Nowy numer 41/2019 Archiwum

On nas budzi

– Bóg objawił mi się w ciepłym powiewie wiatru – tak opowiada o mistycznym doświadczeniu, które przeżył w pustelni w Annaya. Libański katolik, maronita, który nosi na ramieniu odcisk dłoni św. Szarbela, spotkał się z krakowianami w kościele Świętego Krzyża.

Urodził się w Bejrucie, w rodzinie chrześcijańskiej. Modlił się, chodził do kościoła, ale – jak sam przyznaje – nie mógł zrozumieć Eucharystii. Jego dziadek był księdzem. Chłopiec chodził z nim do kościoła i obserwował, co się tam dzieje, ale nie potrafił tego pojąć.

Mały chleb i wielka miłość

– U maronitów jest zwyczaj, że hostie wypieka się w domu księdza. Piekłem więc dla dziadka ten chleb. Połowę zjadałem, połowę mu oddawałem. Byłem zdumiony za każdym razem, kiedy pod koniec Mszy widziałem kolejkę ludzi, którzy stali, by otrzymać mały kawałek tego chleba – opowiadał w kościele Świętego Krzyża, przyznając, że chciał nawet nauczyć ich wypiekania chleba, żeby nie musieli więcej stać w tej kolejce.

Dziadek wytłumaczył chłopcu, że kiedy się modli, Bóg zstępuje z nieba i staje się kawałkiem chleba. W tym kawałku trafia do ludzkich serc. – A ponieważ Bóg jest miłością, ludzie zaczynają się wzajemnie kochać – tak streszczał w Krakowie nauki dziadka. Kiedy wybuchła wojna między chrześcijanami a muzułmanami, Raymund miał 13 lat. Walczył i codziennie tracił kolejnych przyjaciół. Na pogrzebie jednego z nich zadał sobie pytanie, dokąd on trafił. Po co Bóg daje ludziom życie, skoro i tak muszą umrzeć? Jaki w tym jest sens? Był zdumiony i zagubiony. Postanowił szukać Boga na trzy sposoby: walcząc na wojnie, studiując i modląc się. Ucieszył się, gdy zdobył stypendium w Wielkiej Brytanii, gdzie mógł studiować inżynierię nuklearną. Miał nadzieję, że dzięki zdobytej wiedzy pozna sekret istnienia świata. Niestety, choć przyswoił wiele informacji, nie przyniosły mu one odpowiedzi na najważniejsze pytania.

Nurkowanie w słońcu

Raymund miał zwyczaj modlić się w Annaya, gdzie znajduje się klasztor św. Szarbela. – W Libanie każdy wie, że on żyje w innym świecie, ale także jest tutaj. Chciałem, by mi opowiedział, jak to jest po drugiej stronie – wyjaśniał. Wchodził do jego eremu, zapalał świece i pytał świętego o tajemnice wszechświata i jego Stwórcy. Pewnej listopadowej nocy, gdy tak się modlił, poczuł podmuch ciepłego wiatru. Wiał wokół niego, coraz mocniejszy, coraz gorętszy. – Wszystko wokół się trzęsło i fruwało, liście na drzewach i piasek na ziemi, ale płomienie świec były jak zamrożone – opowiadał. Wyciągnął rękę, chciał dotknąć nieruchomego płomienia, by przekonać się, czy nie ma halucynacji, ale zanim do tego doszło, został przeniesiony do innego świata. Opowiadał, że zmysły jakby się zatrzymały: nic nie czuł, nic nie słyszał. – Zanurzyłem się w świetle. To było jak nurkowanie w słońcu, tylko że czułem się, jakby to było milion słońc – wspominał. Światło nie raniło oczu, było przejrzyste i mocne. Nader poczuł, że nie jest sam. Ktoś mówił do niego bez słów i bez głosu. – Pytałem: „Kim jesteś? Kim jestem ja?”. Ogarnęło mnie uczucie niewysłowionego pokoju, radości i mocy, miłości i czułości. Wtedy usłyszałem: „To jestem Ja” – relacjonował. Bóg mu się objawił, choć nie pokazał mu twarzy. Pozwolił się poczuć. – Byłem ekstremalnie szczęśliwy – wyznał.

Gdy po wszystkim wyszedł z pustelni, poczuł na ramieniu gorące dotknięcie. Po powrocie do domu zobaczył ślady pięciu palców oraz spływające z nich krew i wodę. Wszystko w jego życiu się zmieniło. Pod wpływem cudownych wydarzeń R. Nader założył grupę modlitewną Rodzina św. Szarbela i poświęcił życie na głoszenie Ewangelii. Jest bliskim współpracownikiem antiocheńskiego patriarchy maronitów i dyrektorem chrześcijańskiej telewizji satelitarnej Noursat, która nadaje programy na Bliski Wschód. – To telewizja arabska. Jest nas w Libanie 1,5 mln chrześcijan otoczonych przez 300 mln muzułmanów. Chciałem, by orędzie Ewangelii docierało do nich w ich własnym języku – tłumaczy.

Podróżuje po całym świecie, dając świadectwo wiary, opowiadając o swoim spotkaniu ze św. Szarbelem, ewangelizując i nauczając. – Wszystko, czego dziś pragnę, to przyprowadzać ludzi do Jezusa – mówił w Krakowie. Cudowne doświadczenie dotknięcia powtarza się w jego życiu raz albo dwa razy w roku z okazji świąt związanych ze św. Szarbelem. Świadkami tych wydarzeń są tysiące wiernych, którzy w tym czasie modlą się w klasztorze libańskiego mnicha. – Czego on od nas chce? Dlaczego przez niego dokonuje się tyle cudów? – pyta jego duchowy syn. – Bóg nie stworzył nas do śmierci, ale do miłości. Kocha nas głębiej, niż potrafimy to sobie wyobrazić i pragnie, byśmy żyli z Nim na wieki w Jego królestwie. Święty Szarbel nas budzi. Mówi nam: „Miejcie odwagę głosić Jezusa, bądźcie silni i szczęśliwi, bo wasz dom jest w królestwie Boga”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL