Nowy numer 08/2020 Archiwum

Wciąż ciągnie go do ludzi

Ojciec Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca, skończył niedawno 90 lat. Mimo to jeszcze nie w pełni się ustatkował i nadal go gdzieś duszpastersko nosi.

Od 66 lat jest kapłanem. Wkrótce minie 90 lat od jego chrztu, a potem lat 60, od kiedy... został ojcem Leonem. Piękne preteksty do świętowania jubileuszów w kochającym takie okazje Krakowie. – Eeee... To jedynie skromne rocznice, a nie jubileusze, bo – według biblistów – jubileusze odbywają się co 100 lat. Poczekajmy więc jeszcze trochę – śmieje się o. Leon.

Przylgnął do nas

Urodził się 26 grudnia 1929 r. w Bielsku Podlaskim, otrzymując na chrzcie, który odbył się 6 lutego następnego roku, imię Stefan. Wyświęcony na kapłana 27 grudnia 1953 r. w Siedlcach szybko przylgnął jednak do archidiecezji krakowskiej. Prócz duchowego przyciągania Krakowa zadecydowały o tym wpierw... słabe płuca. W czerwcu 1954 r., zagrożony gruźlicą, został wysłany przez swojego biskupa – Ignacego Świrskiego – do jego przyjaciela, proboszcza podhalańskiej parafii w Gronkowie, na rekonwalescencję górskim powietrzem.

Już w następnym miesiącu proboszcz zmarł nagle i młody ks. Stefan na prośbę kurii krakowskiej objął tymczasowe rządy w parafii. W Krakowie tak się spodobał styl jego zarządzania, że w październiku 1954 r. poproszono go, by został rektorem innego podhalańskiego kościoła – w Brzegach (parafia Białka Tatrzańska). Był nim do sierpnia następnego roku. Kiedy stan jego zdrowia się polepszył, wrócił do Siedlec. Na Podhalu o nim jednak nie zapomnieli i do dziś zapraszają go tam często, uważając za swojego. Bywał skuteczny w duszpasterstwie, rozróżniając grzech od grzesznika. Modlił się często w kościele za miejscowych rozrabiaków. „Ale i klęli mocno. Raz siedzę w konfesjonale, podchodzi jeden i słyszę: »k..., psiakrew, cholera«. Pomyślałem, że zaraz będzie mnie lał. A on wyznaje: »Tak, klonek«” – zwierzał się swojemu biografowi Pawłowi Zuchniewiczowi. W 1956 r. płuca ponownie zaczęły szwankować i trzeba było jechać w góry. Z kurii krakowskiej otrzymał nominację na rektora i kapelana Domu Diecezjalnego w Pewli Małej w Beskidzie Żywieckim, w granicach ówczesnej archidiecezji krakowskiej. Była to dla niego wielka szkoła obcowania z katolicką elitą duchową oraz intelektualną. Przyjeżdżali tu m.in. redaktor „Znaku”, pisarka Hanna Malewska, historyk duchowości prof. Konrad Górski, redaktorzy odrodzonego „Tygodnika Powszechnego” oraz o. Piotr Rostworowski, benedyktyn z Tyńca, który wkrótce stał się wzorem dla młodego księdza z Siedlec i pociągnął go swoją drogą duchową.

Do Pewli przyjeżdżał także inny kapłan. Ksiądz Knabit w lutym 1958 r. poznał tam ks. Karola Wojtyłę. Spotkali się ponownie po kilku miesiącach tego samego roku w... Tyńcu. „W lipcu 1958 r. uzyskałem bowiem zgodę na wstąpienie do klasztoru (»wprowadziłem się« tam dokładnie 16 lipca). On natomiast na początku sierpnia przyjechał do Tyńca na indywidualne rekolekcje. – A ksiądz co tu robi? – zapytał. – Ja – odpowiedziałem – jestem tu kandydatem. – Cooo? – nie krył zdumienia. Widać nie dowierzał, że młody, nie bardzo opanowany ksiądz może się przemienić w poważnego benedyktyńskiego mnicha” – wspominał o. Leon w książce „Spotkania z wujkiem Karolem”. Ksiądz Wojtyła został wkrótce biskupem. Przez dalsze lata swojej posługi kapłańskiej w Krakowie i w Rzymie, już jako papież, dawał w trakcie spotkań liczne przykłady sympatii i szacunku wobec benedyktyńskiego zakonnika. Ojciec Knabit, uznany komentator w trakcie uroczystości religijnych, funkcję tę sprawował m.in. podczas spotkań modlitewnych z udziałem Jana Pawła II na krakowskich Błoniach w 1979 i 1983 roku.

Stefan został Leonem

Ksiądz Knabit złożył w 1960 r. pierwsze śluby u benedyktynów tynieckich, otrzymując nowe, zakonne imię – Leon. W 1963 r. złożył śluby wieczyste. Po nich wrócił do duszpasterstwa parafialnego, zostając proboszczem parafii tynieckiej. Funkcję tę pełnił do 1970 roku. Potem, aż po rok 1980, był w klasztorze tynieckim mistrzem nowicjatu. W 1983 r. skierowano go do klasztoru w Lubiniu, gdzie przez 10 lat był przeorem. Później wrócił do Tyńca, gdzie także powierzano mu odpowiedzialne funkcje zakonne, m.in. w latach 2001–2002 – przeora. Jego mistrzem był tyniecki i kamedulski mistyk o. Rostworowski. Nauczył się od niego m.in. odwagi w niesieniu ludziom pomocy duchowej, czasem w dramatycznych, niespodziewanych okolicznościach.

– Był rok 1979, pielgrzymka Jana Pawła II, Msza św. na lotnisku w Nowym Targu, przed którą grałem tam na organach. Po Mszy papież poleciał helikopterem nad Tatry, rzucił z góry kwiaty. A tu, jak ci nie zaczną rąbać pioruny i lać deszcz! Rozpętało się piekło burzy. Ludzie uciekali w panice, także i ja. Biegłem prawie na oślep w strugach deszczu, w złachmanionym już garniturze i nadzieję upatrywałem w schronieniu się pod dachem ołtarza polowego. Wpadam tam i w blasku błyskawic widzę znajomego mnicha, któremu wichura rozwiewa habit. „Ojcze, giniemy!” – wołam. Ojciec Leon spojrzał na mnie zza swoich okularów, lekko zdziwiony, i powiedział spokojnie: „Synu, trochę wiary”. Podniósł mnie na duchu, od razu się uspokoiłem. Od tej pory wiedziałem, że zawsze mogę na niego liczyć. Stał się wypróbowanym przyjacielem nie tylko moim, lecz także naszego chóru – mówi prof. Bogusław Grzybek, znany krakowski chórmistrz i organista, założyciel i dyrygent Akademickiego Chóru „Organum” przy Klubie Inteligencji Katolickiej.

Moim hobby są ludzie

Kochając – jak powiada – Boga, Matkę Bożą i Tyniec, o. Leon wciąż idzie do ludzi; ciągnie go do nich. „Pytają mnie często w wywiadach, jakie mam hobby. Odpowiadam niezmiennie: moim hobby są ludzie” – mówił niegdyś w rozmowie z krakowskim GN. „Często zdarza się, że gdy ktoś dzwoni do ojca Leona, on przed odebraniem mówi półgłosem: »Panie Jezu, pod czyją postacią teraz przychodzisz?«” – pisze z kolei P. Zuchniewicz. Benedyktyn jest znany z różnorodnej, często zaskakującej w formie działalności duszpasterskiej, trafiającej skutecznie do rozmaitych sfer społeczeństwa. Był przez kilkadziesiąt lat katechetą, kapelanem Klubu Inteligencji Katolickiej w Krakowie, kapelanem stowarzyszenia Ruch Kultury Chrześcijańskiej „Odrodzenie”, cenionym rekolekcjonistą i pisarzem. Napisał kilkadziesiąt książek z zapisem m.in. rekolekcji, kazań, refleksji, felietonów i komentarzy, wspomnień o Karolu Wojtyle – Janie Pawle II, tekstów dla dzieci (nie bez powodu dzieci uhonorowały go Orderem Uśmiechu). Jest stałym autorem „Gościa Niedzielnego”. W 2013 r. jego teksty pisane na łamach GN zostały zebrane w tomie „Sądy kapturowe”. Książki jego pióra cieszą się niesłabnącą popularnością. W trakcie corocznych Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie jest zawsze rekordzistą w liczbie spotkań autorskich. Co ciekawe, najwięcej wówczas tłoczy się do niego osób młodych, nawet nastolatków. – Widocznie uważają, że ten starzec ma im coś mądrego do powiedzenia – cieszy się o. Leon.

Jego duszpasterstwo, jak przystało na czasy współczesne, jest multimedialne. Szukał i szuka ludzi za pośrednictwem telewizji, radia, internetu. Dużą popularność przyniosły mu m.in. programy telewizyjne „Ojciec Leon zaprasza”, „Ojciec Leon zawodowiec” i „Sekrety mnichów”, gdzie nie rozmawiał tylko z „grzecznymi chłopcami i panienkami”, ale m.in. z klnącym w swoich piosenkach raperem Liroyem lub z więźniarkami. Od 2009 r. pisze także regularnie komentarze na swoim blogu internetowym. Jest chyba najstarszym blogerem w Polsce, w 2011 r. obdarzonym tytułem Blogera Roku. We wpisach blogowych porusza m.in. aktualne sprawy Kościoła i ojczyzny. Nie zawsze jawi się jako „dobry wujaszek”, potrafi być stanowczy. Często przypomina z naciskiem, że „2 razy 2 równa się 4”. Nic dziwnego, że – jak sam przytacza – oprócz komentarzy pozytywnych nie brak także i takich określeń: „łajdactwa Leona, chamski autor bloga, Judasz, kłamca, oszust, tchórz, złośliwiec, hochsztapler, obłudny, podły, głupi, wychuchany mnich, stary gangster, podły manipulator, katolicki warchoł, członek watahy parszywych kundli (=KK), wielbiony przywódca duchowy miernoty katolickiej w kraju i za granicą, ksiądz z plemienia żmijowego”. Na wszystkie zarzuty sędziwy bloger odpowiada, zachowując dystans do siebie: „No i co? No i nic. Mówią, że określenia negatywne są bliższe prawdy niż pozytywne. Trzeba więc robić rachunek sumienia i poprawić się tam, gdzie sformułowania są bliskie prawdy, a nie przejmować się, gdy są kłamliwe. Tylko idiota się obraża, jak mówił bardzo mądry mnich, matematyk, członek Polskiej Akademii Nauk – o. dr Bernard Andrzej Turowicz”.

Wbrew pozorom to nie poczucie humoru jest głównym z magnesów przyciągających doń ludzi. – Tym, co tak naprawdę do niego przyciąga, jest (...) jego duchowość. Ojciec Leon potrafi w bardzo naturalny sposób pokazać, że istnieje inna, Boża perspektywa życia – twierdzi Marzena Florkowska, dziennikarka Radia Kraków, autorka książek m.in. o o. Rostworowskim i Hannie Chrzanowskiej. Ojciec Knabit, mimo że wszedł już w 91. rok życia, nie zamierza spocząć na zasłużonych laurach. – Pan Bóg widocznie ma wobec mnie jeszcze jakieś plany, skoro tak długo trzyma mnie na tym świecie. Wprawdzie jestem już nieco słaby fizycznie, ale dzięki Bogu zachowuję moc duchową; mogę odprawiać Mszę św., pisać i być z ludźmi w wielkiej przyjaźni – mówi jubilat, który jubilatem jeszcze być nie chce. Do jubileuszowej setki może jeszcze wiele dobrego zdziałać. Ojciec Szymon Hiżycki, obecny opat tyniecki, podkreśla bowiem, że o. Leon, przełamując słabości, jest wciąż niestrudzony w pracy i zachowuje przy tym pogodę i młodość ducha.


Korzystałem m.in. z książki Pawła Zuchniewicza „Zakochany mnich. Biografia o. Leona Knabita” (Kraków 2014).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama