Nowy numer 43/2020 Archiwum

Trochę nam się schowała

Te siostry znane są dzięki św. Ricie i działalności edukacyjnej. Mija 400 lat od śmierci założycielki ich Zgromadzenia – Matki Katarzyny z Kłobucka.

Ze świętą od róż łączy Katarzynę wiele. Podobnie jak ona była wdową i tak jak Rita poświęciła życie Bogu. Jak Rita stała się też mistrzynią w przebaczaniu. – Gdy pierwsze augustianki kupiły budynek, zastały w nim lokatora, który nie chciał się wyprowadzić. Albert Widalty rzucił się na Matkę Katarzynę z siekierą. Dostała obuchem w głowę. Przeżyła i... wybaczyła napastnikowi – opowiada s. Antonina.

Pierwsza polska augustianka nie miała wprawdzie stygmatów, jak jej włoska siostra, ale tak samo jak ona zakochała się w Jezusie bez pamięci, całym sercem. Choć niewiele o niej wiadomo, pozostaje inspiracją dla współczesnych augustianek. – Była kobietą energiczną i przedsiębiorczą. Nie bała się wyzwań – mówi drepcząca wytrwale jej śladami zakonna archiwistka s. Krystyna.

Niemedialna założycielka

– Nasza wspólnota powstała w 1583 roku, niedługo po Lutrze, który zanegował życie zakonne. Matka założyła zgromadzenie augustianek, który stał się dobrą odpowiedzią na podziały i panujący wówczas zamęt – zauważa s. Dorota. Jej zdaniem, dziś, gdy podziały się mnożą, warto wracać do przesłania, które mówi o wartości życia zakonnego, we wspólnocie, w jedności ducha i serca, jak pisał św. Augustyn. Powołując do życia nową wspólnotę zakonną, matka Katarzyna nie miała nic. – Żadnego zaplecza, żadnych podstaw materialnych. Zwykle człowiek kalkuluje, co mu się opłaca, czy stać go na realizację planów. A ona postawiła na zaufanie Bogu. Była w tym odważna i bezkompromisowa – twierdzi s. Dorota.

– Dla mnie jako archiwistki problemem jest to, że była niemedialna. Nie zachowały się do naszych czasów jej wypowiedzi, nie zostawiła żadnych pism. Są tylko wzmianki w dokumentach miejskich. To niewielkie kamyczki, z których mozolnie budujemy jej obraz. Trochę nam się schowała – opowiada s. Krystyna. O świętości Katarzyny świadczy trwałość jej dzieła. Augustianki istnieją nieprzerwanie od ponad 400 lat, choć niewiele brakowało do kasacji. Gotowy był już nawet dekret prymasa Michała Jerzego Poniatowskiego zakazujący przyjmowania kandydatek. Siostry uratowała ich społeczna użyteczność – prowadzona przez nie działalność wychowawcza cieszyła się uznaniem. – Jeśli Bogu jakieś dzieło jest niepotrzebne, to się rozpada. A my wciąż trwamy – przekonuje s. Antonina.

Stuprocentowa wykrywalność

Siostry lubią kameralność. Wspólnota istnieje tylko w Polsce, a wszystkich augustianek jest ok. 60. – Podobnie jest z naszymi dziełami. W przedszkolu mamy ok. 100 dzieci, w szkołach łącznie ok. 400 uczniów – podkreśla s. Antonina. – W małej gromadzie wykrywalność jest stuprocentowa – dodaje ze śmiechem s. Krystyna. Tworzą rodzinę. Wspólnie przeżywają radości i troski, i nie wstydzą się tego, że są małym zgromadzeniem. – Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy spotykam augustiankę i nie wiem, kim ona jest. Znamy swoje rodziny, modlimy się za siebie – mówi siostra archiwistka.

Wie, co mówi, bo gdy dwa lata temu trafiła do szpitala, doświadczyła siły wspólnoty. – My tu razem płaczemy, razem się modlimy, nie jesteśmy dla siebie „jakieś” – wyjaśnia s. Antonina. – Lubię być siostrą – dodaje Krystyna. – Pamiętam, jak przyszłam do klasztoru i gdy pożegnałam się z rodzicami, siostra mistrzyni wprowadziła mnie na kolację do refektarza. Zobaczyłam trzy nowicjuszki, jedną postulantkę i od razu poczułam się jak w rodzinie. Wiedziałam, że tu mi będzie dobrze. Odkryłam od razu, że jestem u siebie – wspomina s. Antonina.

Jesteś moja

Serce przebite strzałą to atrybut kartki walentynkowej, wyznań pisanych kredą na murach, a także... augustianek. Herbem Zakonu św. Augustyna jest płonące serce, przebite strzałą, na tle księgi Ewangelii. – To obraz słów naszego zakonodawcy: „Swoim słowem zraniłeś serce moje i pokochałem Cię, Panie” – wyjaśniają siostry.

Czują się kochane i kochają. – Pan Bóg mówi do nas w Eucharystii, na modlitwie, wszędzie: „Jesteś piękna! Jesteś moja!”. Jesteśmy piękne dla Niego – opowiada s. Dorota. – Wiemy, że nasz Oblubieniec nigdy nas nie zostawi, nigdy nie zdradzi. On jest cały dla nas – mówi. – No i nie mamy problemu, w co się ubrać. W dodatku na co dzień chodzimy w naszych sukniach i welonach ślubnych – chwalą się siostry.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama