Nowy numer 28/2020 Archiwum

Zawsze na „tak”

Był legendą Kalwarii Zebrzydowskiej, skarbnicą wiedzy o sanktuarium, któremu służył z miłością przez niemal całe życie. „Kalwaria to Mikołaj, Mikołaj to Kalwaria” – mówiono o nim.

Mikołaj Władysław Rudyk urodził się 1 listopada 1933 r. w Sokalu w archidiecezji lwowskiej. Wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych Prowincji Niepokalanego Poczęcia NMP 28 sierpnia 1950 roku. Profesję wieczystą złożył 26 lutego 1956 r., a 3 maja 1959 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp. Karola Wojtyły. W tym samym roku rozpoczął studia polonistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, ukończone w 1964 roku. Po studiach wrócił do Kalwarii Zebrzydowskiej. Tu żył, tu służył i tutaj zmarł – rankiem 15 listopada.

Kawałek nieba na ziemi

Klasztor, bazylika, dróżki to był cały świat o. Mikołaja. – Patrzył na Kalwarię jak na żywą księgę, w której zapisane są dzieje i modlitwy niezliczonej liczby pielgrzymów, zdążających tu przez wieki. Troszczył się o nią, wiedząc, jak wielkie skarby skrywa i jak istotne dziedzictwo przekazuje kolejnym pokoleniom – podkreśla bp Damian Muskus OFM. Przełożeni o. Mikołaja odkryli w nim liczne talenty i miłość do sanktuarium kalwaryjskiego, dlatego postanowili 36-letniego wówczas zakonnika obdarzyć funkcją kustosza. – To był człowiek o genialnych pomysłach. Miał wizje rozwoju Kalwarii, które nie dla wszystkich początkowo były zrozumiałe, ale on po prostu patrzył bardziej do przodu – uważa jego współbrat o. Fidelis Maciołek OFM. Dla kalwaryjskich pielgrzymów o. Mikołaj postanowił stworzyć godne warunki do modlitwy i wypoczynku. W miejsce drewnianych zabudowań zaczęły powstawać obiekty murowane. – Śmiał się szczerze, gdy porównywaliśmy go do Kazimierza Wielkiego, który zastał Polskę drewnianą... – wspomina bp Muskus.

Słynne były kazania o. Mikołaja. Głoszone piękną polszczyzną, zachwycały i wnosiły nową jakość do kalwaryjskiego kaznodziejstwa. Jego wrażliwość na słowo zaowocowała później założeniem wydawnictwa. Ubogi w tamtych czasach rynek książek religijnych karmił się publikacjami, które wychodziły z Calvarianum. Autorami książek byli nie tylko zakonnicy. Dla kalwaryjskiego wydawnictwa pisali też m.in. Marek Skwarnicki, Tadeusz Żychiewicz, ks. Mieczysław Maliński czy ks. Józef Tischner. – Przez jakiś czas byłem współpracownikiem o. Mikołaja. Pięknie mnie wprowadził do wydawnictwa. Z olbrzymią klasą przekazywał wiedzę, kontakty, znajomości, bez żadnych uprzedzeń czy zazdrości – opowiada o. Maciołek, który w 1999 r. przejął od niego kierowanie oficyną. Przez 60 lat kapłańskiego życia o. Mikołaj wrósł w Kalwarię. Był zawsze obecny. Gdy przestał pełnić odpowiedzialne funkcje w zakonie, można go było spotkać na krużgankach czy w konfesjonale. „W Kalwarii jest miejsca wiele. Chce ona służyć wszystkim i każdemu z osobna, tak, by miłość Chrystusa i Jego Matki mogła ogarnąć jak najliczniejsze rzesze wiernych” – mówił.

Tak, tak, Ojcze Święty

Jak zauważył w homilii pogrzebowej bp Muskus, o. Mikołaj był człowiekiem zawsze na „tak”, co wyrażało się w częstokroć powtarzanym, charakterystycznym dla niego „tak, tak”. Nigdy nikomu nie odmawiał, z właściwą sobie pogodą ducha spieszył z pomocą, wykorzystując każdą okazję do spotkania i każdą możliwość czynienia dobra. Był powszechnie kochany i szanowany. Ludzie czuli się przy nim dobrze. – Ojciec Mikołaj miał dobroć zapisaną w ujmującym uśmiechu. Jego twarz niezmiennie promieniowała życzliwością do świata i ludzi – wspominał nad jego trumną franciszkański biskup. Miłość do Kalwarii dzielił ze św. Janem Pawłem II. Spotykali się często, bo biskup i kard. Wojtyła regularnie pielgrzymował do Kalwarii, również prywatnie. Ich więź umacniała się z każdą jego wizytą, z każdą wędrówką po dróżkach, z każdą wypitą wspólnie kawą i toczonymi przy okazji rozmowami. Ówczesny metropolita krakowski lubił słuchać, co dzieje się w Kalwarii, jak ludzie ją odbierają, jak się modlą, a o. Mikołaj z radością mu o tym opowiadał. Bardzo sobie cenił tę serdeczną relację. Do historii przeszło ich słynne spotkanie w Dukli w 1997 roku. Jak opowiadał bp Muskus, schorowany papież podniósł głowę i zobaczył stojącego przed nim uśmiechniętego o. Mikołaja. „O! Mikołaj! Dalej jesteś w Kalwarii?” – zapytał zakonnika. A ten w swoim stylu odpowiedział: „Tak, tak, Ojcze Święty!”.

Pogrzeb pogodnego, cieszącego się życiem i kochającego Boga i świat brata mniejszego zgromadził wielu jego współbraci, przyjaciół i mieszkańców Kalwarii. W ich imieniu bp Muskus wyznał: – Ojcze Mikołaju, chcielibyśmy zatrzymać cię tu, na ziemi, jeszcze długo, ale Pan zapragnął mieć cię u siebie. Siostra śmierć przyszła do ciebie o poranku, by ulżyć twoim cierpieniom i zaprowadzić tam, dokąd przez całe życie dążyłeś. Doczekałeś chwili, kiedy mogłeś pobiec do nieba. Patrz, jak pięknie żegna cię dziś umiłowana Kalwaria, jak żegnała cię wczoraj wraz z płomiennymi kolorami zachodzącego słońca. Widziałem wczoraj, jak modlili się ludzie przy twojej trumnie, słyszałem, jak mówili, że cię pamiętają i będą pamiętać.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama