Nowy numer 48/2020 Archiwum

Cierpliwy aż do śmierci

Bł. Michał Giedroyć jest człowiekiem średniowiecza, ale przez wieki niesie przesłanie, które jest wciąż aktualne. Pokazuje, jak całkowicie zawierzyć Chrystusowi, mimo cierpień i ograniczeń fizycznych. Jego kult jest wciąż żywy, a do kościoła św. Marka, gdzie żył i posługiwał, przychodzą pielgrzymi, by powierzać mu swoje sprawy.

– Wszystkie małe rzeczy robił z miłością, z poczuciem ogromnego sensu i woli Bożej, nie oszczędzając się w niczym, co było widać w jego wielkiej gorliwości. Ale im bardziej starał się ukryć, tym bardziej Bóg go wydobywał – mówi s. Adelajda Sielepin z zakonu jadwiżanek wawelskich, których patronem jest bł. Michał.

Nie przestawał się modlić, kontemplując mękę Pańską przed krucyfiksem i powierzając się Maryi przed Jej wizerunkiem, nazywanym później obrazem Matki Boskiej Giedroyciowej. Prowadził surowe, wypełnione ciężką pracą i wyrzeczeniami życie. Tradycja mówi, że pewnego dnia Jezus ukazał się pokornemu zakrystianowi, by go utwierdzić w wierze i umartwieniach. Michał miał usłyszeć z krzyża: „Bądź cierpliwy aż do śmierci, a weźmiesz koronę chwały”. Wyznał to dopiero spowiednikowi przed śmiercią.

Pierwszym krzyżem było dla niego kalectwo, które przyjmował z pokorą, w zjednoczeniu z Chrystusem. – Jego powołaniem nie było cierpienie, ale życie dla Chrystusa i z Chrystusem – zwraca uwagę s. Sielepin. Michał uczy, że przylgnięcie do Boga pomaga znosić cierpienia. – Wszystko robił dla Chrystusa i razem z Nim. Trudne doświadczenia umocniły jego bliskość z Jezusem – dodaje.

Przychodzili do niego chorzy. Uznawany za przyjaciela Boga, proszony był o modlitwę wstawienniczą i modlił się dobrze, to znaczy – był wysłuchiwany. Ludzie pytali go o przyszłość, ale ci, którzy przychodzili do niego z próżnej ciekawości, słyszeli tylko: „Bogu to samemu wiadomo. On łaski prorokowania tylko wielkim swoim ulubieńcom czasem użycza, ja zaś wielki grzesznik jestem”. Zdarzało się jednak, że ulegał. Pewna kobieta zapytała go o przyszłość swych synów. Jeden z nich, jak przepowiedział jej Michał, został księdzem, jednak drugi miał skończyć życie „na postronku”. Widząc rozpacz niewiasty, błogosławiony żałował, że uległ jej prośbom.

Jak podkreśla ks. Kazimierz Skwierawski, Michał spotkał w swoim życiu Jezusa, którego bardzo kochał, i z którym się zaprzyjaźnił. – Michał nie poprzestał na zakonnym regulaminie modlitwy. Wykorzystywał każdą chwilę dnia, aby przed Nim uklęknąć. Wiedział, że trzeba nieustannie wzrastać w miłości, jaką Zbawiciel daje człowiekowi – wyjaśnia. Słynął z miłosierdzia. Otrzymaną jałmużnę przekazywał na potrzeby Kościoła i rozdawał ubogim, dzielił się z nimi wszystkim, co posiadał. Asceza i surowe życie doprowadziły do wyczerpania i osłabienia wątłego przecież od dzieciństwa Michała. Gdy jego życie dobiegało końca, przełożony wspólnoty poprosił, by zostawił braciom słowa na przyszłość. Zalecił im miłość, mówiąc: „Gdzie to jest, tam Pan Bóg jest, Bóg jest Miłością, i kto mieszka w miłości, w Bogu mieszka, a Bóg w nim”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama