Nowy numer 30/2021 Archiwum

Czy piękno unosi nas do Boga?

– Nie ma tutaj przypadkowych osób. Każdy miał swoją drogę do odkrycia ikony i jej wpływu na swoje życie. Bo ona nie jest tylko zbiorem pigmentów na drewnianej desce – mówi Magdalena Węc.

Obraz czy ikona?

– Pisanie ikon uzależnia, a tu jest miejsce dla każdego. Pozornie wiele nas dzieli, bo pochodzimy z różnych miejsc Polski, wykonujemy różne zawody (od nauczycieli po pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości), ale łączą nas pasja i to, że chcemy chłonąć wiedzę, którą posiada o. Zygfryd. On o każdym kolorze mógłby całą książkę napisać! – opowiada Magda Węc. Gdy skończyła pierwsze warsztaty, myślała, że wie już wszystko i że więcej nie sposób się dowiedzieć. Okazało się jednak, że to była jedynie kropla w wielkim morzu. Podczas kolejnych kursów (w grudniu 2019 r. skończyła już siódmy) o. Kot pokazywał bowiem nowe techniki, pigmenty oraz podpowiadał, jak doskonalić warsztat i co robić, by ikona przetrwała co najmniej kilkaset lat. Tak jak prawdziwe dzieła sztuki. – Nie ma tutaj przypadkowych osób. Każdy miał swoją drogę do odkrycia ikony i jej wpływu na swoje życie. Bo ona nie jest tylko zbiorem pigmentów na drewnianej desce, ale wielokrotnie nam pomaga i ratuje z różnych trudnych sytuacji. Kiedy siadamy przed nią sam na sam, znika wszystko dookoła i przenosimy na nią swoje emocje i przeżycia. Dlatego nie ma dwóch takich samych twarzy ani szat – podkreśla M. Węc.

Urszula z Zakopanego, Bogusia z Buska-Zdroju i Monika z Radomia mówią natomiast zgodnie, że pisanie ikon działa niczym najlepsza psychoterapia i zmienia każdego. Na lepsze. – Miałam za sobą różne traumatyczne przeżycia, przez co stałam się nieco zamknięta i nieufna wobec ludzi. Gdy tu przyszłam, wiele spraw zaczęło się prostować. Co więcej, poznawałam samą siebie, uwierzyłam w siebie i widziałam, jak ludzie otwierają się na mnie. Podjęłam też próbę powrotu do Kościoła – wspomina Monika. Jej zdaniem, ikona uczy również pokory. – Czasem przychodzący na kurs myślą: „Ja nie pomaluję?!”. I zderzają się z błędami, które popełniają. Albo czują przymus, że muszą skończyć rozpoczętą pracę, a ona często wymaga czasu, wzięcia ikony do domu, przemyślenia, przemodlenia, poszukania natchnienia – tłumaczy Monika i dodaje, że stowarzyszenie ceni także za wysoki poziom kształcenia. – Byłam w wielu miejscach, ale tu można się najwięcej nauczyć – przekonuje.

Ojciec Zygfryd zwraca też uwagę, że grupa, jaką tworzą piszący ikonę, powinna mieć charakter apostolski i formacyjny. – Rodzi to odwieczny dylemat: czy robiąc to, wystarczy być dobrym artystą, czy trzeba być osobą wierzącą? – mówi o. Kot. – „Trudno byłoby zajmować się ikonami, nie modląc się i nie wchodząc w duchową relację z osobą, którą się maluje” – odpowiadam. Takie rygorystyczne postawienie sprawy może rodzić dziś bunt – uśmiecha się jezuita. – Ale to prawda – dodaje szybko. – Trudno bowiem malować Jezusa Chrystusa, kiedy nie ma się z Nim kontaktu, zażyłości. Dzieło być może powstanie, lecz będzie tylko poprawne artystycznie i formalnie, a nie ideowo, bo będzie bez ducha. Czy taki obraz będzie więc godny miana ikony? – zastanawia się o. Kot.

Każdy, kto chce poszukać odpowiedzi na to pytanie, może zapisać się na najbliższy kurs, który rozpocznie się 1 lutego i potrwa do 29 marca. W każdy wtorek można też przyjść do Pracowni Otwartych Drzwi (czynna jest od godz. 16 do 18) i otrzymać podstawowe informacje na temat ikon. Wszystkie zajęcia odbywają się w siedzibie Stowarzyszenia ChSTSS „Ecclesia” w Centrum Medialnym WAM przy ul. Kopernika 26 w Krakowie. Szczegóły znajdują się na stronie www.ecclesia.jezuici.pl.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama