Nowy numer 24/2019 Archiwum

Czujemy się ludźmi wolnymi

O tym, że klasy powtarzać się tu nie da i że trudno unikać „wrogów”, oraz o tym, kto kogo uczy, opowiadają Agnieszka i Jan Pleti z magazynu „Kreda” i podcastu „Więcej niż edukacja”.

Miłosz Kluba: Jak w polskich warunkach działa edukacja domowa?

Agnieszka Pleti: Przede wszystkim od strony prawnej jest to legalna, normalna ścieżka edukacyjna. Dziecko musi być zapisane do szkoły – to ważne, bo nie we wszystkich krajach tak to wygląda. Całą odpowiedzialność za edukację biorą jednak rodzice. Oni muszą zadbać, by raz w roku dziecko zdało egzaminy z wyznaczonych przedmiotów. Zorganizowanie tych egzaminów to jedyny obowiązek szkoły wobec dzieci w edukacji domowej. Ale szkoły, które wspierają ED, organizują dla rodzin warsztaty, materiały do pracy, kursy językowe online i inne rodzaje pomocy w ramach subwencji.

Jakie jeszcze warunki – poza zapisaniem do szkoły – trzeba spełnić?

A.P.: Dziecko musi mieć opinię z poradni psychologiczno-pedagogicznej, choć niezależnie od niej ostatecznie o tym, czy zostanie przyjęte do edukacji domowej, i tak decyduje dyrektor szkoły. Rodzice nie muszą mieć żadnego specjalnego wykształcenia, a edukację domową można prowadzić aż do matury. W ED nie ma natomiast możliwości powtarzania klasy. Jan Pleti: Jeśli dziecko nie zda egzaminu, powtarza klasę już w szkole.

Formalności formalnościami – jest program nauczania, egzaminy. A jak to wygląda w codziennej praktyce? Rodzice uczą dzieci...

A.P.: ..albo dzieci uczą się same. W tym momencie mamy tak duży dostęp do wiedzy, jest mnóstwo portali, na których można znaleźć dobrej jakości materiały, kursy, filmy z całymi lekcjami. Muszę jednak zaznaczyć, że w każdej rodzinie nauka wygląda nieco inaczej i to jest największy fenomen ED. Od trzech lat prowadzimy podcast „Więcej niż edukacja”, w którym rozmawiamy z rodzicami prowadzącymi edukację domową. Widzimy, że oni przede wszystkim chcą swoim dzieciom coś przekazać. Jedni więcej korzystają z podręczników, inni mniej. Niektóre rodziny uczą się głównie w terenie, na różnych wycieczkach, wyjazdach. W niektórych rodzinach nauka odbywa się bardzo regularnie – codziennie, w określonych godzinach. W innych dzieci zajmują się przede wszystkim tym, co je pasjonuje – muzyką, malarstwem, sportem. To też edukacja, bo np. jeśli ktoś chce się poważnie zajmować sportem, to przy okazji poznaje anatomię, fizykę. Trzeba zdać egzaminy, ale tak naprawdę większość roku można poświęcić na to, co pociąga dzieci, a bezpośrednio przed egzaminami przysiąść i się do nich przygotować. J.P.: Sposobów na organizację edukacji domowej jest wiele, ale są też rzeczy, które łączą wiele z tych rodzin. Na przykład bardzo często w tych domach nie ma telewizora. Są komputery, dzieci bardzo sprawnie korzystają z technologii, tworzą, programują. Ogląda się filmy, ale wtedy, kiedy sami o tym zdecydujemy, mamy na to czas, a nie wtedy, kiedy akurat coś jest w telewizji i my musimy być przed ekranem. Dzięki temu dzieci mają czas i chętniej sięgają po książki. Na pewno nie wszystkie, ale u nas tak to działa.

A co z katechezą?

J.P.: Od formalnej strony – egzamin z katechezy można zdawać, ale nie jest on obowiązkowy. Jeżeli rodzina jest wierząca i autentycznie odwołuje się do Boga w różnych sytuacjach, to dzieci naturalnie w tym wzrastają. Można z nimi usiąść, poświęcić codziennie czas na rozważanie Pisma Świętego czy modlitwę.

Czasu na naukę w edukacji domowej trzeba zarezerwować tyle samo, ile w szkole?

A.P.: W klasach I–III szkoły podstawowej wystarczy godzina dziennie. W starszych to zależy od tego, jak szybko dzieci czy młodzież przyswajają wiedzę, ale zwykle rodzice mówią, że potrzeba od 2 do 5 godzin. Zostaje dużo czasu na pasje – grę na instrumentach, sport, sztukę. J.P.: Właściwie cała rodzina funkcjonuje w specyficzny sposób. Nie bylibyśmy w stanie przekonać dzieci do książek, mówiąc: „Czytajcie lektury”. U nas działa to tak, że one widzą, że my czytamy. Próbujemy nowych rzeczy, choć mogłoby się wydawać, że to już nie ten wiek – ja startuję w zawodach biegowych, żona jeździ konno. Mieszkamy na wsi, niedaleko Kalwarii Zebrzydowskiej, więc terenów do uprawiania sportu nam nie brakuje. Dzieci widzą, że jesteśmy aktywni, rozwijamy się, uczymy. Rok temu nie mieliśmy pojęcia, jak wydawać czasopismo. Nadal się tego uczymy, ale „Kreda” już się ukazuje, jest dystrybuowana, wychodzi regularnie. Jak to się stało? Spotkaliśmy się, mieliśmy pomysł i każdy z nas zgłębił swoją działkę – ktoś skład, ktoś inny dystrybucję. Tak jak te 8-latki siadają pierwszy raz do matematyki, tak my usiedliśmy do tego.

Wszystko brzmi pięknie, ale jak pogodzić edukację domową z pracą zawodową rodziców?

J.P.: Najczęściej jedno z rodziców rezygnuje z pracy zawodowej i koordynuje ED. Częściej jest to mama. Gdy się spojrzy na te rodziny, z którymi mamy kontakt, to widać też, że z czasem starają się one albo założyć własną firmę i pracować częściowo z domu, albo pracować zdalnie. A.P.: Są też rodziny, w których rodzice pracują w bardziej standardowym modelu, ale mają już starsze dzieci, które mogą zostać same z wyznaczonymi do zrobienia zadaniami.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • TomaszZ
    27.05.2019 07:15
    Edukacja domowa to wolność i przyszłość. Miałem dzieci w szkole Salomon, niestety zlikwidowali ją urzędnicy.
  • Marek
    30.05.2019 20:49
    Dlaczego zniszczono szkoły Salomon? Były super
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL