Nowy numer 42/2019 Archiwum

Szczęście na kółkach

Adam i Natalia. Politolog i pedagog. Marzą i dążą do wyznaczonych celów, i nie przeszkadza im, że oboje poruszają się na wózkach inwalidzkich. – Ograniczenia są w naszych umysłach – twierdzi Natalia. Od trzech lat są małżeństwem.

Wózki inwalidzkie są ich codziennością od dzieciństwa, ale dzięki wsparciu rodziny, przyjaciół i znajomych mogą funkcjonować jak każdy zdrowy człowiek. – Bardzo duży wpływ na to, jak wygląda teraz nasze życie, ma fakt, że naszą niepełnosprawność przyjęliśmy i zaakceptowaliśmy – podkreśla Adam. – Nie skupiamy się na tym, czego nam brakuje albo jak nas to ogranicza. Staramy się cieszyć tym, co mamy – dodaje Natalia.

Miłość offline

Poznali się przez internet. Od słowa do słowa doszli do wniosku, że online nie zbudują żadnej głębszej relacji i muszą jak najszybciej spotkać się w realu. Zaiskrzyło. Uczucie rozwijało się, choć obojgu ciążyła świadomość, że przyjdzie im pokonać wiele przeciwności, by mogło się spełnić. Postanowili być razem mimo wszystko. Mimo obaw, trudności i „dobrych” rad tzw. życzliwych. – Każdy człowiek chce kochać i chce czuć się kochany, a niepełnosprawność nie daje tej regule wyjątku – mówią dzisiaj. Twierdzą, że ich związek jest taki sam, jak małżeństwa osób zdrowych. Tak jak oni, starają się być dla siebie oparciem i obdarzają się miłością, a sprawność czy jej brak nie ma tutaj żadnego znaczenia. Różnią się może tylko tym, że nie boją się prosić o pomoc. Wiedzą, że nie poradzą sobie bez ludzi, wśród których żyją. – Ważne jest dla nas to, że dajemy nadzieję innym wózkowiczom – deklaruje małżeństwo. Zarażają radością i optymistycznym podejściem do życia. Lubią ludzi. Wciąż poznają nowe osoby, mają krąg przyjaciół, z którymi wiąże ich wiele niezapomnianych chwil i zapadających w serce spotkań. Sporo podróżują. Adam pasjonuje się fotografią, Natalia – dobrym kinem. On, z wykształcenia politolog, pracuje w domu jako analityk internetowy. Ona, rok starsza, ma wykształcenie pedagogiczne. Mówią o sobie „dwoje pozytywnych ludzi”. Wykonywana zdalnie praca daje im poczucie satysfakcji i spełnienia. Bardzo sobie cenią to, że dzięki niej nie tylko rozwijają nowe umiejętności, ale też mogą samodzielnie utrzymać rodzinę, mimo niepełnosprawności.

Zerwali się z kanapy

Pierwsza myśl o wyruszeniu do grobu św. Jakuba pojawiła się w czasie Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Snuli marzenia o Santiago de Compostela, choć nie wiedzieli jeszcze, jak mogliby zorganizować wyprawę dwojga osób na wózkach. Gdy Kraków opanowała młodzież z całego świata, Natalia i Adam zaczęli głośno mówić o swoim pragnieniu. Oboje są doświadczonymi pątnikami. Od lat pielgrzymują na Jasną Górę z dominikanami. To na dominikańskim szlaku podzielili się swoim pomysłem ze znajomymi z Katolickiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych i Przyjaciół „Klika”. Ci szybko podchwycili temat i po powrocie z Jasnej Góry rozpoczęły się przygotowania do wyruszenia na jedną z najstarszych w Europie dróg pielgrzymich. Nie mogli zerwać się z wózków, ale wstali z kanapy, jak chciał papież Franciszek. Najważniejsze wyzwania? – Wyznaczenie trasy, przygotowanie techniczne wózków i całego logistycznego zaplecza – wymienia bez wahania Adam. – Ważne było określenie intencji, z jaką będziemy pielgrzymować – dodaje jego żona. Wspólnie postanowili, że będą modlić się o pokój na świecie. Zostali otoczeni niezwykłym wsparciem. Ludzie modlili się za nich, dokładali kolejne złotówki do skromnych zasobów. Ekipa powiększyła się o tych, którzy – idąc na własnych nogach – mieli bezpiecznie i sprawnie pchać inwalidzkie wózki Natalii i Adama, i dwoje innych niepełnosprawnych, którzy wyruszyli wraz z nimi w drogę. Do grobu św. Jakuba nieśli wdzięczność za bezinteresowną pomoc wielu ludzi i intencje, które im powierzano w ciągu roku przygotowań do pielgrzymki. – Na szlaku czuliśmy łączność i wsparcie tych osób. Za nich ofiarowaliśmy nasz trud, bo to dzięki nim niemożliwe stało się możliwe – wspomina z wyraźnym wzruszeniem Natalia. Ludzka dobroć dawała im siłę do pokonywania kolejnych etapów. W ciągu 16 dni, od Oviedo do Santiago de Compostela, pokonali 400 km. – Było pięknie. Do dziś pamiętam szum oceanu, zapach lasów eukaliptusowych i majestat hiszpańskich gór – opowiada Adam, dodając jednak od razu, że momentami było też bardzo trudno. – Przemierzaliśmy trudne odcinki w lasach, wyboiste ścieżki oraz spore przewyższenia. Trzeba było sobie radzić także z pękającymi dętkami w naszych wózkach oraz innymi drobnymi usterkami – przyznaje. Do dyspozycji mieli samochód, w którym przewozili bagaże i części zapasowe do wózków. W razie potrzeby auto służyło im też jako miejsce odpoczynku i schronienie. Całą drogę modlili się, żeby się nie rozpadło. Po powrocie mechanik orzekł, że samochód mógł się w każdej chwili przegrzać i wybuchnąć. Mieli wiele szczęścia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL