GN 25/2019 Archiwum

Rajski dom, Nasz Dom

– Mówiąc o Mieczysławie, nie wiadomo, od czego zacząć. Są ludzie, których wynosi się na piedestały. A niedaleko Łagiewnik mieszka kobieta, której coraz bardziej schorowane ciało nie może podołać tej liczbie talentów, jakimi ją Pan Bóg obdarzył – mówi doktor Krystyna Komnata.

Można ją spotkać w Rajsku (część Swoszowic), nieopodal krakowskich Łagiewnik, gdzie na urokliwie położonym wzgórzu kilka lat temu założyła Fundację Pomocy Potrzebującym „Nasz Dom” im. św. Brata Alberta. Mieszka tam razem z kilkunastoma mężczyznami, którzy z różnych przyczyn znaleźli się na dnie. Robi wszystko, by się od niego odbili.

– Miałam i mam panów ciężko chorych, po operacjach, którzy nie mają dokąd pójść. Jeden był nawet z nowotworem płuc. Był też pan z dozorem elektronicznym, inny był ubezwłasnowolniony, a jeszcze inny – chory psychicznie. Nikogo nie pytam o przeszłość, chyba że sam chce o niej opowiedzieć. Mówię tylko, że dotychczasowe życie trzeba zostawić za drzwiami, by tu zacząć wszystko od nowa – opowiada Mieczysława Tomaszewska, Miłosierna Samarytanka Roku 2018, uhonorowana tym tytułem w plebiscycie organizowanym przez Wolontariat św. Eliasza.

Całą swoją działalność oddaje na chwałę Boga, bo – jak przekonuje – miłosierny jest tylko On, a ludzie powinni być narzędziami w Jego rękach, stając się kanałami Bożego miłosierdzia i troszcząc się o tych najbardziej potrzebujących. Nieustannie zawierza też siebie i swoich podopiecznych Maryi, bo przecież to Ona w sposób, który po ludzku trudno wytłumaczyć, przyprowadziła do Rajska i ratowała z opresji niejednego mężczyznę. Na przykład pana Edka.

O dom troszczy się Mama

Trafił tu dwa lata temu. Gdy leżał na śmietniku przykryty kartonami, znalazła go i przywiozła do Naszego Domu zaprzyjaźniona z tym miejscem pani profesor. Stan mężczyzny był na tyle poważny, że karetka musiała zabrać go do szpitala. Lekarze dawali mu w najlepszym razie kilka miesięcy życia, a w najgorszym – godziny. Gdy pani Miecia (tak mówią o niej mieszkańcy rajskiego ośrodka) pojechała do niego w odwiedziny, zapytała, bojąc się odpowiedzi, czy chce się pojednać z Bogiem. Wszak jadąc do szpitala, nie zabrał ze sobą różańca. Nie chciał go, lecz inni cały czas modlili się i prosili Maryję, by miała Edka w swojej opiece... Kiedy więc zgodził się na wizytę kapłana, pani Mieczysława uparła się, że trzeba go natychmiast przyprowadzić do chorego.

– Przyszedł, wyspowiadał pana Edwarda i podał mu Komunię św., więc spokojnie mogłam oddać go w ręce Boga – wspomina. Wielkie było jej zdziwienie, gdy kilka dni później odebrała telefon ze szpitala. Stan pana Edwarda poprawił się na tyle, że miał zostać wypisany do domu, tylko że... swojego domu nie miał. Miał tylko Nasz Dom. – Powiedział, że jestem jego jedyną opiekunką i że chciałby, abym go przyjęła. Jak mogłam odmówić? Ma dobre serce, od dwóch lat wiernie mi tu pomaga – zapewnia pani Miecia, a pan Edek nieśmiało potwierdza i mówi, że czuje się tu bardzo potrzebny, więc praca jest dla niego radością. Maryja od samego początku troszczy się też o całe rajskie przedsięwzięcie. Budynek, który pani Miecia dostała od Urzędu Miasta Krakowa (magistrat mocno wspiera jej dzieło) na potrzeby fundacji, był jedną wielką ruiną.

Wiele osób przestraszyłoby się skali remontu, jaki był konieczny, a ona tylko zakasała rękawy, zabrała się do pracy i cały czas się modliła. Dzięki jej wytrwałości, gorącym sercom darczyńców i osób wspierających to dzieło oraz zaangażowaniu panów, których ma pod opieką, udało się zrobić coś z niczego. Coś, czego pokiereszowani przez życie mężczyźni nie oddaliby już za żadne skarby. – Byliśmy w różnych schroniskach, ale dopiero tutaj czujemy się jak w domu. W innych ośrodkach szef ma swoich zastępców, a nasza szefowa jest od wszystkiego: w urzędach pozałatwia, zna się na budowie, ogród pielęgnuje, sprząta, gotuje, robi zakupy. Nawet leki chorym do łóżka podaje! Jest sterem, żaglem, okrętem... Oceanem i burzą też czasem jest – śmieją się panowie. I szybko dodają: – My pomagamy jej, w czym trzeba, a ona dba o nas tak, jak chyba nikt wcześniej nie dbał.

W przypadki nie wierzę

Pani Mieczysława nie ma jednak wątpliwości, że bez pomocy nieba sukces nie byłby możliwy, dlatego pierwszą rzeczą, jaką zrobiła w Rajsku przed rozpoczęciem remontu, było ustawienie małej kapliczki Matki Bożej, przy której zapoczątkowała odprawianie majówek. Na owoce długo nie czekała. – Procedury związane z rejestracją fundacji bardzo się przedłużały. Skończyły się 13 maja. W przypadki nie wierzę – to Matka Boża pomogła. A gdy poszłam poprosić ks. Michała Maciejczyka, proboszcza z kosocickiej parafii, o pobłogosławienie Naszego Domu i odprawienie tutaj pierwszej Mszy św., okazało się, że pierwszy wolny termin znalazł 8 września, w święto Narodzenia Matki Bożej – opowiada M. Tomaszewska.

Jej przyjaźń z Maryją zaczęła się wiele lat temu, gdy mieszkała w rodzinnym Przemyślu i prowadziła świetnie prosperującą firmę. Z potrzeby serca włączyła się wtedy finansowo w budowę krakowskiej Arki Pana, czyli kościoła pw. Matki Bożej Królowej Polski. Jej życie tak się jednak poukładało, że straciła to, co miała, a później zawędrowała pod Wawel. Tu zaangażowała się w działalność nieistniejącego już stowarzyszenia pomagającego potrzebującym. W końcu władze miasta poprosiły, by założyła swoją fundację. Tak powstał Nasz Dom, który teraz pani Miecia chce oficjalnie zawierzyć Matce Bożej Fatimskiej. 13 maja, we wspomnienie MB Fatimskiej, o godz. 14 podczas Mszy św. figurę, którą przywiozła z Fatimy, poświęcą ks. Maciejczyk oraz o. Grzegorz Marszałkowski OFM Cap, dyrektor krakowskiego Dzieła Pomocy św. Ojca Pio, z którym pani Mieczysława ściśle współpracuje. Na tę uroczystość zaproszona jest cała okolica, a dla gości po Mszy św. zaśpiewa Lidia Jazgar.

– Orędzie płynące z Fatimy mocno inspiruje mnie do działalności, dlatego chcę jeszcze bardziej zbliżyć się do Maryi. Wierzę też, że to Pan Bóg mnie tu przysłał. Kiedyś miałam światowe życie. Teraz moje życie jest dla Niego i dla potrzebujących. Do końca moich dni chcę im służyć, bo jestem przekonana, że w każdym człowieku jest ukryte dobro. Trzeba tylko umieć je wydobyć – wyznaje pani Miecia. Wiele osób śmiało się, w co się pakuje, chcąc mieszkać z bezdomnymi mężczyznami, a ona, jakby na przekór temu wszystkiemu, dziękuje Bogu, że tak ją wyróżnił. Deklaruje też, że statuetkę Miłosiernego Samarytanina traktuje jako zobowiązanie i wyzwanie. – Chciałabym przyjąć tu jeszcze więcej osób i marzę, by otworzyć podobny dom dla kobiet. Jeśli Pan Bóg da mi osoby do współpracy, to wszystko jest możliwe – mówi.

Miejsce pełne miłosierdzia

Oprócz pomocy nieba pani Mieczysława może też liczyć na wsparcie ziemskich aniołów. Wśród nich są dwie inne Miłosierne Samarytanki – pielęgniarka Brygida Mazgaj (statuetkę dostała za rok 2017) i dr n. med. Krystyna Komnata (wyróżniona za rok 2016). Pani Krystyna żartuje, że Pan Bóg najpierw zrobił jej niespodziankę i ją nagrodził, a następnego dnia pokazał, czego od niej oczekuje. – Gala samarytan była w piątek, a w sobotę przyszła do mnie Brygida Mazgaj i powiedziała, że musi mnie gdzieś zaprowadzić. Od tego czasu zajmuję się Miecią, która stała się moją pacjentką, oraz jej podopiecznymi, bo na dzień dobry zapytała: „Pani doktor, zajmie się pani nami?” – opowiada.

Efekt jest taki, że K. Komnata albo przyjeżdża do Naszego Domu, albo jego mieszkańcy przychodzą do przychodni dla osób bezdomnych, z którą współpracuje (przy Dziele Pomocy św. o. Pio), bo działa w Stowarzyszeniu Lekarzy Nadziei. Także w przychodni, w której pracuje etatowo, dużo osób zdecydowało się wspierać fundację. – Mówiąc o Mieczysławie, nie wiadomo, od czego zacząć. Są ludzie, których wynosi się na piedestały. A niedaleko Łagiewnik mieszka kobieta, której coraz bardziej schorowane ciało nie może podołać tej liczbie talentów, jakimi ją Pan Bóg obdarzył. Ciężko zagonić ją do łóżka, choć sytuacja często tego wymaga. Mówi, że panowie muszą coś zjeść, a oni tak lubią, gdy ona im gotuje... Emanuje też taką serdecznością, że wszyscy czują się przy niej jak przy matce – zapewnia pani doktor. Pani Brygida dodaje, że pani Miecia jest po prostu dobra jak chleb. Tak jak patron Naszego Domu. Ksiądz Maciejczyk w działalności pani Mieczysławy dostrzega jeszcze jedną ważną rzecz. – Dzięki jej opiece i obowiązkom, jakie powierza podopiecznym, ci mężczyźni odzyskują wiarę w siebie i odkrywają, że coś potrafią, że mogą kimś być, na miarę swoich możliwości – mówi.

Panowie przemieniają się też duchowo, bo niejeden z nich został już przez ks. Michała oraz przez oo. dominikanów (którzy raz w tygodniu przyjeżdżają do Rajska) doprowadzony do pojednania z Bogiem. Z kolei krakowska pieśniarka Lidia Jazgar mówi, że M. Tomaszewska jest kobietą niezwykłą – w jednej chwili jest ciężko zapracowana, a w następnej przychodzi w szpilkach, pięknie ubrana. Nic, co ludzkie, nie jest jej obce, nie ma dla niej sytuacji nie do rozwiązania i wszystko potrafi dopiąć na ostatni guzik. – Najważniejsze jest jednak to, że Nasz Dom ma być miejscem maryjnym i pełnym miłosierdzia – podkreśla L. Jazgar.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL