GN 45/2019 Archiwum

Maryja czeka, a sił dodaje Bóg

Poznali się w Strzegowej. Przypadkiem albo zrządzeniem Opatrzności. Dorota była „medyczną”, czyli pomagała pielgrzymom, którym trud wędrówki na Jasną Górę dawał się we znaki. Pewnego dnia zjawił się u niej Jarosław.

Dziś śmieje się, że nigdy nie był zbyt odporny na ból ani na widok krwi, a Dorota bezbłędnie to wyczuła. Opatrując bąble, zagadywała go więc, jak umiała. Czy od razu między nimi zaiskrzyło? Trudno powiedzieć, ale oboje wiedzieli, że skoro do końca pielgrzymki zostało jeszcze kilka dni, to znajdą okazję, by znów ze sobą porozmawiać. – Powiedziałem, że jeszcze do niej przyjdę, a ona – że też mnie znajdzie. W ten sposób wędrowaliśmy razem do Maryi. W kolejnych latach też wspólnie chodziliśmy w Pieszej Pielgrzymce Krakowskiej, choć początkowo nie wiedzieliśmy, że ta droga na Jasną Górę doprowadzi nas do ślubu. Tak stało się po 5 latach – opowiada Jarosław Kazubowski.

Fundament życia

Miłość, wierność i uczciwość małżeńską ślubowali sobie w kolegiacie św. Anny, a 90 proc. ich gości stanowiła pielgrzymkowa brać. Dorota i Jarek od samego początku byli bowiem bardzo zaangażowani w organizację PPK, więc z wieloma osobami przyjaźnili się i traktowali je jak jedną wielką rodzinę. – To były specyficzne czasy, tuż po stanie wojennym, gdy trwały szeroko zakrojone represje wobec ludzi wierzących i tych, którzy utożsamiali się z niepodległością, polskością. Trzeba więc było manifestować swoją wiarę, a mnie bardzo odpowiadała forma takiego grupowego wyrażania solidarności społecznej, właśnie poprzez wiarę połączoną z pielęgnowaniem patriotyzmu – wspomina Jarosław.

Zarówno on, jak i Dorota pochodzili z rodzin o mocnych korzeniach religijno-patriotycznych, dlatego udział w pielgrzymce był dla nich kontynuacją tradycji zaszczepionej głęboko w sercu. – Należałem do grona osób zajmujących się przygotowaniem tras, wyszukiwaniem postojów, odwiedzinami u proboszczów, których prosiliśmy o gościnę, i sprawdzaniem, czy daną drogą na pewno przejadą samochody dostawcze i sanitarne. A trzeba pamiętać, że był moment, w którym w Pieszej Pielgrzymce Krakowskiej szło ok. 20 tys. osób, podzielonych na trzy człony. To wymagało naprawdę ogromnej logistyki, a przecież wszystko, czego potrzebowaliśmy (w tym kable, nagłośnienie), trzeba było zdobywać, a nie kupować tak, jak to jest możliwe teraz – wspomina J. Kazubowski i żartuje, że jego zadania były niczym opracowywanie struktury paramilitarnej. Trzeba było wszystkie trasy rozrysować, kilka razy je przejechać, wiedzieć, gdzie urządzić kuchnię, gdzie znajduje się szpital i gdzie zamieszka lekarz. – Ja z kolei cały czas działałam w służbie medycznej, koordynując ją w trzonie pielgrzymki. Na Jasną Górę szliśmy w sumie ponad 20 razy, także z córką, która pielgrzymkę ma we krwi, bo po raz pierwszy szła z nami, będąc jeszcze w moim brzuchu. Później, przez kilka lat, nasi rodzice dowozili nam ją na miejsca postojów, bo nawet będąc młodą mamą, pielgrzymki odpuścić nie chciałam – śmieje się D. Kazubowska.

Małżeństwo zapewnia też, że czas, który oddawali PPK, przyniósł im wiele radości, satysfakcji i umocnienia w wierze. Zwłaszcza że trzeba było także mierzyć się z pomysłami SB, która robiła, co mogła, by uprzykrzyć pielgrzymom życie. – Do stodół, w których spaliśmy, podrzucano na przykład prezerwatywy, by gospodarze nie mieli do nas zaufania i nie chcieli nas gościć za rok. Służby potrafiły też przekopać leśną drogę tak, by powstał głęboki rów, przez który nie dało się przejść. Podchodziliśmy do tego spokojnie, dziękując potem Maryi, że mimo wszystko pomogła nam dotrzeć do celu – opowiadają. Piętrzące się obowiązki zawodowe i problemy ze zdrowiem uniemożliwiły w końcu dalsze pielgrzymowanie, ale mimo to Dorota i Jarosław nie rozstali się z PPK, tylko nadal ją wspierali i pomagali w organizacji. Mają też zwyczaj, że raz w roku całą rodziną jadą na Jasną Górę, wspominając po drodze miejsca, w których bywali, i ludzi, których tam spotykali. – Wiara jest dla nas podstawą życia, jego fundamentem, a Maryja jest nam szczególnie bliska i dla nas ważna. Na Niej trzeba się opierać w codziennym życiu i przyjaźnić się z Nią, zawierzając wszystkie swoje sprawy. Dlatego cieszę się, że wciąż tak wiele osób uczestniczy w PPK, choć jednocześnie boli mnie, że równie wielu ludzi odchodzi od wiary – mówi Jarosław.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama