GN 45/2019 Archiwum

Nie ma powodów do paniki

– Arek swoim spokojem ratuje wszystkie sytuacje – opisuje Arkadiusza Kolińskiego jeden z jego znajomych.

Przeglądamy ścienny kalendarz ze zdjęciami Zespołu Pieśni i Tańca „Dobczyce”. Na kolejnych fotografiach A. Koliński wskazuje swojego najstarszego syna Pawła oraz dwie córki – Kaję i Dominikę. Najmłodszy Karol nie dał się zarazić. – Duży sentyment do tańców ludowych miała moja żona Elwira – wspomina A. Koliński. „Nawrócił się”, gdy do Dobczyc przyjechał zespół brazylijskiej Polonii, który do polskich tańców wplata elementy kultury południowoamerykańskiej. – Zobaczyłem ich występ i z niedowiarka stałem się wierzącym – żartuje. – To było jak koncert rockowy! Występy w zespole to jedna z rzeczy, w które rodzinę wciągnęła Elwira. Zmarła w listopadzie 2012 r., niedługo po urodzeniu czwartego dziecka.

Jest z nami

O nowotworze dowiedzieli się, gdy Elwira była w ciąży. Podjęcie leczenia było niemożliwe. Miała urodzić siłami natury, by organizm jak najszybciej zregenerował się po porodzie i by można było podjąć terapię. Jednak podczas jednego z badań KTG okazało się, że słabnie tętno dziecka. Karol był zawinięty w pępowinę i konieczne było cesarskie cięcie. Rekonwalescencja była więc trudniejsza niż po naturalnym porodzie. Leczenie przyniosło efekty. Na przełomie lat 2011 i 2012 rak się cofnął. Szczęście nie trwało jednak długo. Wiosną 2012 r. choroba wróciła. – Do listopada był to właściwie czas jej odchodzenia – wspomina A. Koliński. Jak opowiada, najtrudniej miał Paweł, wtedy 11-latek. – Był na progu dojrzewania, musiał wiele rzeczy przemyśleć, zwłaszcza że z mamą łączyły go mocne relacje – mówi Arkadiusz. Dziewczynki były jeszcze małe – Dominika miała 5 lat, Kaja – 8. – Najbardziej istotna była chwila, w której dzieci zapytały, co się stało. Ten moment przyszedł kilka dni po śmierci. Wcześniej były zszokowane całą sytuacją, zgiełkiem – opowiada Arkadiusz. – Wtedy przyszło światło, żeby jakoś ustawić całą sytuację. Rzuciłem taką myśl, że mama od nas nie odeszła, że jest cały czas, tylko w innej formie. I – ku mojemu zdumieniu – to ich przekonało, że nie ma powodów do paniki. Do tej pory żyjemy z tą myślą – mówi.

Autentyczny dar

Jak udało się przejść przez tak tragiczne wydarzenia? – Od Boga otrzymujemy w takich sytuacjach łaskę. Mogę o tym zaświadczyć – zapewnia A. Koliński, choć zaznacza, że konieczny jest „element współpracy”. Dodaje też, że z dzisiejszej perspektywy widzi, jak Bóg przez różne wydarzenia przygotowywał go do tego, co miało się stać. Jednym z takich doświadczeń było dołączenie do Ruchu Focolari ok. 2 lata przed śmiercią żony. – Ja byłem bardziej wycofany, miałem dystans, ale Elwira od razu zobaczyła, że „to jest to” i zaangażowała się całym sercem – wspomina Arkadiusz. Jak wyjaśnia, głównym charyzmatem Ruchu jest dawanie świadectwa o tym, jak wola Boża objawia się w życiu jego członków. I to właśnie takie świadectwo przekonało go do zaangażowania. Pamięta ten moment. To było w auli jezuickiej Akademii „Ignatianum” w Krakowie, podczas wakacyjnego spotkania członków Ruchu. – Pękła jakaś granica. Słuchając tych ludzi, ich życiowych doświadczeń, ostatecznie się przekonałem, że to jest prawda, życie, to, czego chcemy szukać – opowiada A. Koliński. Duchowość Focolari i wsparcie wspólnoty pomogły mu przetrwać rozstanie z żoną. – Traktuję to jako autentyczny dar na ten czas – mówi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama