Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Pierwszy autobus kupił papież

Jak to możliwe, że złotówka na Czarnym Lądzie waży więcej niż nad Wisłą? – Tam jedna moneta może uratować życie człowieka. Trzymając ją w ręce, wręcz czujemy jej ciężar – przekonuje Katarzyna Urban z krakowskiej Polskiej Fundacji dla Afryki.

Tak niewiele potrzeba, by kupić leki na biegunkę, która w Afryce jest wielkim problemem – może prowadzić najpierw do odwodnienia organizmu, a w konsekwencji do śmierci. Za 2,70 zł można z kolei podarować dziecku pełnowartościowy posiłek, a kwota od 30 do 200 zł wystarczy, by całkowicie wyleczyć chorego na trąd. – Za milion złotych fundacja wybudowała natomiast szpital w Antsirabe na Madagaskarze – duży, trzykondygnacyjny, z 40 salami i łóżkami dla 100 pacjentów. A tylko w 2018 r., dzięki wsparciu ogromnej liczby darczyńców, przekazaliśmy na rzecz Afryki ponad 3 mln zł, realizując aż 29 różnych projektów – opowiada K. Urban. Obecnie trwa zbiórka pieniędzy na zakup autobusu, dzięki któremu dzieci w Tanzanii będą dowożone do szkoły.

Klucz do przyszłości

– One mają tam proste marzenia: chcą najeść się do syta, mieć buty i niepotargane ubrania. Największym z ich marzeń jest zaś możliwość kształcenia się. Rozumieją, że to jest szansa na lepszą przyszłość i na znalezienie pracy – nie ma wątpliwości K. Urban. Potwierdzają to pracujący w Tanzanii misjonarze: w wakacje na warsztaty prowadzone przez dwie polskie wolontariuszki przyszło aż 450 dzieci. Z kolei pewien chłopiec po tym, jak spaliła się jego szkoła, wyszedł z domu tak, jak stał: bez jedzenia, picia i ubrania na zmianę. Przeszedł 100 km przez busz, by móc się uczyć w innym miejscu. Choć prawda jest taka, że edukacja państwowa w Tanzanii jest na bardzo słabym poziomie – w jednej klasie bywa zapisanych 200 i więcej uczniów. Trudno się więc dziwić, że nawet po kilku latach nauki dzieci nie potrafią się podpisać.

– W najlepszej w regionie anglojęzycznej szkole przy misji katolickiej w Kiabakari uczy się obecnie 250 dzieci, a w jednej klasie jest ich ok. 40. Ta placówka nie tylko dba o dobry poziom nauczania, ale też dofinansowuje podręczniki najuboższym i dożywia głodne dzieci. Niestety, wiele z nich nie może do niej dotrzeć, bo musiałyby pokonywać nawet 20 km w jedną stronę. Inne, by przyjść na lekcje na godz. 8, wstają o godz. 5 i idą w ciemnościach. Rodzice nie chce więc narażać dzieci na takie niebezpieczeństwo. Transport na taxi-motorach (tzw. piki piki) również nie jest bezpieczny (ani tani), a na internat mało kogo byłoby stać – tłumaczy Wojciech Zięba, prezes fundacji, która włączyła się w projekt napisany przez pochodzącego z Krakowa misjonarza ks. Wojciecha Kościelniaka.

W Tanzanii pracuje on od wielu lat. W ubiegłym roku zapadła decyzja, że trzeba kupić autobusy – afrykańskie gimbusy – które będą dowozić do szkoły dzieci z okolicznych wiosek. Jeden z nich, który już wozi maluchy, ufundował – za pośrednictwem swojego jałmużnika kard. Konrada Krajewskiego i Nuncjatury Apostolskiej w Tanzanii – papież Franciszek. Przekazał na ten cel 20 tys. dolarów. W zebranie pieniędzy na drugi (jego koszt to ok. 90 tys. zł) zaangażowała się Polska Fundacja dla Afryki. Prezes Zięba zapewnia też, że prowadząc fundację, stara się myśleć o każdym człowieku, który tam, na Czarnym Lądzie, czeka na naszą pomoc. – W czasach komunizmu Polska otrzymywała wsparcie z Zachodu. Teraz mamy możliwość spłacać ten dług wdzięczności – uważa. Gdy w 2006 r. wraz z żoną Justyną jechał na wycieczkę do Etiopii, nie przypuszczał, że ta wyprawa odmieni jego życie.

Bieda, która szokuje

– Chcieliśmy zwiedzić kraj i pochodzić po pięknych wulkanicznych górach. Wybierając wyjście poza zwykłą trasę turystyczną, korzystając z autobusów i autostopów, zderzyliśmy się z rzeczywistością, która nami wstrząsnęła – wspomina. Wielkie wrażenie zrobił na nich widok ludzi z wrzodziejącymi, oblepionymi muchami ranami, siedzących na ulicy i proszących o jedzenie. Jeszcze większe – szpital, do którego trafili, gdy koleżanka, która z nimi była, zachorowała na malarię mózgową. – To była jedna z najlepszych lecznic w regionie, a wyglądała jak po bombardowaniu. Chorzy leżeli na podłodze, a na korytarzach widać było krew – opowiada W. Zięba.

Po powrocie do Polski wiedzieli, że na tę biedę nie chcą pozostać obojętni. Najpierw wspierali datkami katolickich misjonarzy pracujących w różnych częściach Afryki. W końcu przyszedł rok 2012. – We wschodniej części tego kontynentu (Somalia, Etiopia, Erytrea) aż 12 mln ludzi było wtedy zagrożonych śmiercią z powodu gigantycznej suszy i klęski głodu. W XXI w. wydawało się to nieprawdopodobne. Z potrzeby serca postanowiliśmy więc założyć fundację, która – poprzez zbiorki pieniędzy w Polsce – będzie pomagała organizacjom działającym tam, na miejscu, i dobrze znającym aktualne potrzeby lokalnych społeczności. W ten sposób chcieliśmy uniknąć drogich podróży do Afryki, nietrafionych inwestycji (np. budowy szkoły tam, gdzie potrzeba ośrodka zdrowia) i wszechobecnej na Czarnym Lądzie korupcji – wyjaśnia W. Zięba.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Najczęściej komentowane

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL