Nowy numer 50/2019 Archiwum

Śpiewają o tęsknocie i miłości

60 lat temu 11 dziewcząt z działającego na Uniwersytecie Jagiellońskim Zespołu Pieśni Słowiańskiej „Słowianki” wystąpiło po raz pierwszy publicznie. Od 10 lat uszy i oczy cieszą także niezwykłe „Prasłowianki”.

Założone przez dr. Zdzisława Wagnera „Słowianki” działają nadal jako uniwersytecki zespół pieśni i tańca. Przez kilkadziesiąt lat, w trakcie ponad 3 tys. koncertów, dały poznać widzom i słuchaczom prawdziwy skarbiec folkloru. − Świadkowałem ich pierwszym występom! W 1959 roku byłem na pierwszym roku polonistyki, gdy gruchnęła wieść, że kilka naszych koleżanek, m.in. Grażyna Waśniowska, śpiewa w jakimś zespole folklorystycznym. Od tego czasu mam wiele sympatii i uznania dla „Słowianek” oraz „Prasłowianek”, gdzie śpiewa znana mi dobrze Stenia Pawłowska-Majer, a gra Wiesiek Dziedziński – mówi Leszek Długosz, znany poeta i pieśniarz.

Ci, którzy niegdyś z wielkim sukcesem śpiewali w „Słowiankach”, wciąż nie mieli dosyć tego śpiewania. − „Prasłowianki” powstały z tęsknoty i miłości. Tęsknoty za czasami artystycznej młodości i trwałej miłości do pieśni całej naszej słowiańskiej rodziny – mówił 19 października na koncercie jubileuszowym zespołu prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.

Najpierw, w 2005 roku, powstało Stowarzyszenia Wychowanków i Przyjaciół Zespołu Pieśni i Tańca „Słowianki”. Swe muzyczne tęsknoty wyśpiewali w 2009 roku na płycie zatytułowanej półżartobliwie „Prasłowianki”. Wyszło im to tak dobrze, że postanowili śpiewać dalej, dodając do nazwy Zespołu Pieśni Słowiańskiej tytuł swej płyty. − Pierwszy występ publiczny miał miejsce w Domu Kultury „Podgórze” w marcu 2010 roku. Od tego czasu gramy i śpiewamy muzykę, którą pokochaliśmy przed laty. Występujemy na scenach wielkich i małych. Sukcesy zawdzięczamy nie tylko repertuarowi, ale także utalentowanym amatorom oraz profesjonalistom, których wśród nas niemało – mówią członkowie zespołu. − W naszym repertuarze dominują utwory różnych narodów słowiańskich – od tradycyjnych pieśni Słowian Południowych, szczególnie z Serbii, Chorwacji, Macedonii, po Rosję i Ukrainę − dodają.

Zespół liczy obecnie 26 osób, w tym sześciu muzyków grających w kapeli kierowanej przez akordeonistę prof. Wiesława Dziedzińskiego. Wystąpili już ponad sto razy. Każdy ich koncert to pokaz mistrzowskich wykonań pieśni, w których, jak mówią artyści, „jest słońce i morze, radość i smutek, wino i miłość”. Wszystko jest zaś zaśpiewane z porywającą słuchaczy ekspresją. Gdy na scenę wychodzi w czarnej sukni majestatyczna i posągowa Elżbieta Bratuszewska i z roziskrzonymi oczyma zaczyna śpiewać altem ciemnym jak jej włosy bośniacką ludową pieśń miłosną „Moj dilbere” („Mój ukochany”), wszyscy stają oniemiali.

– Bałkańska uroda Eli, na co dzień wykładowczyni matematyki w Akademii Górniczo-Hutniczej, wprowadza niektórych w błąd. Mówią, że to nie sztuka śpiewać tak dobrze pieśni Słowian Południowych, gdy ma się w zespole rodowitą Bośniaczkę − śmieje się Jan Głownia, prawdziwy podwawelski pan radca, choć kolejowy, w zespole „Słowianki” od 1966 roku. – Podobnie jak nie wszyscy wierzą, że Wika Bisztyga z tamburynem nie jest prawdziwą Cyganką, a obwieszona złotymi ozdobami Lidka Puchacz rodowitą Serbką – dodaje śpiewak. Pani Wiktoria Bisztyga, obdarzona pięknym głosem sopranowym absolwentka filologii polskiej, pracująca wiele lat w Bibliotece Jagiellońskiej, w „Słowiankach” prześpiewała 10 lat; była wybitną solistką. – Gdy w 1968 roku przyszłam na studia, podczas immatrykulacji zobaczyłam na dziedzińcu Collegium Maius „Słowianki” w strojach bałkańskich i usłyszałam je, tak mnie to oczarowało, że przy pierwszej okazji pobiegłam na przesłuchania do Collegium Paderevianum – wspomina.

Teraz jest zaś prawdziwą mistrzynią w organizacji i propagowaniu „Prasłowianek”. − Muzyka bałkańska jest niezwykle uduchowiona i chwyta za serce, nawet kogoś, kto niespecjalnie muzykę lubi. Gdy usłyszy się te rytmy pełne nostalgii, a zarazem radości, od razu się je kocha – mówi L. Puchacz, sopranistka, obecnie mł. insp. (odpowiednik podpułkownika) policji, naczelnik Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Małopolsce. − Każdy z tej słowiankowej sztafety jest osobą wyjątkową, o szczególnej wrażliwości – dodaje sopranistka Danuta Samitowska. W „Słowiankach” znalazła męża Wiesława, z którym prowadzi znaną firmę doradztwa gospodarczego. Wszystko w wokalnej garści trzyma zaś chórmistrzyni Anna Korczakowska, której mąż Wiktor śpiewał niegdyś w „Słowiankach”, teraz zaś jest solistą i realizatorem nagrań płytowych zespołu „Prasłowianki”.

Z okazji tegorocznego jubileuszu ukazała się kolejna płyta z wyborem bałkańskich folklorystycznych przebojów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama