Nowy numer 47/2020 Archiwum

Tu nikt by nie przetrwał survivalu

– Skoro pomaganie jest wpisane w zawód lekarza, to chcę to robić także tam, gdzie ludzie żyją w skrajnej biedzie i cierpią głód – mówi Lidia Stopyra, pediatra, specjalista w zakresie chorób zakaźnych.

Rok temu, współpracując z działającą od 7 lat krakowską Polską Fundacją dla Afryki, wraz z 6 innymi lekarzami wyjechała na Madagaskar, gdzie brała udział w misji medycznej w szpitalu w Antsirabe. Okazało się jednak, że na wyspie, którą polskie dzieci kojarzą głównie z pingwinami ze słynnej kreskówki, a dorośli – z pięknymi plażami i palmami, są miejsca, w których jeszcze bardziej potrzeba wsparcia europejskich medyków. W tym roku, od 5 do 18 października, ponownie została więc kierowniczką misji medycznej w Mampikony (północno-zachodnia część Madagaskaru), zorganizowanej przez PFA.

Lidii Stopyrze towarzyszyli: pediatra dr Izabela Szymońska, okulistka dr Zofia Sikorska i specjalista chorób zakaźnych dr Jakub Loster. – Mampikony to rejon zapomniany przez wszystkich. Nie ma drzew, bo są wycięte. Nie ma też pięknych plaż ani bogatych zasobów mineralnych. Rządowi nie opłaca się inwestować w to miejsce, bo turyści tam nie docierają. W efekcie mieszkają tam ludzie (ok. 30 tys.), którzy nawet umierają z głodu – podkreśla doktor Stopyra, pracująca w Szpitalu Specjalistycznym im. S. Żeromskiego w Krakowie. – Na tym terenie nie dałoby się nawet zorganizować survivalu, bo nikt by nie przetrwał. Obecnie w rzece prawie nie ma wody, a ta, która jest, ma kolor żółty lub ciemnoczerwony. Mieszkańcy piją ją, myją się w niej, myją w niej również samochody i przeprowadzają przez nią bydło – dodaje.

Głównym celem wyjazdu była pomoc osobom chorym na trąd. – Znaleźliśmy ich i zarejestrowaliśmy w systemie WHO. Dzięki temu mają być teraz objęci stałą opieką medyczną. Zaskoczyła nas jednak ogromna liczba innych chorób – gruźlicy, malarii, dżumy – wspomina L. Stopyra. Już pierwszego dnia pobytu uratowała życie 7,5-letniej Sam-Bene. – Pojechałam do wioski, gdzie nie było prawie nic. Co prawda siostry miały przychodnię, ale nie miały w niej potrzebnego wyposażenia. Po południu przyszła dziewczynka z wysoką gorączką, odwodnieniem, zaburzeniami świadomości – opowiada lekarka. Szybki test wykazał, że dziecko ma najcięższą postać malarii, która powoduje najwyższą śmiertelność. Gdy mimo podania chininy i płynów po kilku godzinach stan dziewczynki pogarszał się, wieczorem została przewieziona do kliniki prowadzonej przez misję katolicką w Mampikony (wybudowanej dzięki zbiórce przeprowadzonej przez PFA). Tam zrobiono kolejne badania – m.in. obrazowe, dzięki zabranemu z Polski USG. Po kilku godzinach stan dziecka zaczął się poprawiać, a kilka dni później Sam-Bene już o własnych siłach przyszła do lekarzy, by podziękować za to, co zrobili.

Doktor Szymońska z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu przez kilka dni walczyła natomiast o życie skrajnie odwodnionych trojaczków – rodzice przynieśli 3-miesięczne dzieci, które ważyły zaledwie po 2,5 kg. Mamie brakowało pokarmu, dlatego maluchy jadły trzy razy dziennie. – Na Madagaskarze dzieci są karmione ryżem, dostają też wodę z cukrem albo wodę po gotowaniu ryżu. Brakuje im więc białka, a mleko modyfikowane jest drogie i niewiele osób może sobie na nie pozwolić. Mieliśmy zapas mleka, który rozdaliśmy, a wiele dzieci zostało objętych programem dożywiania – zaznacza dr Szymońska. Przyznaje też, że mocno wstrząsnęły nią badania głodujących dzieci. – Myślałam, że dotykając brzucha wyczuwam guz, a okazywało się, że to kręgosłup, który był tak blisko powłok brzusznych. Przyszło na przykład dziecko, którego ciało miało zaledwie 8 cm grubości – opowiada.

Mocnym doświadczeniem były także spotkania z maluchami, których nikt nie badał od urodzenia. Co najwyżej szamani dawali im różne maści i zioła, obiecując, że ich stan się poprawi. – Tak być nie mogło, bo chodziło o skomplikowane wady, np. serca, których na tym etapie rozwoju dziecka nie da się już leczyć. Mimo to rodzice dziękowali nam za prawdę – mówi dr Szymońska. Obie lekarki nie mają też wątpliwości, że doświadczenie zdobyte podczas misji przyda się w Polsce, bo coraz więcej osób wyjeżdża do krajów tropikalnych i przywozi różne choroby.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama