Nowy numer 41/2019 Archiwum

Cztery wieki cudów

Na obrazie koronowanym 24 sierpnia 1969 r. przez kard. Karola Wojtyłę Maryja przytula do policzka małego Jezusa. I dziś przytula każdego, kto przychodzi powierzyć Jej swoje troski – zapewniają mieszkańcy Myślenic.

Te historie w zasadzie nie powinny mieć szczęśliwego finału. Wbrew medycynie i sugestiom lekarzy stało się jednak inaczej...

Nie boisz się sądu?

Doktor Bogdan Suder, znany i ceniony przez pacjentów kardiochirurg pracujący w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II, dobrze wie, że choć podręcznikowa teoria jest ważna, to gdy ta zawodzi albo gdy sprawa dotyczy szczególnie trudnego przypadku, wiele zdziałać może modlitwa. Nie bez powodu od kilku lat należy do działającej przy myślenickiej parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny (sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej) wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym „Nazaret”.

Kiedyś dr Suder dwukrotnie operował pewną młodą kobietę. Wróciła do zdrowia, ale serce miała mocno osłabione. Po jakimś czasie znów do niego zadzwoniła. Była w ciąży, a prowadzący ją ginekolodzy proponowali aborcję, mówiąc, że jej serce nie przetrwa ani całej ciąży, ani porodu. Zagrożone będzie też życie dziecka. Szukała mądrej rady i wiedziała, że znajdzie ją u swojego kardiochirurga. – Miałem głębokie przekonanie, żeby tej ciąży nie usuwała, że wszystko będzie dobrze. I tak jej poradziłem – opowiada. Niebawem zadzwonili do niego ginekolodzy zajmujący się „niesforną” pacjentką. Argumentowali, że dwa razy próbowali prowadzić ciążę u kobiet z takim samym schorzeniem, ale zawsze źle się to kończyło. Z tego powodu mieli nawet sprawy w sądzie. – W sercu usłyszałem wtedy dwa cyniczne zdania: „I co teraz zrobisz? Nie boisz się sądu, prokuratury?”. Nie bałem się. Miałem jeszcze głębsze przekonanie, że moja pacjentka nie powinna usuwać ciąży i że wszystko będzie dobrze. Wraz z żoną postanowiłem też codziennie modlić się za tę kobietę na różańcu. O modlitwę poprosiłem też przyjaciół i znajomych – wspomina dr Suder.

W połowie ciąży znów zadzwonili do niego ginekolodzy. Nie rozumieli tego, co się dzieje – wbrew wszelkim naukowym przesłankom serce kobiety miało się bowiem lepiej niż przed ciążą. Wtedy było sprawne w 30 proc., a teraz – w 45 proc. Wkrótce okazało się również, że przed rozwiązaniem serce zdobyło się na jeszcze większy wysiłek – pracowało prawie tak, jak u zdrowego człowieka. Wielka była radość, gdy poprzez cesarskie cięcie urodziła się zdrowa dziewczynka. – Matka Boża pomogła im obu w namacalny sposób – nie ma wątpliwości lekarz.

Mamy tu skarb

Myślenickiej Pani, zwanej Beskidzką Eleusą, wiele zawdzięcza też 22-letni dziś Krzysztof Moskal. – To Ona uratowała mi życie – przekonuje. Jego kłopoty ze zdrowiem zaczęły się w grudniu 2012 r. od zwykłego – jak się wtedy wydawało – przeziębienia. Niestety, w kolejnych tygodniach zamiast odzyskiwać siły, tracił je – bolały go mięśnie i głowa, łapał kolejne stany zapalne i coraz mocniej kaszlał. Lekarze diagnozowali różne choroby i przepisywali kolejne antybiotyki, które tylko pogarszały stan 15-letniego Krzyśka. W końcu laryngolog wysłał go do kardiologa, gdyż rentgen płuc wykazał, że serce jest czymś przysłonięte. – Mama nie czekała jednak na tę wizytę i kazała mi zrobić badania krwi, których do tej pory nikt nie zlecił. Wyniki były bardzo złe. Wkrótce trafiłem do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. Tam wszystko stało się jasne: tomografia pokazała dużego guza w klatce piersiowej, a mój szpik kostny był w 94 proc. zajęty przez komórki nowotworowe – opowiada.

Od tego momentu Matka Boża zaczęła ingerować w leczenie chłopca. – Przed wyjazdem do Prokocimia przyszedłem do sanktuarium, przed cudowny wizerunek Maryi, mówiąc: „Matko Boża Myślenicka, zawierzam Ci siebie, całe moje życie oraz całą moją rodzinę”. Pełen wiary i nadziei, że wszystko będzie dobrze, pojechałem do szpitala, a Maryja cały czas wstawiała się za mną u Boga – mówi ze wzruszeniem Krzysztof. Leczenie trwało jednak bardzo długo. Po rocznej chemioterapii, gdy czekał na przeszczep szpiku, okazało się, że ma zapalenie opon mózgowych i bardzo szybką wznowę choroby – tym razem w ośrodkowym układzie nerwowym. Konieczne były kolejna chemia, radioterapia, znowu chemia i dopiero wtedy udało się wykonać przeszczep. Na tym się jednak nie skończyło, bo bardzo słaba odporność chłopca poskutkowała sepsą, zapaleniem płuc i cytomegalią. Rok po przeszczepie lekarze zdecydowali też, że konieczny jest tzw. doszczep, po którym wyniki badań ustabilizowały się i do dziś są w normie. – Chorując, bardzo zbliżyłem się do Boga i zrozumiałem, że to cierpienie było po coś. Wiem też, że na myślenickiej ziemi mamy skarb w postaci kaplicy z obrazem Matki Bożej – przekonuje Krzysztof, a jego brat Piotr dodaje, że również on, wraz z wieloma różnymi osobami, modlił się o cud powrotu do zdrowia dla Krzysztofa. – Przez cztery kolejne lata szedłem z tego sanktuarium w pielgrzymce na Jasną Górę i prosiłem, by kiedyś było nam dane iść tam wspólnie. I tak się stało. Rok temu pielgrzymowaliśmy razem – opowiada.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL