Nowy numer 3/2021 Archiwum

Czy Waleria może spać spokojnie?

Choć minęło już niemal 100 lat, sprawa śmierci trzech mężczyzn w Tatrach wciąż rozpala wyobraźnię.

Dziennikarz szukał akt śledztwa, wyników sekcji zwłok. W dostępnych archiwach nic nie udało się znaleźć. – Wtedy pomogła niezawodna pamięć inteligenta – wspomina M. Kwaśniewski. Zwrócił się do Erazma Barana, zajmującego się historią medycyny. Za trzy dni znał już tytuł czasopisma, w którym Marian Ciećkiewicz opisał wyniki sekcji zwłok ofiar spod Lodowej Przełęczy. – Poczułem się rozczarowany. To już? Zagadka rozwiązana – opowiada M. Kwaśniewski. Według opisu M. Ciećkiewicza, u wszystkich trzech zmarłych występowały poważne wady serca. To w połączeniu z wyczerpaniem i fatalnymi warunkami atmosferycznymi mogło doprowadzić do tragedii. Lekarz zanotował też, że śmierć nie była „następstwem działania gwałtownego osób trzecich, w szczególności nie była wynikiem otrucia”. „A więc, Zofio... śpij spokojnie. Pozostało tylko odnaleźć twój grób (dotąd się nie udało). Wszystkich, którzy będą pisać o wypadku z 1925 roku, proszę o informowanie, że Zofia Kasznica była jego czwartą ofiarą i umarła ze smutku, dręczona niesłusznym oskarżeniem” – tak M. Kwaśniewski zakończył swój tekst, opublikowany w 2015 r. na łamach „Tygodnika Powszechnego”.

IKC donosi o zbrodni

Apel krakowskiego dziennikarza nie był bezpodstawny, bowiem rodzina Zofii – Walerii przechowała wspomnienie krewnej, która po wypadku już nigdy nie podniosła się psychicznie. – Kiedy zmarła 7 lat później, okazało się, że jej siennik był wypchany oskarżającymi ją wycinkami z prasy – opowiada M. Kwaśniewski. Wątek zbrodni, którą miała popełnić Kasznicowa, powracał zresztą przez dziesiątki lat. Skąd wzięła się popularność wersji wydarzeń, w której to W. Kasznicowa zabija trzech towarzyszy wędrówki? Podsuwający takie rozwiązanie zagadki tekst ukazał się w „Ilustrowanym Kurierze Codziennym” (wtedy ok. 240 tys. egzemplarzy nakładu). Został też przedrukowany w gazetach, stale korzystających z informacji IKC.

– Zdałem sobie sprawę, że to gotowy akt oskarżenia. Bez dania głosu drugiej stronie, posługując się insynuacjami, autor sugerował, że Waleria mogła kogoś otruć – mówi M. Kwaśniewski. Udało mu się ustalić, że autorem notatki był Ludwik Szczepański. To ważny kontekst, bo prywatnie był on ojcem Jana i Alfreda, dwóch z trzech taterników, którzy – idąc szybciej – zostawili na szlaku R. Wasserbergera i rodzinę Kaszniców. Mało tego, w tekście pojawiają się informacje, które L. Szczepański mógł mieć tylko od swoich synów. Najwyraźniej rozmawiał z nimi o tej sprawie jeszcze przed publikacją.

Aktualna do dzisiaj

Nie wszystkich przekonał – tak jak M. Kwaśniewskiego – opis sekcji zwłok, zaprezentowany przez M. Ciećkiewicza. W internecie można znaleźć mniej lub bardziej amatorskie rozważania i dociekania na temat tego, co wydarzyło się na tatrzańskim szlaku 3 sierpnia 1925 roku. Tematem zajęła się także grupa kryminologów – Piotr Arkuszewski, Karol Kłosiński, Ewa Meissner, Jakub Kowalczyk, Joanna Zielińska, Marcin Jeleniewski i Małgorzata Zielińska. Większość z nich to lekarze, J. Kowalczyk pracuje w Wydziale Dochodzeniowo-Śledczym Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Wyniki swojej pracy przedstawili w obszernym artykule w czasopiśmie „Wiadomości Lekarskie”. Opowiadali o tym również podczas niedawnych Spotkań z Filmem Górskim w Zakopanem.

Naukowcy przyjrzeli się 7 hipotezom, dotyczącym przyczyny zgonu K. i W. Kaszniców oraz R. Wasserbergera: od otrucia w schronisku Téryego, przez otrucie na szlaku, „obrażenia ciała będące skutkiem urazu mechanicznego”, przez fatalne warunki pogodowe (śmierć z wychłodzenia), aż po „nadmierny wysiłek fizyczny przy współistniejących zmianach chorobowych i hipotermii” czy reakcję anafilaktyczną. W ramach Spotkań z Filmem Górskim odbyła się także „wizja lokalna”, w której wzięli udział m.in. P. Arkuszewski i J. Kowalczyk. Był także M. Kwaśniewski, dla którego była to już kolejna próba terenowej rekonstrukcji tragicznej wycieczki. Szukali głazu, przy którym zmarli uczestnicy wędrówki z 1925 roku. „Znaleźliśmy miejsce, które może odpowiadać temu opisywanemu w dokumentach” – podsumował wyjście P. Arkuszewski w rozmowie z TVP. Pytany o to, czy mogło dojść do otrucia turystów, przyznał, że „jest to jedna z częściej postulowanych teorii”. – Naszym zdaniem, jest to możliwe, ale nie jest to jedyne wyjaśnienie tej zagadki – zaznaczył P. Arkuszewski.

Jako drugą ważną hipotezę wymienił śmierć turystów z wychłodzenia. Historia wycieczki rodziny Kaszniców ma morał aktualny do dziś. Przyjmując, że powodem zgonów trzech mężczyzn nie było otrucie przez Walerię, niemal do ostatniej chwili tragedii można było uniknąć. – Oni nie powinni wychodzić ze Smokowca. Jeśli już wyszli do Pięciu Stawów Spiskich, do schroniska Téryego, to nie powinni z niego wychodzić. Powinni zawrócić z Lodowej Przełęczy – tłumaczy M. Kwaśniewski. Jego zdaniem, nałożyły się na siebie różne okoliczności – fatalna pogoda, wyczerpanie, ukryte choroby. Koniec końców jednak przeważyła uparta chęć kontynuowania wędrówki. – My to nadal obserwujemy w górach. Dookoła walą już pioruny, ale przecież nie zejdziesz, nie zawrócisz, bo szkoda dnia – mówi M. Kwaśniewski.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama