Nowy numer 48/2020 Archiwum

Co dostałam, oddaję Bogu

– Te utwory powstawały z potrzeby serca i uczyły uwielbienia nawet w trudnych sytuacjach – mówi Marta Wierzbicka-Kuczaj i zabiera słuchaczy w muzyczną podróż po kartach Ewangelii.

Muzyka zawsze grała jej w sercu i duszy, choć muzycznego wykształcenia nie ma. Gdy kilka lat temu zastanawiała się, co by zmieniła, gdyby mogła cofnąć czas i żyć po raz drugi, odpowiedź była tylko jedna. Odnaleźć ją pomógł poniekąd papież Franciszek, który często powtarza, byśmy mieli odwagę mieć marzenia i potem je realizować. – Potrzebowałam jednak pomocy. W końcu, dzięki dzieciom, które jeżdżą na obozy muzyczne, poznałam właściwą osobę – wspomina krakowianka, na co dzień nauczycielka języka angielskiego, doradczyni życia rodzinnego, należąca (wraz z mężem Henrykiem) do grona konsultorów Rady ds. Rodziny KEP, a prywatnie żona i mama pięciorga dzieci.

Szkoła zawierzenia

Pracę nad nagraniem upragnionego krążka rozpoczęła we wrześniu 2018 r., a skończyła w sierpniu 2019 roku. Tworząc go, nie wybiegała w przyszłość i nie miała świadomości, że płyta „Miłości droga” będzie komuś pomagała się modlić. – Dziś dowiaduję się, że tak właśnie się dzieje. Wiele osób mówi, że dzięki tym utworom (część tekstów oparta jest na słowach Pisma Świętego, a część jest mojego autorstwa) wycisza się i koncentruje na Bogu. To cieszy, bo wszystko, co tworzyłam, oddawałam Mu w modlitwie, która towarzyszyła mi nieustannie. Mówiłam: „Jeśli to, co robię, podoba Ci się, proszę, niech się uda, a jeśli cokolwiek jest niewłaściwe lub fałszywe, pozostawiam to Twojej decyzji” – opowiada.

Bóg odpowiadał na to wołanie czasem w zaskakujący sposób. Niektóre utwory okazywały się bowiem prorocze. Tak jak „Droga”, w której M. Wierzbicka-Kuczaj śpiewa, by Bóg wskazał jej, gdzie ma iść, a gdzie ją pośle, tam pójdzie, bo przecież i tak na końcu drogi czeka Ojciec. Gdy ta pieśń powstała, dowiedziała się, że straciła pracę. Nałożył się na to ciężki stan zdrowia męża, a te niespodziewane doświadczenia uprzedził „Krzyż”. – To był trudny czas, a stan męża był na tyle poważny, że nie byłam w stanie myśleć o kolejnym dniu, tylko czekałam, aż skończy się bieżący. Byłam bezsilna i chciałam przerwać pracę nad płytą – przyznaje. Na szczęście przypomniała sobie radę znajomego kapłana, by w każdej chwili, nawet będąc w sytuacji beznadziejnej, uwielbiać Boga. Na przekór losowi zaczęła więc komponować muzykę do hymnu „Magnificat”. – To była dla mnie ważna szkoła zawierzenia. W efekcie powstał utwór radosny, który nazywam „afrykańskim uwielbieniem”. Ci, którzy dowiadują się, jaka jest jego historia, są zaskoczeni, bo te nuty nie pasują do tego, co przeżywałam – uśmiecha się M. Wierzbicka-Kuczaj. Trudne chwile udało się przetrwać. Henryk wrócił do zdrowia, a Marta znalazła nową pracę.

Przewodnik po miłości

Na płycie nie brakuje też wskazówek i drogowskazów, za którymi warto iść, by szukać w życiu prawdy. – Tylko ona nadaje mu sens – przekonuje M. Wierzbicka-Kuczaj i dodaje, że kiedy słucha swoich pieśni, nie słyszy siebie, ale skupia się na zawartej w nich treści. – Przypominają mi, co powinnam robić, by wiarę przekuwać w czyn. By nie była tylko pięknymi słowami, bo jej świadectwo mam dawać swoim życiem. Każdego dnia. A to oznacza, że muszę miłować nawet nieprzyjaciół (każdy ma przecież kogoś, od kogo nie zaznaje życzliwości), nie złorzeczyć, nie narzekać, a w chwilach zwątpienia nie odwracać się od Boga, ale jeszcze mocniej do Niego przylgnąć. Mam też wprowadzać pokój, szukać pojednania, wybaczać i być bezinteresowną – wylicza. Nie ma też wątpliwości, że siłę do tego można czerpać tylko z Ewangelii.

W Adwencie, który właśnie się rozpoczyna, warto również zwrócić uwagę na utwór „Błogosławiona bądź, Maryjo”. Jego początki sięgają 100. rocznicy objawień Matki Bożej w Fatimie (choć na powstanie i ostatnie szlify musiał czekać aż dwa lata), gdy Marta wraz z mężem zainicjowała w kościele św. Wojciecha na krakowskim Rynku 100 dni modlitwy różańcowej. Później, w tym samym kościele, zaangażowali się też w prowadzenie nabożeństwa pięciu pierwszych sobót miesiąca. Płyty „Miłości droga” nie można kupić. – Nie miałabym odwagi, by ją wycenić, bo traktuję ją jako dar Boży. Dostałam od Niego talent, a teraz Mu go oddaję. Mam też nadzieję, że słuchacze będą odnajdywali na płycie także swoje historie – radości, smutki i życiowe zakręty. Chciałabym również, by odkryli w niej przewodnik po miłości – takiej w prawdziwie Bożym wydaniu, która porusza serce i nigdy nie pozostawia bez nadziei – zaznacza Marta. Ten krążek można więc tylko dostać, pisząc do jego autorki (martawierzbickak@gmail.com). Kto będzie chciał złożyć ofiarę (w powstanie płyty trzeba było co nieco zainwestować), może to zrobić w pełnej wolności.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama