Nowy numer 33/2019 Archiwum

Młodość miałam wspaniałą

Gdy w styczniu Wandę Szajowską odwiedził prezydent Andrzej Duda, przywitała go, wykonując na fortepianie walca z „Nocy i dni”. Nie byłoby pewnie w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że miała wtedy 107 lat.

Kilka tygodni później – 12 lutego – skończyła 108 lat i na liście najstarszych mieszkańców Polski znajduje się na 17. miejscu. W Małopolsce jest na pierwszym. Przepisu na długowieczność nigdy nie miała: je wszystko, na co ma ochotę (zupę pomidorową, kotlet schabowy, mizerię, ptasie mleczko na deser), śpi 12 godzin na dobę i z zasady nie choruje. W szpitalu nigdy dłużej nie była, a lekarz odwiedza ją raz w roku, przepisując witaminy i mówiąc, że wyniki badań ma doskonałe.

– Gdy miałam 100 lat, złamałam jednak rękę. Z kawałeczków mi ją poskładali i mówili, że nie będę już grała na fortepianie. A ręka zrosła się i mogę grać – cieszy się pani Wanda. Rzeczywiście, nie ma dnia, w którym nie zasiadłaby do ukochanego instrumentu – zabytkowego już, na którym uczyła się grać, będąc małą dziewczynką, i który przyjechał z nią ze Lwowa. Teraz, gdy w końcu zrobiło się ciepło, lubi też wychodzić do ogrodu, który ma przed blokiem na krakowskim Salwatorze, by podziwiać piękno przyrody.

Pracy się nie bałam

Pani Wanda urodziła się na Kresach Wschodnich i tam spędziła swoje najpiękniejsze lata, które wspomina z wielkim sentymentem. Pochodzi z rodziny arystokratycznej, świetnie wykształconej, należącej do elity przedwojennego Lwowa, więc rodzice (Kazimiera i Aleksander Zarzyccy) troszczyli się, by jedyna córka dobrze się uczyła. – Lubiłam chodzić do szkoły prowadzonej przez siostry ze Zgromadzenia Sacré-Cœur, gdzie lekcje były prowadzone po polsku i francusku. Potem skończyłam też konserwatorium muzyczne – opowiada, a jej opiekunki (panie Zofia i Danuta, które każdego dnia doglądają W. Szajowskiej) pokazują dyplom z datą 30 czerwca 1931 r. i z wynikiem celującym.

– Młodość miałam tam wspaniałą i bardzo barwną! Dansingi, różne zabawy, opera – wszędzie bywałam i powodzenie u mężczyzn miałam ogromne – zdradza pani Wanda. Zaledwie 16-letniej Wandzi Zarzyckiej oświadczył się Roman Szajowski. – Był bardzo przystojny i szalenie mi się podobał – uśmiecha się seniorka. Jej ojciec postanowił jednak, że nie odda ręki córki, dopóki pan Szajowski nie obroni doktoratu. Gdy tak się stało, wzięli ślub z hucznym weselem, lecz nie żyli długo i szczęśliwie – na początku wojny Roman wyjechał do Anglii i małżeństwo nie przetrwało próby czasu. Wojna zmieniła także inne rzeczy. Do tej pory młodziutka Wanda nie musiała pracować, bo jej rodzinie dobrze się powodziło. Wraz z zawieruchą przyszedł jednak inny świat i wkrótce okazało się, że W. Zarzycka, podobnie jak jej mama, jest dzielną kobietą, która żadnej pracy się nie boi. – Byłam kelnerką w niemieckiej kawiarni, pracowałam też w fabryce cukierków i u szewca malowałam trzewiki – wspomina. Gdy do Lwowa zaczął się w końcu zbliżać wschodni front, trzeba było uciekać. W bydlęcym wagonie, ratując tyle majątku, ile się dało, wraz z rodzicami przyjechała do Krakowa. Był rok 1945.

Tęsknię za Lwowem

Pod Wawelem najpierw też ciężko pracowała. Później zaczęła studia – historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w końcu całym sercem poświęciła się swojej pasji, pracując przez 22 lata w Eksperymentalnym Studium Muzycznym przy ul. Gołębiej. Często też podróżowała, bo jej rodzina (spokrewniona m.in. ze sławnym rodem Dzieduszyckich) rozsiana jest po całym świecie: Wielkiej Brytanii (pani Wanda była tam siedem razy), Francji (cztery razy), Indiach (raz), Australii i Meksyku (tam, niestety, nie dotarła). W 1984 r. była też na pielgrzymce w Rzymie, zorganizowanej przez ks. inf. Jerzego Bryłę. Na dowód tego pokazuje zdjęcie, na którym wita się z Janem Pawłem II.

Do niedawna niewiele osób wiedziało o istnieniu pani Wandy. Głośno zrobiło się o niej jesienią 2018 r., gdy mecenas Maciej Krzyżanowski startował w wyborach samorządowych i odwiedzał wszystkich mieszkańców Salwatora. Pewnego dnia drzwi otwarła starsza pani, która oświadczyła, że chętnie zagrałaby gościowi na fortepianie, ale właśnie idzie spać. Zdezorientowanym mecenasem zajęły się jej opiekunki, a kiedy dowiedział się, że pani Wanda jest starsza od świętującej 100. rocznicę niepodległości Polski, postanowił zrobić jej prezent – sprowadzić do niej prezydenta RP. Udało się – kilka miesięcy później od A. Dudy dostała biało-czerwony bukiet kwiatów, jedwabną apaszkę, piękną broszkę i srebrną miniaturę Belwederu. Głowie państwa też opowiedziała o pasjonujących latach swojej młodości, o tym, że wciąż lubi wiedzieć, co się dzieje w świecie, i o tym, że choć tyle lat mieszka już w Krakowie, ogromnie tęskni za Lwowem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL