Nowy numer 23/2020 Archiwum

Trzeba tylko zaufać

Do 16 róż działających przy krakowskim sanktuarium Najświętszej Rodziny należy aż 320 osób. Najwytrwalsi zelatorzy odebrali z rąk bp. Jana Zająca podziękowania za ponad 30 lat modlitwy.

Ewa Marzec pod płaszczem Maryi siebie i swoich bliskich chowa od 38 lat. – Do Żywego Różańca należały moje koleżanki, które namówiły mnie, bym się zapisała. Nie zastanawiałam się długo, bo na nowotwór chorowała wtedy moja córka. Całkowicie wyzdrowiała... – opowiada pani Ewa.

Czuję Jej bliskość

Na Różańcu wyprosiła także kilka innych spraw. Duchowej pomocy wkrótce potrzebowała jej druga córka, która podczas porodu znalazła się w stanie krytycznym. Zagrożone było też życie dziecka. I tym razem wszystko dobrze się skończyło.

– Również mój mąż dużo zawdzięcza Maryi. Miał udar, z którego wyszedł bez szwanku. Do szpitala pojechały z nim nasze dzieci. Wiedząc, że tego dnia wypada mój dyżur różańcowy, powiedziały, żebym – mimo wszystko – poszła do kościoła modlić się w intencji taty – wzrusza się E. Marzec. Jej mąż miał też dwukrotnie złamany kręgosłup. Nie mógł się poruszać. Dziś, będąc po dwóch ciężkich operacjach, chodzi bez problemu. – Sama też jestem świadkiem tego, jak wielka jest siła modlitwy. Jestem po trzech udarach – uśmiecha się pani Ewa. – Wszystko trzeba zawierzyć Bogu i Maryi, bez żadnych „ale” i chwil zwątpienia. Czasem ludzie myślą, że gdy o coś poproszą, to tak się stanie. Ale jeśli nie mają ufności, to nie jest to takie proste – przekonuje.

Zapewnia też, że w ciągu 38 lat nie zdarzył się dzień, w którym nie miałaby czasu na Różaniec. Nigdy nie miała też pretensji do Boga, czemu tyle trudności i chorób spotyka jej rodzinę. – Widocznie On chce nas oczyszczać, byśmy byli jeszcze bliżej Niego. Nasz trud nie zostaje przecież bez odpowiedzi – tłumaczy.

Różańcową weteranką jest też Ewa Stępień. Miłość do modlitwy zaszczepili w niej rodzice. – Idąc do szkoły, na studia, do pracy, zawsze miałam w dłoni różaniec, a Matka Boża pomagała w najróżniejszych sytuacjach. Niekoniecznie tak jak prosiłam, ale to Ona wiedziała, co jest dla mnie dobre – mówi. Kiedyś, podczas wakacji nad Morzem Czarnym, Maryja uratowała jej życie. – Przykryła mnie fala. Przerażona zaczęłam odmawiać „Pod Twoją obronę”. Nie pamiętam, co było dalej, ale po jakimś czasie zostałam wyrzucona na brzeg – wspomina.

Do Żywego Różańca w Bieżanowie Nowym należy od 1985 roku. – Czasem zdarza się, że rozmyślania nie są pewnie takie jak trzeba, ale ufam, że Maryja i taką niedoskonałą modlitwę przyjmuje. A ja, gdy modlę się, zawsze czuję Jej bliskość – zapewnia pani Ewa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama