GN 25/2019 Archiwum

To był maj!

W każdy wieczór tego miesiąca między blokami na Bieżanowie unosi się głośny śpiew Litanii Loretańskiej. Od 25 lat mieszkańcy pielęgnują tradycję nabożeństw majowych przy kapliczce, którą sami wybudowali.

Zaczęło się od parafialnego konkursu na najpiękniejszą zieleń osiedlową. Był rok 1993. Rywalizację wygrali mieszkańcy bloku 27 przy ul. Aleksandry, a nagrodą było... odprawianie nabożeństw majowych przy ich budynku. Od tego czasu, rok po roku, gromadzą się tam ludzie z całego Bieżanowa Nowego: księża, siostry zakonne, harcerze, ministranci, małżeństwa i dzieci, seniorzy i młodzi. Jak wylicza Stefan Domin, który od początku opiekuje się osiedlową kapliczką Matki Bożej, w ciągu ćwierćwiecza mogło przewinąć się tu prawie 40 tys. osób. – Co roku są tu inni ludzie – opowiada. Ponad 40 z nich już nie ma na tym świecie. Za nich mieszkańcy Bieżanowa modlą się w każdy piątek maja.

Matka Boża od najtrudniejszych spraw

Po raz pierwszy Litania Loretańska została odśpiewana przy prowizorycznym ołtarzyku. Jednak już rok później mieszkańcy umieścili na drzewie małą kapliczkę z figurką Matki Bożej. Kilka razy zmieniała miejsce, bo pojawiły się pytania o własność gruntu, prowadzone też były nowe inwestycje na osiedlu. Najdłużej wisiała na potężnej wierzbie płaczącej, ale stare drzewo trzeba było przyciąć. Wówczas wzniesiono cokół, na którym kapliczka wreszcie odnalazła stałe miejsce. Wmurowano tam przywiezione przez pielgrzymów okruchy skał, listki drzew i kwiatów z Ziemi Świętej, a także roślinność z San Marino, cząsteczki skał z Asyżu, pl. św. Piotra, San Giovanni Rotondo i Loreto, listki z Wiednia od Matki Bożej Elekcyjnej i z Padwy od św. Antoniego, a także źdźbła zbóż z Kalwarii Zebrzydowskiej, różaniec z Jasnej Góry i wodę z Fatimy.

Znajduje się tam także ułamek marmuru z rodzimego sanktuarium Najświętszej Rodziny w Bieżanowie. Na wieczną rzeczy pamiątkę umieszczono w cokole także monety z czasów PRL i Polski współczesnej. Wiszą tu tabliczki, które uwieczniają historię wysłuchanych próśb, zanoszonych do Maryi. Dowód skutecznego działania okazała już pierwszego dnia. Maj 1993 r. był upalny i suchy, ludzie modlili się o deszcz. Nie dośpiewali litanii nawet do połowy, gdy pogodne niebo zasnuło się chmurami i na ziemię spadły ożywcze krople. – Nasza Matka Boża jest od najtrudniejszych spraw. Ciekawe, że takie niepozorne miejsce sobie upodobała. Jest skuteczna przede wszystkim wtedy, kiedy zdrowie szwankuje, kiedy człowieka czeka skomplikowana operacja. Nie słyszałem, żeby w takiej sytuacji nie pomogła – zapewnia Stefan Domin. Zaświadczyć o tym może artystka plastyk Maria Dulemba, która w 2008 r. podjęła się odnowienia figurki. W tym czasie kilka razy otrzymała konkretną pomoc od Maryi. – Z żalem rozstawała się z figurką, a za renowację nie wzięła ani grosza – wspomina pan Stefan.

Takiej broni nikt nie ma

Do kapliczki Stefan Domin ma najbliżej, widzi ją z okien mieszkania na parterze bloku 27. Jednak nie dlatego roztoczył nad nią opiekę. Matka Boża Loretańska wspiera go od dawna. W trudnych czasach komuny prowadził Ognisko Maryjne u ojców kapucynów przy Loretańskiej. Gromadziło się tam kilkudziesięciu czcicieli Matki Bożej. – W czasie stanu wojennego zostaliśmy zdradzeni. Przyjechała milicja. Zakrystian Józef mówi do mnie: „Panie Stefanie, jest gorzej niż źle!” – opowiada mężczyzna. Wierzył, że z takiego miejsca nikt nie ma prawa ich ruszyć, nikt ich też nie skrzywdzi, bo Maryja Loretańska czuwa nad swoimi dziećmi. I rzeczywiście. – Mamy broń, jakiej nikt nie ma – zapewnia. „Gdy ktoś będzie do was podchodził, wy – różaniec do ręki, rękę podnosicie do góry i modlicie się” – tak instruował kolegów i koleżanki. Gdy wychodzili ze spotkania, milicja rozstępowała się bez słowa. – To cud. Matka Boża szła na przedzie, a my za Nią – uważa dziś pan Stefan.

Takich sytuacji w mrocznych latach stanu wojennego było więcej. Gdy na Niepokalane Poczęcie spotkali się pod kapliczką Matki Bożej na Zjeździe, towarzyszyły im milicyjne nyski. – Postanowiliśmy, że za każdą z nich odmówimy Różaniec. Wyczytywaliśmy numer rejestracyjny i zaczynaliśmy. Najpierw „Ojcze nasz”, potem „Zdrowaś, Maryjo”. Auta, jedno po drugim, odjeżdżały. Zostawili nas w spokoju – przypomina sobie Stefan Domin. Mieszkańcy Bieżanowa co wieczór, bez względu na pogodę, przychodzą pod kapliczkę, by śpiewać dla Maryi. Gdy między blokami rozbrzmiewa Litania Loretańska, do Matki Bożej unosi się modlitwa za ojczyznę i Kościół, za dzieci i młodzież, za kapłanów i Ojca Świętego, o pokój na świecie i dobre urodzaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL