Nowy numer 41/2019 Archiwum

W tandemie trzeba się dograć

Jerzy, Waldemar i Paweł – są młodzi, wysportowani i pełni energii. Wspinają się, biegają, pływają, jeżdżą na rowerach. To, że są niewidomi, nie przeszkadza im żyć pełnią życia. – Nie widzę przeszkód – mówi każdy z nich.

Tak nazwali swoje stowarzyszenie. Przesłanie jest proste: chcą udowodnić sobie i innym, że ograniczenia nie istnieją. Wyznaczają sobie kolejne cele, by tych, którzy zmagają się z niepełnosprawnością, zmobilizować do radości życia i przekraczania granic wyznaczonych przez fizyczne braki. – Zdrowych chcemy trochę zawstydzić, pokazać im, że mają wszystko, by żyć pełną piersią. Może niektórzy na nasz widok trochę się ogarną – mówi Jerzy Płonka, serce i mózg stowarzyszenia „Nie widzę przeszkód”.

„Nie da się” nie istnieje

Jego wzrok słabł powoli. Jako dziecko czytał, grał w piłkę, ale z czasem widział coraz gorzej, aż w końcu ogarnęła go całkowita ciemność. Nie zbuntował się. Nie zrezygnował z życia. Postanowił udowodnić, że sobie poradzi. I udowadnia. Jest alpinistą, biega w maratonach, jeździ na rowerze. Zrobił kurs żeglarski i lawinowy. Widzi więcej niż jego widzący przyjaciele. Przyjaźnił się z ks. Janem Kracikiem. Kiedy znany i szanowany przez krakowian kapłan zmarł na raka, Jurek postanowił uczcić jego pamięć wyprawą na Mont Blanc. Podobno została zorganizowana w 48 godzin. W 2013 r. wszedł na najwyższe wzniesienie Irlandii. Na Bałkanach zdobył 11 szczytów w dwa tygodnie, a po miesiącu poszedł na Grossglockner w Austrii. Zaliczył 44 góry i do korony brakuje mu zaledwie dwóch. – Robimy wiele szalonych projektów. Przygoda ze stowarzyszeniem zaczęła się od tandemu. Zrobiliśmy z Jurkiem trasę od Jarosławia do Gdańska, no i tak nasza przyjaźń rozkwitła. Założyliśmy stowarzyszenie, dobrze się bawimy i robimy coś fajnego dla innych – potwierdza Michał Misza, wiceprezes tych, którzy „nie widzą przeszkód”.

To będzie droga krzyżowa

Pomysł na wyjazd do Santiago de Compostela był spontaniczny. Nie mieli czasu na przygotowania, bo każdy z nich pracuje. Jednak logistykę, zaplecze techniczne i trasy przejazdu trzeba było opracować. Zajęła się tym Anna Pochłopień. – Postawiliśmy na Santiago, bo nie lubimy nudy i chcieliśmy sobie trochę utrudnić. Niektórzy z nas jadą tam po to, by odwiedzić miejsce ważne dla kultury duchowej Europy. Głównie jednak chcemy zmierzyć się ze swoimi słabościami na tej trasie – podkreśla. Spodziewają się, że pojawią się trudności, ale nie obawiają się o takie rzeczy, jak rowery czy samochód. – Najbardziej boimy się, że zawiedzie pogoda albo że kempingi, na których chcemy nocować, będą przepełnione i zabraknie dla nas miejsc – mówi. Nie jadą trasą Camino. – Śmialiśmy się ostatnio, że to jest szlak Stowarzyszenia „Nie widzę przeszkód”, bo mamy wyznaczony swój, a na Camino wjeżdżamy dopiero od Barcelony – tłumaczy Anna. Do Hiszpanii dotrą przez Słowację, Austrię, Włochy i Francję. Planują zwiedzić najciekawsze, ich zdaniem, miasta na trasie. – Biegam od kilku lat, z rowerem mierzę się dopiero od niedawna. W marcu Jurek zaproponował pielgrzymkę i od razu podjąłem decyzję: robimy to – mówi Waldemar Pęziak, jeden z niewidomych uczestników wyprawy. – Jedziemy pokazać, że to zrobimy. Przerażają temperatury, trudne tereny. To z pewnością będzie dla nas droga krzyżowa, ale myślę, że damy sobie z tym radę. Czego życzyć? Wytrwałości i dużo energii. W tandemie lepiej nie oszukiwać, trzeba się dograć – dodaje Waldek.

Jak pojmuje swoją rolę widząca ekipa wspierająca? – Jesteśmy oczami i pomocą dla naszych rowerzystów niewidzących. Dzięki nim będziemy mogli poznać z innej strony tę pielgrzymkę. Nie tylko jako osoby widzące, ale też jako niewidzące – odpowiada Anna. To dla nich wyzwanie i odpowiedzialność. – Wielu z nas jeździło dotąd na rowerach jednoosobowych, a to jest zupełnie coś innego. Trzeba dogadać się z osobą, która siedzi z tyłu i dograć się. Nie jadą zgrane ekipy, każdy z nas codziennie się zmienia, jedziemy w różnych konfiguracjach. Chodzi o to, żeby zawsze były dwie osoby na rowerze i dwie w samochodzie – wyjaśnia. – W sumie przed wyprawą byliśmy dwa razy na rowerze testować, czy działa. Czy mamy pewność, że wytrzymamy? Nie jedziemy cały czas, tylko się zmieniamy, czyli np. w pierwszym etapie z Krakowa do Genui jedzie 6 osób, z czego co dwa dni dwie osoby jadą w samochodzie – tłumaczy Jurek. – To budujące dla ludzi, którzy zastanawiają się, co zrobić ze swoim życiem. Gdy widzą osoby niewidome na rowerach, wspinające się albo jeżdżące na nartach, jest to dla nich wstrząs. Często dzięki temu mobilizują się, by coś zrobić ze swoim życiem – podsumowuje M. Misza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL