Nowy numer 28/2020 Archiwum

Człowiek transparentny

Kiedy na pl. św. Piotra zapadła cisza na wieść o śmierci Jana Pawła II, on miał ochotę głośno krzyczeć: „Umarł święty!”. Wtedy jeszcze nie wiedział, że to w jego ręce zostanie złożona odpowiedzialność za ogłoszenie świętości polskiego papieża przez Kościół.

Ksiądz Sławomir Oder wyjechał do Rzymu w 1985 roku, mając 25 lat. Rok jego matury zbiegł się w czasie z wyborem kard. Karola Wojtyły na papieża. Już wtedy myślał o kapłaństwie, jednak obawiał się, że na jego decyzję może mieć wpływ powszechny entuzjazm, który zapanował w Polsce po 16 października 1978 roku. Odłożył ją więc na 4 lata.

Umycie nóg

Gdy trafił do Rzymu, rozpoczął się czas studiów i częstych spotkań z papieżem. Nigdy nie należał do wspólnoty polskiej przy Watykanie. Przez seminarium i pracę był związany z diecezją rzymską, ale Ojciec Święty chętnie odwiedzał kleryków i przełożonych rzymskiej wspólnoty. Robił to raz w roku, przy okazji święta Matki Bożej Zawierzenia, patronki seminarium. Seminarzyści natomiast przychodzili do niego w listopadzie, w imieniny Karola.

Księdzu Oderowi najgłębiej utkwił w sercu Wielki Czwartek 1992 roku, kiedy Jan Paweł II w obrzędzie mandatum umył stopy kapłanom, wśród których był również on, młody ksiądz z Polski. – Poczułem się naprawdę jak Piotr, który mówił Jezusowi: „Nie będziesz mi nóg umywał!”. Byłem wzruszony i zawstydzony. Gest umycia nóg młodemu księdzu był gestem umiłowania kapłaństwa, szacunku dla każdego kapłana – wspominał podczas spotkania z cyklu „Takim go pamiętamy”, które odbyło się 16 listopada w Wadowicach. Został też kiedyś zaproszony na kolację z papieżem. Nie spodziewał się jednak, że przy stole zasiądą tylko trzy osoby – Jan Paweł II, ks. Stanisław Dziwisz i on. Z przejęcia nie był w stanie jeść. Pamięta niezwykłe ciepło i serdeczność Ojca Świętego i jego doskonałą znajomość rzeczywistości. – Byłem wtedy po raz pierwszy w apartamencie papieskim. Prostota, skromność tego miejsca była uderzająca. Wielu proboszczów diecezji rzymskiej żyło znacznie wygodniej niż papież – opowiadał ks. Oder. Kiedy Jan Paweł II opuszczał refektarz, poszedł do kuchni, by podziękować siostrom za przygotowanie posiłku.

Szybko, ale dobrze

Na pierwszym spotkaniu Benedykta XVI z kapłanami, planowanym zresztą jeszcze dla Jana Pawła II, Ojciec Święty odczytał dekret, który zwalniał z obowiązku oczekiwania 5 lat na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego papieża. – Wybuchł niesamowity aplauz. Wszyscy kapłani wstali, byli niezwykle uradowani, papież również – wspominał przyszły postulator. Po tym spotkaniu bardzo się spieszył, leciał do Polski na Pierwszą Komunię Świętą bratanka. Sekretarz kard. Camillo Ruiniego zatrzymał go informacją, że hierarcha chce z nim rozmawiać. – Byłem podenerwowany, ale szef to szef, trzeba iść. Wszedłem do gabinetu i usłyszałem: „Będziesz postulatorem”. W ten sposób zakomunikowano mi nominację – opowiadał. Terminy były symboliczne. Spotkanie z papieżem Benedyktem XVI miało miejsce 13 maja, a data nominacji na postulatora – dzień później (to rocznica święceń kapłańskich ks. Odera). Papież prosił, by pracować „szybko, ale dobrze”. Oczekiwania były ogromne. Santo subito! – podnosiły się głosy, by odstąpić od procedury i pójść za starożytną tradycją Kościoła, czyli ogłosić świętość Jana Pawła II przez aklamację.

Jednak Benedykt XVI postanowił inaczej, a czas pokazał, jak roztropna i dalekowzroczna była ta decyzja. – Proces pozwolił na to, by nasze głębokie przekonanie o świętości Jana Pawła II zostało zobiektywizowane. Nie minęło przecież wiele lat i widzimy, że istnieją próby zakłamania historii jego życia – wyjaśniał ks. Oder. Efektem procesu kanonicznego jest wielotomowa dokumentacja, w której nie ma miejsca na dwuznaczność, wątpliwości czy powód do podejmowania krytyki. – Podchodziłem do tej pracy przekonany o świętości Jana Pawła II. Byłem obecny na pl. św. Piotra w chwili, gdy papież odchodził do domu Ojca i pamiętam doskonale wszystko, co się tam działo. Przypominam sobie ciszę, która zapadła. Czułem wtedy potrzebę krzyczenia: „Umarł święty!” – wyznał ks. Oder. – To był człowiek absolutnie transparentny. Całe jego życie było spójne, a w jego centrum stał Chrystus. To był człowiek, który na co dzień starał się tłumaczyć na język wyborów i decyzji to, co przeżywał bardzo intymnie w swojej relacji z Bogiem – uważa duchowny. Jak wyznał, czas procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II był dla niego głębokim doświadczeniem rekolekcji kapłańskich.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama