląsk wyjeżdżał, ale zawsze tęsknił i wracał do żony. A ta pracowała równie ciężko, dbając o dom, dzieci, gospodarstwo. – Bywało, że mama szła, prowadząc krowę w pole i niosąc jedno dziecko na rękach, a inne biegały wokoło niej. Sklepów tu nie było, więc wszystko musiała nosić w chustach z Zakopanego, które od Zębu dzieli kilka kilometrów – wspomina M. Jarząbek. – Życie nigdy lekkie nie było, ale było wierne i z Panem Bogiem – komentuje pani Aniela.

Są dla nas wzorem

Łatwo nie było także, zanim państwo Jaroszowie pomyśleli o wspólnym życiu, bo na Podhalu szalała wojenna zawierucha. – Gdy dziadek miał 16 lat, uciekł z pociągu podczas wywózki do Niemiec – opowiada wnuczka Bożena Kras. Być może maszynista celowo zwolnił, a być może Opatrzność taki miała plan, by młody Franciszek jeszcze długie lata chodził po tym świecie... Z kolei kiedy Niemcy wokół domów chodzili, trzeba się było chować do specjalnych skrytek pod podłogą albo do lasu uciekać. Podczas takiej ucieczki zastrzelonych zostało dwóch braci pana Franciszka. – Trzeba się też było dużo modlić, na kolanach, przed świętymi obrazami. Tak jak mnie rodzice nauczyli. Dzięki temu Pan Bóg jakoś nas przy życiu zachował – nie ma wątpliwości pani Aniela. Do dziś modli się bardzo dużo, odmawiając zdrowaśki za całą rodzinę.

– Bez Boga nie ma nic. Tu, na Podhalu, staramy się być mocni w wierze, a oprócz Boga najważniejsza jest rodzina – zapewnia pani Aniela. Po wojnie też lekko nie było. – Dziadkowie, już będąc razem, z trudem wiązali koniec z końcem, a bieda często pukała do drzwi. A mimo to tak dobrze wychowali wszystkie dzieci. Są dla nas wzorem do naśladowania – jak trwać jedno przy drugim mimo codziennych wzlotów i upadków – świadectwem nierozerwalności małżeństwa oraz miłości, która dojrzewała w trudnych czasach. Rozumieli, że trzeba konsekwentnie trzymać się raz podjętej decyzji, bo to pomaga przetrwać kryzysy. Takie wartości nam przekazali. Jestem im wdzięczna za to, że dzięki nim mam tyle bliskich osób wokół siebie – zapewnia B. Kras. Życzy też dziadkom jeszcze wielu pięknych rocznic ślubu. Z okazji 70-lecia małżeństwa nie zabrakło Mszy św. odprawionej przez księdza proboszcza Kazimierza Sołtysika, przyjęcia, a także błogosławieństwa podpisanego przez abp. Marka Jędraszewskiego.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL